Nasze dzieci zapłacą za długi miasta. Czy to początek likwidacji szkół w Jaworznie?

35 osobowe klasy, zmianowy system lekcji, zajęcia na korytarzach oraz kilometry dzielące dzieci od szkół to nowa koncepcja edukacji według jaworznickich władz – pisze w liście do redakcji Dariusz Kozakiewicz. Jego analizę publikujemy poniżej. 

REKLAMA

Koronawirus na pewien czas zatrzymał temat likwidacji szkół, ale na początku roku szkolnego władze postanowiły do niego wrócić. Nadmienić warto, że kryzys wywołany koronawirusem zwrócił uwagę na bardzo istotne kwestie edukacji, a mianowicie, że mniejsze klasy i rozproszenie szkół zmniejszają ryzyko rozprzestrzeniania się chorób. Nadto pokazał całkowitą abstrakcję zdalnego systemu kształcenia dzieci szkół podstawowych, w której problemem jest choćby konieczność opieki nad dziećmi podczas domowej edukacji, czy konieczność zapewnienia osobnych komputerów i pokoi do nauki.

Uświadomiło to jak ważną funkcję pełnią szkoły w naszej cywilizacji, w której młodzież narażona jest na manipulację ze strony masowych mediów, a ich światopogląd kształtują międzynarodowe korporacje, które poprzez pozbawione kontroli reklamy kreują wizerunek człowieka od dziecinnych lat. Państwa pozbawione sprawnie działającej edukacji kończą jako kacykanaty, w których światowe mocarstwa i międzynarodowe korporacje instalują uległe im rządy i realizują wobec nich dyplomację kanonierek.

Ale wróćmy do tematu jaworznickich szkół. Przypomnijmy, że władze naszego miasta próbowały różnymi, często podstępnymi metodami doprowadzić do likwidacji kilku placówek oświatowych. Początkowa pokątna próba likwidacji placówek nie powiodła się, gdyż wskutek braku konsultacji z mieszkańcami i zatajenia tej informacji nawet przed radnymi (art. Szkoły do likwidacji na portalu jaw.pl) wywołała potężne oburzenie społeczne i gwałtowne protesty. Urzędnicy próbowali wówczas ostudzić nastroje organizując spotkania w szkołach przeznaczonych do likwidacji oraz zwołując nadzwyczajną sesję rady miasta, ale prezydent z proponowanych zmian nie zamierzał się wycofać, a ich konieczność tłumaczył rosnącymi kosztami utrzymania szkół oraz spadkiem liczby dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, co miało być związane z problemami demograficznymi miasta.

Na początku roku temat reorganizacji szkolnictwa powrócił, gdy prezydent próbował pozbyć się niechcianych placówek przez zablokowanie rekrutacji do pierwszych klas szkół podstawowych i redukcji ilości pierwszych klas w liceach. Już wtedy było widać, że prezydent o reformie nie zapomniał i próbuje przepchnąć ją nawet tylnymi drzwiami stosując różnego rodzaju sztuczki, wybiegi i inne niekonwencjonalne metody, jak odrzucanie wniosków o przyjęcie dzieci z poza obwodów.

Obecnie władze przeprowadzają kolejny skok na jaworznickie szkoły zaczynając od SP9, lecz argumentem za likwidacją nie jest tym razem już niż demograficzny, a brak szkolnej stołówki, pełnowymiarowej sali gimnastycznej oraz konieczność stworzenia jednolitego oddziału przedszkolnego.


