To był całkowicie spontaniczny wyjazd, wcześniej zupełnie nie planowany. Co prawda o tej porze, w roku ubiegłym i dwa lata temu wziąłem udział w Przechadzce Po piasku ze Świnoujścia do Helu (350 km), ale ze względu na pandemię koronawirusa w tym roku impreza została odwołana.

REKLAMA

Na rowerze też już udało mi się przejechać nasze wybrzeże, w roku 1996, ale “tylko” od Helu do Świnoujścia. Tym razem wraz z kolegą Leszkiem z Rudy Śląskiej przejechaliśmy całe polskie wybrzeże od granicy z Rosją – w Piaskach do Świnoujścia. Przed tygodniem pisałem o dwóch pierwszych dniach jazdy: od granicy z Rosją w Piaskach do Gdyni i z Gdyni do Władysławowa. Dziś relacja z pozostałych trzech dni: Z Władysławowa do Duninowa k/Ustki, z Duninowa do Kołobrzegu i z Kołobrzegu do Świnoujścia.

Dzień 3/5 06.05 (środa): Władysławowo – Duninowo k. Ustki (171 km)

Trasa Władysławowo – Rozewie – Kamienna Góra – Karwia – Białogóra – Lubiatowo – Łeba – Kluki – Rowy – Ustka – Duninowo k. Ustki

To był długi, bardzo dłuuuugi etap. 171 km na rowerach z sakwami i sprzętem biwakowym, to nie bułka z masłem. Na szczęście pogodę mieliśmy rewelacyjną. Po deszczowym wtorku, tym razem słoneczko towarzyszyło nam cały dzień. Na śniadanie podobnie, jak wczoraj na kolację – jajecznica. To nie moja wina, że w Żabce jajka sprzedawane są w pakietach po 8 sztuk. Po opuszczeniu gościnnego hotelu Messa ruszyliśmy na zachód. We Władysławowie uwieczniliśmy na fotkach Dom Rybaka, Aleję Sław Sportu i Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Dalej do Jastrzębiej Góry jechaliśmy 7 km piękną asfaltową ścieżką rowerową. Przed Jastrzębią Górą, odwiedziliśmy znaną latarnię morską na Rozewiu (nieczynną), a w samym mieście Gwiazdę Pólnocy – kamień ustawiony w miejscu, które jest najdalej na północ wysuniętym punktem Polski. Kolejne miejscowości na naszej trasie to: Karwia, Dębki, Białogóra i Lubiatowo. Tuż za Dębkami do Bałtyku wpływa Piaśnica. To rzeka graniczna Polski i Niemiec po 1918 roku, zatwierdzona przez Traktat Wersalski. Na tę okoliczność postawiono tu tzw. kamień wersalski przypominający o tym wydarzeniu oraz odpowiednią tablicę informacyjną. Dalej jechaliśmy drogami szutrowymi przez las i ścieżkami leśnymi. Odwiedziliśmy kolejną nieczynną latarnię – Stilo. Z Łeby przez Kluki i “zahaczajac” o Rowy dojechaliśmy po zmroku do Ustki. Jeszcze tylko 6 kilometrów szerokiej, świeżo remontowanej drogi i po północy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w Publicznym Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Duninowie, za jedyne 60 zł od osoby. Schronisko mieści się w budynku dawnej plebani pobliskiego kościoła.

Dzień 4/5 07.05 (czwartek): Duninowo k. Ustki – Kołobrzeg (125 km)

Trasa Duninowo – Jarosławiec – Darłówko – Darłowo – Dąbki – Łazy – Unieście – Mielno – Chłopy – Sarbinowo – Gąski – Ustronie Morskie – Kołobrzeg

Morświn na deptaku w Mielnie

Kocham tą polską pogodę nie ma co. Jest taka różnorodna i zmienna, jak mało gdzie. To nie jakieś tam Lazurowe Wybrzeże, Rodos czy Bali, gdzie słońce świeci przez 300 dni. U nas aura zmienia się, jak w kalejdoskopie. We wtorek cały dzień padało, w środę dla odmiany cały dzień świeciło słońce, a wczoraj mocno wiało. Wiatr wyczyniał harce na drodze. A co będzie w piątek nie wiadomo. W czwartym, przedostatnim dniu jazdy wzdłuż wybrzeża przemierzaliśmy odcinek z Ustki do Kołobrzegu. Bardzo ciekawy. Jechaliśmy wiele kilometrów odsłoniętymi przestrzeniami i przeciwny wiatr mocno utrudniał nam zadanie.

