Miała być piękna przygoda i 70 dni spędzonych w Brazylii, Paragwaju, Boliwii i Argentynie. Skończyło się o wiele za wcześnie, po 33 dniach. Jestem już w domu i odbywam 14-dniową kwarantannę. Życie napisało swój scenariusz. Dziś o przedostatnim tygodniu na olimpijskiej wyprawie. Za tydzień o dramatycznym powrocie do kraju.

Ostatnia wspólna fotka
Jedna z ostatnich odpraw we większym gronie
REKLAMA


Dzień 20 – 16 marca (poniedziałek)

Dziś bez niespodzianek. Ruszyliśmy w trójkę: Staszek, Maciek i ja, i w takim składzie dojechaliśmy do końca. Jechaliśmy podrzędną drogą, najpierw do najbliższego miasteczka, a potem drogą z widokiem na plażę i ocean. Nie było już tak upalnie, jak w niedzielę. W przydrożnym barze kupiliśmy lody (1 kg) i zaprosiliśmy do konsumpcji przejeżdżającą akurat parę Litewską – Reda, Virginius. Potem nawierzchnia drogi gwałtownie pogorszyła się, na szutrową. Poszliśmy nad ocean wykąpać się i okazało się, że ubity piasek idealnie nadaje się do jazdy na rowerze i przez ponad 30 km jechaliśmy plażą. Nasz kemping był przy samej plaży. W nocy przeszła potężna burza i nieźle nas przemoczyło.Od jutra przez trzy dni jedziemy z bagażami, bo samochód zostaje na lądzie, A my będziemy przeprawiać się promami przez wyspy, a przez rzeki wpław.

W oczekiwaniu na prom


Dzień 21 – 17 marca (wtorek)

Od rana suszenie przemoczonych na skutek nocnej burzy rzeczy. Z wyspy Comprida, po przejechaniu rowerami niecałych 4 km siadamy na prom i płyniemy do najbardziej wysuniętego na południe miasteczka Cananeia, w którym średnia roczna temperatura powietrza wynosi 19,9*C. Miejscowość wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tu rozstajemy się na trzy dni z samochodem bagażowym. Przez 3 dni będziemy jeździć z bagażami na rowerach. Z wyspy Cananeia płyniemy 3 godziny wynajętą łódź na kolejną wyspę Cardoso, do rybackiej wioski Maruja. Nie ma tu infrastruktury sieci komórkowej i internetu. Za to jest 22 tys. ha lasów atlantyckich z wodospadami, 18 km plaży. Po dopłynięciu do wioski Maruja, jedziemy dalej plażą rowerami do zaplanowanego noclegu. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do szerokiej na kilometr rzeki, w miejscu gdzie na wszelkich dostępnych mapach miał być ląd. Na szczęście mamy w grupie Brazylijczyka Paolo wraca do wioski i przypływa z 2 łodziami, którymi przeprawiamy się na drugi brzeg.

Dzień 22 – 18 marca (środa)

‌Dziś mija 3 tygodnie od wyjazdu z Polski. Tak niewiele, a tyle się już wydarzyło. Grupa jest bardzo zgrana i solidarna. Na porannej odprawie kierownik wyprawy zapowiada wieczorne spotkanie integracyjne. Irlandka Alison obchodzi urodziny, a Paolo i Litwin Saulius kończą udział w wyprawie. Po 25 km dojeżdżamy do cywilizacji – małej wioski, zagubionej na wysepce. Tu mamy zabukowany nocleg na Campingu do Pacheco. Rozkładamy namioty, idziemy kąpać się do oceanu. Niektórzy spędzają czas w pobliskim barze. Nie jest źle, bo jest woda, wc, prąd i co najważniejsze dostęp do internetu przez wi-fi. Na wieczornym spotkanie integracyjnym, na stole pojawiają się różne trunki, owoce, ciasteczka i orzeszki. Alison jako jedna z trzech uczestników jedzie na całą 5-miesięczną trasę, z Rio do Tokio. Obok niej jedzie jeszcze Litwinka Raimonda i Szkot Bob. Skład uzupełniają kierownik Sigitas i kierowca Ieva. Jutro planujemy jechać do dużego miasta Kurytyby. Ale wszystko jest niepewne, bo podobno do miasta nie można wjechać ze względu na pandemię koronawirusa. Swoje granice zamknęła też Argentyna, do której potem wiedzie nasza trasa. Sytuacja jest dynamiczna. Decyzje będą zapadały w ostatniej chwili. Wiele osób rozważa możliwość dłuższego pozostania na wyprawie, ze względu na brak możliwości powrotu do swojego kraju (zawieszone loty).

