Jezus, głoszący bezgraniczną miłość, wypowiada słowa, które wydaje się, są całkowitym jej zaprzeczeniem, są jakby zaprzeczeniem całej logiki stworzenia człowieka: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. I jakby tego było mało, dodaje: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.
W pierwszej chwili człowiek takiego Jezusa najchętniej by zostawił!

REKLAMA

Kiedy jednak mija pierwszy szok i wszystko to, co te słowa w nas wzburzyły, ucisza się i kiedy możemy do nich spokojnie powrócić, okazują się zupełnie logiczne, a ukryta w nich nauka, fundamentalna. Paradoksalnie wielu z nas, nawet do końca nie zdając sobie z tego sprawy, na różne sposoby wypowiada te słowa. I tak bardzo często domagamy się w naszych relacjach pierwszego miejsca dla siebie i to nie tylko z pominięciem naszych bliźnich, ale również i z pominięciem samego Pana Boga. Tak bardzo jest to widoczne dziś w relacjach narzeczonych przed ślubem, w relacjach małżeńskich i rodzinnych. Tak bardzo widać to w relacjach zawodowych i społecznych. Ciągle ktoś, chce w swym wybujałym egoizmie stanowić centrum wszystkich relacji, próbując nazwać to dobrocią, a nawet miłością. Tymczasem doświadczenie uczy, że zawsze, mimo najpiękniejszej retoryki, prowadzi to do dramatu.

Zauważmy, że słowa, które tak bulwersują w ustach Jezusa, są kierowane do Jego uczniów, a więc przez naszą wiarę również i do nas. Aby właściwie je odczytać i zrozumieć, musimy jeszcze raz, jasno sobie uświadomić, że Jezus, jest nie tylko prawdziwym człowiekiem, ale przede wszystkim prawdziwym Bogiem – nieskończoną Miłością, z której wszystko wzięło swój początek, która nadaje światu porządek, która jest wszechmocna i do której wszystko zmierza. Tylko On ma prawo i to bezdyskusyjnie, zażądać dla Siebie pierwszego miejsca we wszystkich relacjach.

To nie przypadkowo Jezus użył sformułowania: „mieć w nienawiści”. To, w pierwszym odczuciu bulwersujące stwierdzenie, stawia Słowo Wcielone i Jego naukę zdecydowanie i bezkompromisowo na pierwszym miejscu. Jezus doskonale wie, ile to będzie kosztowało Jego uczniów, zarówno wewnętrznej walki, jak i zewnętrznych trudności. Ile będzie ludzkiego wyśmiewania, upokorzeń, drwin i poniżania. Nie na darmo Jezus łączy taką postawę z dźwiganiem przez ucznia „swojego krzyża”, lecz zaraz dodaje: „a idzie za Mną”. Podejmujący bezkompromisową wierność Jezusowi i Jego nauce nie jest sam – jest z Bogiem, jest z Jezusem, jest z Bratem. Tu jest osadzona roztropność ucznia porównana do mądrości króla ruszającego na bitwę z dostateczną ilością wojska lub budowniczego wieży, który ma środki na jej wykończenie. Tylko taka postawa wobec Boga ma siłę porządkowania naszych międzyludzkich relacji. Każda inna filozofia życia prowadzi do katastrofy.

Sprawdza się stara porzekadło: „Jak Bóg jest na pierwszym miejscu to wszystko jest na właściwym”

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki