Wywiad z osobą, która była zakażona korona wirusem. Jaworznianin opowiada o zakażeniu, objawach, przebiegu choroby, izolacji oraz reakcjach sąsiadów. Rozmawia Franciszek Matysik.

REKLAMA

Franciszek Matysik: Gdzie się pan zaraził?
Koleżanka z pracy otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa. Ponieważ miałem z nią kontakt, sanepid skierował mnie na badania.

FM: Ma pan jakieś podejrzenia, jak mógł się pan zarazić?
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się stało. Zawsze pracowałem w okularach ochronnych, maseczce i rękawiczkach. W pracy mieliśmy również bardzo silny płyn dezynfekujący, a z koleżanką zawsze zachowywaliśmy odpowiedni dystans.

FM: Kiedy poinformował pan domowników o tym, że może być pan zarażony?
Od razu po wykonaniu badań zadzwoniłem do żony. Powiedziałem jej, jak wygląda sytuacja, oraz że zostałem oddelegowany do domu na kwarantannę. Żona od razu zaczęła działać – spakowała najpotrzebniejsze rzeczy. Przeniosła mamę i wraz z nią oraz córką zamieszkała na poddaszu, zastawiając dla mnie cały parter. Gdy podjechałem pod dom czekała na mnie otwarta brama, garaż oraz każe drzwi, przez które musiałem przejść, żeby dostać się do środka. Byłem pod wrażeniem nie tylko tego, jak szybko żona zdążyła się zorganizować, ale również tego, że zadbała o to, żebym wchodząc do domu, niczego nie dotykał.

FM: Czy domownicy zostali razem z panem objęci kwarantanną?

Nie. Ponieważ rozkład naszego domu umożliwił mi całkowitą izolację na osobnym piętrze, żona oraz pozostali domownicy nie zostali objęci kwarantanną. Przez ten czas, chociaż przebywaliśmy w jednym domu, tak naprawdę mieszkaliśmy w dwóch osobnych mieszkaniach.

FM: Miał pan charakterystyczne dla koronawirusa objawy?

Nie. Całą kwarantannę przebyłem bezobjawowo.

FM: Jak wyglądało pana życie w izolacji?

Było ciężko. Przez 24 dni kwarantanny widziałem żonę tylko kilka razy przez zamknięte okno – ona stała po jednej stronie szyby na balkonie, a ja po drugiej w zamkniętym w pokoju. Rozmawialiśmy jedynie przez telefon. Aby jak najbardziej zminimalizować możliwość zarażenia się, żona zostawiała dla mnie posiłki przed drzwiami na jednorazowych papierowych talerzach.

FM: Co ze śmieciami? Czy dostał pan specjalny kubeł do ich wyrzucania?

Śmieci normalnie wyrzucałem do pojemnika na odpady zmieszane, nikt nie zapewnił nam specjalnego pojemnika, a nawet nie zapytał czy jest potrzebny. Oczywiście domownicy nie mieli z nimi styczności. Żona podstawiała kubeł pod okno i odchodziła, wtedy ja wrzucałem worek do kubła.

FM: Jak zareagowali pana sąsiedzi? Czy spotkały pana rodzinę jakieś nieprzyjemne sytuacje?

Kiedy sąsiedzi zorientowali się, że w naszym domu jest osoba chora na koronawirusa, rozpętało się małe piekło. Gdy żona wychodziła, wszyscy się chowali. Zaczęło się również wydzwanianie do różnych służb. Rozumiem, że to wszystko z obawy o własne zdrowie, ale już bez tego nasze życie przez ten czas było ciężkie. Nawet, teraz gdy jestem już zdrowy, wciąż zachowują dystans, gdy wychodzimy z domu.

FM: Ile razy miał pan wykonywane testy i jak długo czekał pan na wyniki?

Łącznie 3 razy. Pierwszy, test genetyczny, został wykonany po tym, jak koleżanka z pracy otrzymała pozytywny wynik na koronawirusa. Na wynik czekałem 3 dni. Po dwóch tygodniach wykonano mi drugi test w domu. Na wynik tym razem czekałem 5 dni. Po otrzymaniu negatywnego wyniku konieczne było powtórzenie testu. Na potwierdzenie negatywnego wyniku czekałem 2 dni.

FM: Jak wyglądało wykonanie badania w domu?

Przyjechał wymazobus wraz z odpowiednio zabezpieczonymi osobami. Nie wchodzili do domu, to ja musiałem podejść do drzwi wejściowych. Można powiedzieć, że materiał do testu pobrali mi przez próg drzwi. Cała procedura była bardzo sprawna, dobrze zorganizowana i co najważniejsze bezpieczna.

FM: Co pan zrobił po otrzymaniu negatywnego testu?

Oczywiście poszedłem spotkać się z żoną i z dziećmi. Bardzo się za nimi stęskniłem. Niestety ze względu na działanie systemu nie mogłem wyjść jeszcze z domu, ponieważ do północy widniałem jako objęty kwarantanną.

FM: Jak często był pan kontrolowany przez służby i w jaki sposób to przebiegało?

Trzy razy dziennie sprawdzał mnie patrol policji. Pierwszy raz przyjechali już następnego dnia po tym, jak otrzymałem pozytywny wynik. Gdy przyjeżdżali, wystarczało podejść do okna, pokazać się, że jest się w domu. Można było również porozmawiać z mundurowymi przez telefon.

FM: Jakie kroki podjął pan po wyzdrowieniu co do pomieszczeń, w których odbywał pan kwarantannę?

Jeszcze w trakcie trwania kwarantanny zacząłem organizować usługę ozonowania samochodu tak, aby żona mogła z niego skorzystać. W Jaworznie takie usługi oferowało wiele firm. Jednak gdy informowałem o swojej sytuacji, pracownicy odmawiali przyjechania i wyozonowania samochodu. Dopiero po 1,5 tygodnia udało mi się znaleźć kogoś, kto podjął się tego zadania. Po uzyskaniu negatywnego wyniku ta sama firma podjęła się również wyozonowania pomieszczeń, w których przebywałem.

FM: Jakie są pana przemyślenia – już na chłodno – po przebytej chorobie?

Zacząłem się zastanawiać, czy pozytywny test mógł być błędny. Nie miałem żadnych objawów, a dodatkowo testy, które mi wykonano, były genetyczne, a nie immunologiczne. Gdyby wykonano mi testy immunologiczne, to dzięki obecności oraz ilości przeciwciał, wiedziałbym, czy byłem chory, czy nie.

Dziękuje za rozmowę.

Spisała: Natalia Uroda

- REKLAMA - Zewnętrzne linki