Gdzieś na trasie

Dzień 23 – 19 marca (czwartek)

Najpierw płyniemy 3 godziny zamówioną łodzią do Paranagui. Tu w hotelu Palacio zostawiamy rowery, bagaże i jedziemy do odległej o 90 km Kurytyby (32 zł). Przy zakupie małe zamieszanie, trzeba okazać dokumenty tożsamości. Jedni mają paszporty, inni xera paszportów, a jeszcze inni dowody osobiste. Wreszcie, w południe ruszamy klimatyzowanym autobusem do Kurytyby i przed 14-tą docieramy do 3-milionowej Kurytyby. Nocujemy w hotelu Piemont, tam już jest nasz samochód bagażowy. Podczas spaceru trafiamy na pierogarnie państwa Marii i Tadeusza spod Kalisza. Wyjechali z Polski w 1981 roku i tu się osiedlili. Rozwinęli interes z pierogami. Przyjęli nas pączkami i zimnymi napojami. Kurytyba, to wielka metropolia zbudowana na wzór europejski. Ze względu na zbliżone do europejskich warunki atmosferyczne osiedliło się tu wielu emigrantów z Włoch, Niemiec i Polski. Wieczorem dowiedzieliśmy się, że mamy odcięty powrót do Paranagui, gdzie są nasze rowery i bagaże. Zawieszona bowiem zostaje od jutra komunikacja z Kurytyby do innych miast.

Nocleg na łonie natury

Dzień 24 – 20 marca (piątek)

Planowany na dzisiaj – w ramach wolnego dnia – przejazd pociągiem Serra Verde Express z Kurytyby do Morretes nie dochodzi do skutku z wiadomych względów – Koronawirus. Ta linia kolejowa, to atrakcja turystyczna. Jedzie się z prędkością 40 km/h przez 13 tuneli i 30 mostów, unikalny las atlantycki, z widokiem na Serra da Graciosa. Na porannej odprawie kierownik przekazał informację, że z dalszej jazdy w wyprawie zrezygnowali Brytyjczycy Cała “piątka”: Alison, Margaret, Bob, Christopher i Robert i Litwini Reda i Vinicjus. A przecież Margaret i Bob mieli jechać na całą trasę. Do Paranagui wracaliśmy na różne sposoby. Jedni busem o 11:40, inni ze względu na brak miejsc – późniejszym kursem o 17:40, a jeszcze inni samochodem bagażowym.


Dzień 25 – 21 marca (sobota)

Śniadanie w hotelu Palacio (w cenie noclegu) było królewskie, jak na nasze dotychczasowe posiłki: jajecznica, dwa rodzaje kiełbasy na gorąco, sery, wędliny, pomidory, owoce, ciasta oraz kawa, herbata i soki. Za to atmosfera na odprawie nie była już tak radosna. Koronawirus zdziesiątkował wyprawę. Od tej pory poza kierownikiem i kierowcą jedzie tylko “szóstka” Polaków i jedna Litwinka Raimonda. W sumie 9 osób. Jak daleko dojedziemy, tego nikt nie wie. Po 70 km musieliśmy zawrócić, bo zamknięte zostały z sąsiadami granice stanu Santa Katarina. Chcemy jechać w kierunku słynnych wodospadów na rzece Iguaz, na granicy brazylijsko-argentynskiej, które wpisane są Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie udało się nam wjechać od strony stanu Santa Katarina, to spróbujemy wjechać od innej strony


Dzień 26 – 22 marca (niedziela)

Niedzielny poranek. Odprawa po rosyjsku, bo rowerzystów z Wielkiej Brytanii nie ma już z nami . Wracamy w kierunku Paranagui, z której wyjechaliśmy wczoraj. Widoki są przerażające. Mimo niedzieli wszędzie pustki. Na drogach, plażach, w sklepach i lokalach gastronomicznych. Zresztą tych ostatnich otwartych jest niewiele. My konsekwentnie jedziemy dalej, dopóki się da. Nasz cel – wodospady Iguacu. Potem koledzy z Polski wracają do domu, a ja zgodnie z planem mam jeszcze jechać ponad 3 tygodnie przez Paragwaj, Boliwię i Argentynę.

Ryszard Karkosz

Trasa tygodnia: 16-22 marca 2020

16.3: Santo Antonio – Ilha Comprida (83 km, z tego 30 km plażą)

17.3: wyspa Comprida – łodziami – Cananenia i Maruja(18 km plażą).

18.3: Pontal do Leste – rowerami plażą – Superagui (25 km).

19.3: Superagui – łodzią do Paranagui – busem do Kurytyby.

20.3: Kurytyba – Paranagui (autobus).

21.3: Paranagui – Guaratuba (86 km).

22.3: Guaratuba – Morretes (71 km).

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki