Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się, co mają wspólnego Jaworznickie Pagóry z górami, to odpowiemy krótko – biegi górskie. To często tutaj, po terenach miasta Jaworzna biegi trenują pasjonaci tego, jakże popularnego sportu w ostatnich czasach. Wszystko po to, by w przyszłości stanąć na najwyższym stopniu podium, na przykład w biegu ultra.

REKLAMA

Czwarta edycja Baran Trail Race szczęśliwa była dla Marcina Gwiżdża, który pokonał dystans 140 km z czasem 20 h 20 min, co dało mu zwycięstwo. Dodajmy, że w Węgierskiej Górce na podium znalazł się jeszcze jeden jaworznianin – Artur Padewski.

[red.] Panie Marcinie, dlaczego biegi górskie?

[M.G.] Bo góry dają swobodę, wolność, drogę wyboru i są nieprzewidywalne.

Patrząc na niektóre fotografie, odnoszę wrażenie, że sport sportem, ale ogromną frajdę sprawia zawodnikom również pozowanie do zdjęć. A jest czas na podziwianie pięknych widoków?

To jest właśnie przewaga biegania po górach. Nikt nie liczy tu sekund, czas płynie troszkę inaczej. Są widoki, jest czas stanąć, zrobić zdjęcie, pomyśleć o czymś miłym. Wschody i zachody słońca . Czas płynie troszkę inaczej. Oczywiście są wyjątki, gdy jest walka o podium, to jest skupienie i pełna mobilizacja.

Czwarty festiwal biegowy, ale dopiero drugi raz dystans 140 km. Co czyni ten bieg wyjątkowym i dlaczego mówi się, że jest jednym z najtrudniejszych biegów nie tylko w Polsce?

Sam dystans to jedno. W górach jednak każdy patrzy ile metrów do pokonania pod górę,140 km i 7200 m w pionie to już wyzwanie nie dla wszystkich. Dodatkowo brak oznaczeń, na trasie niewielka ilość punktów odżywczych. Piękna, lecz bardzo trudna technicznie trasa i to wystarcza uznać bieg za trudny, co potwierdza wycenienie trasy na 6 punktów ITRA.

Opiszmy zatem w skrócie trasę po Beskidzie Żywieckim.

Bieg zaczyna się i kończy w Węgierskiej Górce. Pierwsza część biegu to około 30 km odcinek na Pilsko przez Romankę i Sopotnie Wielką, następnie zbiegi podbiegi do pierwszego punktu kontrolnego przy Bacówce Na Krawcowym Wierchu. Dalej troszkę dzikim szlakiem granicznym aż do Przełęczy Przysłop, zbieg do Soblówki, następnie przez Rycerzową do schroniska na Przegibku gdzie znajdował się drugi punkt odżywczy. Następnie trasa prowadzi do miejscowości Ujsioły, gdzie zaczyna się mozolny prawie 12 km podbieg do Hali Lipowskiej, tam to już prawie z górki do Węgierskiej po raz pierwszy, bo niestety musimy jeszcze pokonać trasę Barania Góra- Fajkówka – Węgierska Górka.

Co pan myślał, stając na starcie biegu ultra? Czy zawodnik wtedy myśli o tym, by w ogóle ukończyć bieg, czy może myśli o zwycięstwie?

Hm… to trudne. Biegi ULTRA to takie puzzle. Wiele rzeczy musi zagrać, aby móc liczyć na sukces. Wystarczy chwila nieuwagi, upadek, źle rozłożenie sił lub po prostu nieodpowiednie nawodnienie, aby kilku miesięczne przygotowania poszły na marne. A to, że w marzeniach każdy gdzieś widzi się na podium to jakby inna sprawa. I jak widać realna.

Limit na ukończenie zawodów to 27 godz. Wygrał pan ze sporym zapasem czasowym. Zaraz po minięciu mety jest pora na radość, czy może świadomość zwycięstwa dociera nieco później?

Radość tak. Po to biegamy, aby cieszyć się takimi chwilami. Co do przewagi, to sam nie wiem, skąd tyle siły zostało na ostatnie 25 km, gdzie udało się uciec rywalom na ponad godzinę. Ta myśl, że mogę wygrać dodawała skrzydeł i pozwoliła przyspieszyć.

Drugi na mecie był Artur Padewski. Jak to wyglądało na trasie? Czy ktoś kogoś ścigał, może biegliście przez jakiś czas razem?

I tu znowu odniosę się do pytania, dlaczego bieganie po górach? Nawiązujemy sporo znajomości, przyjaźni. Ale tak – z Arturem przez większą część trasy biegliśmy razem, staraliśmy się odrabiać straty do zawodnika, który od początku bardzo mocno biegł i wydawało się, że zostaje nam jedynie walka o następne stopnie podium. Jednak jak to w Ultra bywa, życie pisze scenariusz na kolanie ktoś zgubi trasę, ktoś złamie kijek, latarka nagle przestanie działać. Ktoś się potknie, złapie go skurcz. Wszystko to powoduje, iż cieszę się, że razem pokonywaliśmy tę trasę. Rywalizacja też gdzieś zawsze jest w tle, ale to góry weryfikują nasze możliwości i w efekcie czas na mecie.

Pana plany na przyszłość?

Hm… Skłamałbym, gdybym zaprzeczył. To stało się pasją, niektórzy twierdzą chorobą, z której nie chcę się leczyć. A co do zawodów w sobotę myślałem, że odpuszczę na jakiś czas, ale pewnie opłacę start na Łemkowina Ultra Trail, pytanie tylko jaki dystans. To już za niecały miesiąc

Myślę, że to, co pan opowiedział, zachęca ludzi do biegów terenowych, ale gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to proszę jednym w jednym zdaniu zaprosić niezdecydowanych.

W jednym zdaniu się nie da… ha, ha, ale zapraszam wszystkich chętnych do biegania razem z nami w Trailowe Czwartki na Gródek 18:30, zawsze jest zabawnie. To taka namiastka.

Marcin Gwiżdż metę w Węgierskiej Górce przekroczył w sobotę 19 września o godzinie 9:20. Drugi na mecie z ponad godzinną stratą zjawił się kolejny jaworznianin – Artur Padewski. Gratulujemy.

W materiale wykorzystano fotografię pani Katarzyny Gogler, nadesłaną przez Marcina Gwiżdża. Dziękujemy.

gabiga

- REKLAMA -



Zewnętrzne linki