Latarnia Morska w Jarosławcu

Po drodze odwiedziliśmy 3 latarnie morskie w Jarosławiu, Darlówku i Gąskach, a mogliśmy i pięć. Ale do Ustki nie chciało nam się już wracać z Duninowa, a latarnię kołobrzeską zostawiliśmy na następny dzień. Zresztą wszystkie one, w związku z pandemią koronawirusa, są zamknięte, podobnie jak bary, pizzerie czy smażalnie ryb. “Stołujemy się” więc w Biedronkach i Żabkach. Zamknięte są też dla turystów kwatery prywatne, pokoje gościnne czy hostele. Właściciele tychże wdrażają dopiero procedury umożliwiające przyjmowanie gości. W Kołobrzegu np. pani na kwaterze mierzyła nam temperaturę ciała. Nasz nocleg w tym mieście kosztował 50 zł od osoby (z pościelą i ręcznikami). Widoki na trasie jak z Elementarza Mariana Falskiego.

Plantacje rzepaku były ozdobą pomorskich pól

Żółte łany rzepaku aż po horyzont, majestatycznie przechadzające się po polach bociany czy rolnicze maszyny pracujące na uprawnych polach. Często mijaliśmy także farmy wiatrowe rozsiane na pobliskich wzgórzach. Godzinami jechaliśmy ścieżkami rowerowymi z widokiem na nasze piękne morze. Czasem przez lasy, a czasem przesmykiem między morzem, a jeziorem (Kopań) – jak po drodze z Jarosławia do Darłówka. Piękne to nasze wybrzeże, jak mało co.

Dzień 5/5 08.05 (piątek): Kołobrzeg – Świnoujście (129 km)

Trasa: Kołobrzeg – Dźwirzyno – Mrzeżyno – Niechorze – Rewal – Trzęsacz – Dziwnówek – Kołczewo – Wisełka – Międzyzdroje – Świnoujście.

Dziś do przejechania mieliśmy ostatni odcinek polskiego wybrzeża. Trasa prowadziła z Kołobrzegu do Świnoujścia. Pogodę mieliśmy sprzyjającą. Było chłodno, ale często pokazywało się słoneczko. Turystów mimo początku weekendu spotykaliśmy nie za wielu. Jedynie w dużych kurortach Kołobrzegu, Międzyzdrojach i Świnoujściu widać było zwiększony ruch.

W tle molo w Międzyzdrojach

Odwiedziliśmy trzy ostatnie na trasie latarnie morskie: zbudowaną w 1947 roku w Kołobrzegu, uruchomioną w 1866 roku w Niechorzu i najwyższą na polskim wybrzeżu (68 m) w Świnoujściu.

W sumie tych latarni widzieliśmy jedenaście. Jechaliśmy głównie asfaltowymi ścieżkami rowerowymi, ale też drogami szutrowymi (Mrzeżyno – Rewal), duktami leśnymi i szosą.

W tle ruiny zabytkowego kościółka na klifie w Trzęsaczu

Na obiad zatrzymaliśmy się w Trzęsaczu, który znany jest z co najmniej dwóch powodów. Tu właśnie, niedaleko wsi, przechodzi południk 15 stopień długości geograficznej wschodniej, wyznaczający czas środkowoeuropejski. Tutaj też, na wysokim klifie, znajdują się ruiny gotyckiego kościoła wybudowanego ponad 500 lat temu w środku wsi ok. 2 km od brzegu morza, a obecnie znajdującego się przy samym brzegu. Tuż przy ruinie kościółka, w smażalni, zamówiliśmy sobie obiad. Duża porcja smażonego dorsza z frytkami i surówką kosztowała 44 złote, a równie wielki schabowy z drobiu z frytkami i surówką – 25. A w samym Świnoujściu spory ruch turystyczny, ale widać, że to jeszcze nie sezon, bo wiele dróg było w trakcie remontu.

Po pięciu dniach jazdy dotarliśmy do granicy z Niemcami w Świnoujściu

Przy przejściu granicznym z Niemcami w Świnoujściu o godz. 19:30 zakończyliśmy przejazd polskiego wybrzeża ze wschodu na zachód, z Piasków do Świnoujścia. W sumie przejechaliśmy na rowerach w pięć dni 673 km.

09.05 (sobota): Świnioujście – Szczecin – Katowice

Ostatni nocleg spędziliśmy w Świnoujściu, w namiocie tuż przy dworcu kolejowym. Odjazd pociągu mieliśmy o godz. 5:32, więc tak było najwygodniej, a przy okazji po raz pierwszy w tej wyprawie mieliśmy okazję przespać się na łonie natury. Za przejazd pociągiem z rowerami ze Świnoujścia do Katowic, z przesiadką w Szczecinie, zapłaciliśmy po 86 zł.
Ryszard Karkosz

- REKLAMA - Zewnętrzne linki