RAZEM Z WAMI! Radość dla mnie i zaszczyt móc obchodzić równolegle to święto samorządności – mówi Stanisław Bigaj.
– Wprawdzie nie jubileusz 30-lecia, ale trzydziesty rok działalności gospodarczej mija mojej firmie. Jubileusz, niestety, będzie w roku przyszłym. Niewielka różnica, ale przecież jest. A jak się stało opowiem.

Bardzo stara mieszałka i młody (jeszcze wtedy) szef. Do dziś obydwoje pracują
REKLAMA

Z piekarstwem i ciastkarstwem związany jestem od lat 60. ubiegłego wieku. Wtedy to mój ojciec lekko popchnął mnie w tym kierunku, ponieważ sam w młodości miał styczność z piekarstwem. Od tego czasu poprzez wszystkie szczeble kariery zawodowej, także tej nieprodukcyjnej, doszedłem do dnia dzisiejszego. Wszystko zaczęło się dość typowo jak na tamte czasy (lata 80.). Jeżdżąc i nadzorując GS-owskie piekarnie w ówczesnym województwie katowickim, zauważyłem dużo starego sprzętu piekarskiego przeznaczonego do wyzłomowania. W pewnym momencie zrodziła się myśl, a może by tak z tego wszystkiego zbudować własną piekarnię? Tym bardziej, że pomimo własnej dość wysokiej pozycji zawodowej pieniądze były żadne. I stało się! Od podstaw na własnym podwórku, zacząłem budować piekarnię. Teraz widzę, że oprócz odwagi miałem sporo szczęścia. Otarłem się bowiem o plajtę, jeszcze przed uruchomieniem. Posunięcia Balcerowicza, zwane za granicą (gdzie wówczas byłem) „czarną środą polskiego biznesu” mocno mnie przestraszyły.

Ale udało się! W 1991 roku zacząłem produkcję. Co to były za czasy. Klienci pchali się drzwiami i oknami po dobre pieczywo. Odbiorcy hurtowi własnymi samochodami stali w kolejce po odbiór. A problem był banalny – brak piekarzy (jak i dziś).

Ludzie mieli już dość chleba z „Gigantu”. Kto to jeszcze pamięta piekarnię na dzisiejszej ulicy Piekarskiej. Przecież stąd się wzięła nazwa osiedla. Nawiasem mówiąc długie lata przepracowałem w „Gigancie” piekąc te gnioty. Do dziś wiem jak się chleba robić nie powinno.

Gdy ja otwierałem piekarnię, trzeba było się okazać odpowiednimi kwalifikacjami w zawodzie przed Wydziałem Handlu Urzędu Miejskiego
w Jaworznie. Potem przepisy zaczęły się zmieniać i w końcu doszło do tego, że wystarczy mieć pieniądze by otworzyć zakład. Powstawały więc piekarnie, jak grzyby po deszczu. Jakość pieczywa bywała różna. Pojawiło się pieczywo mrożone, które odświeżane dawało miły zapach. Mówi się, że zapach chleba można rozpylać z aerozolu.

Potem ci słabsi zaczęli odpadać. Wystarczyło, że właściciel nie był fachowcem, a piekarz niedokształcony i takiego chleba się nie sprzedało. Wystarczyło, że właściciel odpuścił trochę bezpośredni nadzór nad zakładem, a już, jakość poszła w dół. „Pańskie oko konia tuczy” mówi przysłowie.

A my ciągle ci sami. Nie idziemy na ilość, lecz na jakość. Nie rozszerzamy w nieskończoność asortymentu, lecz skupiamy się na tym, co umiemy najlepiej. Oczywiście były w tym czasie wzloty i upadki. Ale to zwykle za przyczyną huśtawki cen mąki i pozostałych składników cenowych, przy braku możliwości podniesienia cen pieczywa ze względu na konkurencję (patrz pieczywo mrożone i plajtujące piekarnie zaniżające ceny). Nieraz brakowało pieniędzy na mąkę, nieraz wypłaty dla pracowników były z poślizgiem. Że nie wspomnę o jakiejkolwiek modernizacji zakładu. Trzeba było mocno zaciskać pasa. Najbliżsi, w tym także i ja, wypłaty nie braliśmy. Teraz też skromniutko, ale powoli rozwijamy się, by nie zostać w tyle.

Firma ma już upatrzonych następców, w osobach córki i zięcia, którzy są też piekarzami. Praktycznie to oni już decydują, co i jak ma być zrobione, zwłaszcza w sprawach dotyczących przyszłości.

Na horyzoncie jest już trzecie pokolenie piekarzy w osobie 5-letniej wnuczki. Z uwagą śledzi, co się dzieje w piekarni i wokół.

A ja? Za oknem noc jeszcze głęboka, gdy wstaję do pracy. I tak od lat. Zawsze jestem kilka godzin w piekarni. Dobrze jest zobaczyć co upiekli, pogadać, czy doradzić w razie potrzeby. A przy okazji kierowca, który przychodzi około 4 rano ma już pieczywo na swój samochód przygotowane.

Z nadzieją i ufnością patrzę w przyszłość, bo wiem, że będzie dobrze.

Piekarnia Stanisław Bigaj

  1. Nadbrzeżna 14,

Jaworzno

tel. 32 660 04 92

- REKLAMA -




Zewnętrzne linki