Jaworznianie nie chcą żywego karpia?

Tort musi mieć wisienkę, „i” musi mieć kropkę a królem wigilijnego stołu musi być karp? Dwie pierwsze kwestie zdecydowanie nie podlegają dyskusji. Sprawa z karpiem zmienia się jednak z roku na rok coraz bardziej.

Choć punktów sprzedaży jest mniej, znacznie wzrósł standard przechowywania żywych ryb
REKLAMA

Wraz ze spadkiem zainteresowania komunistyczną „tradycją” jedzenia karpia, maleje też ilość miejsc, w których można kupić żywe ryby.

W punktach, które jednak wciąż funkcjonują, warunki przechowywania ryb bardzo się zmieniły. Baseny są większe i mniej przepełnione a pompki napowietrzające wydajniejsze. Zmieniła się również świadomość klientów. Coraz więcej osób po rybę idzie z własnym, dużym naczyniem, nie zgadzając się na plastikowe worki.

Jak zauważa Jacek Bożek, założyciel i prezes Klubu Gaja, pozytywna zmiana w świadomości Polaków jest efektem kampanii społecznych i informacyjnych – w tym, doskonale znanej kampanii „Jeszcze Żywy Karp”.

Skoro święta z roku na rok są coraz bardziej „bezkarpiowe”, to może wypuśćmy wszystkie ryby na wolność? To niezbyt dobry pomysł. Wyhodowany w niewoli karp nie poradzi sobie w dzikim, otwartym zbiorniku czy rzece.

Karp w Polsce znany jest od XII wieku i faktycznie znaleźć można go wśród innych ryb w menu z bogatych i skromniejszych stołów. Dopiero w drugiej połowie ubiegłego stulecia, za sprawa komunistycznego marketingu, stworzono z niego główne danie wigilijnych wieczerzy.

 

- REKLAMA - Zewnętrzne linki