Przeanalizujmy jednak argumenty władz w kontekście ich zasadności, w szczególności, czy istnieją racjonalne przesłania do restrukturyzacji jaworznickiego szkolnictwa. Na początek trzeba przyjrzeć się danym demograficznym Jaworzna i zastanowić, czy są one aż tak tragiczne. Spoglądając na liczbę ludności Jaworzna na przestrzeni lat można zaobserwować spadek liczby mieszkańców. Dla Jaworzna rekordowy pod względem liczby mieszkańców był rok 1991, wówczas w mieście zameldowanych było 99 993 osób. Według danych UM Jaworzno z 31 grudnia 2018 roku Jaworzno zamieszkiwały 90 454 osoby (dane z różnych źródeł potrafią różnić się o jednostki rzędu 2000 osób!). Zauważyć jednak trzeba, że dane te nie uwzględniają ludności napływowej niezameldowanej w naszym mieście, a patrząc na nie jaworznickie tablice rejestracyjne samochodów zaparkowanych na starych jak i nowo wybudowanych osiedlach można wywnioskować, że jest ich całkiem sporo. Ludzie ci często meldują się dopiero, gdy urodzi im się dziecko i muszą je zameldować. Zresztą wspominał nawet o tym opublikowany w styczniu 2019 roku artykuł w urzędowej gazecie „Extra”  „W Jaworznie chce się żyć. W mieście przybyło mieszkańców.” Optymistyczny artykuł przedstawiał Jaworzno jako jeden z nielicznych wyjątków na czarnej liście wyludniających się miast Polski i to podobno właśnie dzięki ludności napływowej, którą  zwabiła atrakcyjność Jaworzna. Więc skąd teraz obawy o spadającą liczbę mieszkańców miasta, skoro jeszcze w 2019r. urzędnicy chwalili się ich wzrastającą liczbą?
Istotniejszy z punktu patrzenia na przyszłość szkolnictwa byłby tutaj parametr liczby zameldowanych w Jaworznie nowo narodzonych dzieci, gdyż on decyduje o przyszłej frekwencji w szkołach w mieście. Niestety takimi danymi nie dysponujemy. Możemy przyglądnąć się jedynie liczbie sporządzonych aktów urodzenia, ale dotyczą one tylko dzieci urodzonych na terenie Jaworzna. Na podstawie liczb można zaobserwować faktycznie spadek ilości zarejestrowanych urodzeń, ale biorąc pod uwagę, że obecnie wiele dzieci rodzi się w szpitalach poza Jaworznem wartość ta bardziej obrazuje zaufanie do oddziałów położniczych miejscowych szpitali, aniżeli demografię miasta, bowiem dzieci urodzonych w szpitalach poza Jaworznem ona nie obejmuje.


Ilość wydanych aktów urodzenia na terenie Jaworzna według danych USC w Jaworznie.
•    2010 – 846
•    2011 – 761
•    2012 – 743
•    2013 – 601
•    2014 – 604
•    2015 – 636
•    2016 – 620
•    2017 – 644
•    2018 – 575
•    2019 – 535

Pamiętać trzeba, że większość szkół w Jaworznie budowano w latach 60-tych i 70-tych XX wieku w związku z ich brakiem lub przepełnieniem istniejących i to w czasach, gdy Jaworzno miało o około 25 tyś mniej mieszkańców niż teraz! Jaworzno stało się miastem o liczbie mieszkańców powyżej 90 tyś dopiero w roku 1981. Natomiast, w latach 90-tych do szkół uczęszczały dzieci z okresu wyżu demograficznego, których prognozy lat 70-tych nie przewidywały. Więc to nie dzisiaj jest szkół za dużo, lecz wówczas ich brakowało bądź były przepełnione.

Lata otwarcia wybranych szkół podstawowych na terenie Jaworzna:

Sp13 (1963r.), SP5 (1974), SP20 (1964r.), SP15 (1970r), SP16 (1971r.),  SP17 (1964r.), SP2 (1985r.)

Poza tym liczba dzieci w SP9 nie jest wcale nadzwyczajnie niska, ponieważ w Jaworznie istnieją placówki, do których uczęszcza znacznie mniejsza ilość uczniów niż w SP 9, jednak nie słyszy się o ich zamykaniu np. w roku 2019/2020 do SP 11 uczęszczało 101 uczniów, SP 12 –108 uczniów, SP 21 –131 uczniów, SP 4 –126 uczniów, SP 19 –162 osoby. Niewykluczone, więc że i te szkoły prezydent zechce zlikwidować, gdy rozprawi się już z SP9, SP2 oraz LO2, gdyż według nieoficjalnych informacji do likwidacji przeznaczonych jest 7 szkół w Jaworznie. Informacja ta została na czwartkowym spotkaniu w urzędzie miasta zdementowana przez pełnomocnika prezydenta miasta ds. oświaty i gospodarowania nieruchomościami Pana Tomasza Jewułę. W omawianym okresie, w SP 9 było 197 uczniów.

Warto również nadmienić, że od 2005r  liczba urodzeń w Polsce zaczęła rosnąć i w przyszłych latach prognozuje się wzrost ilości dzieci w szkołach. Prognozowany wzrost uczniów w szkołach na podstawie zameldowania przedstawia pismo z UM, z którego wynika, że od 2023r, prognozuje się już powstanie klas liczących ponad 20 uczniów. Maksymalna ilość uczniów w klasie to 25. W innych szkołach sytuacja wygląda podobnie, więc nawet, jeśli w jakiś szkołach występują problemy z naborem do pierwszych klas to są one przejściowe, czasami związane z niedawną reformą edukacji likwidującą gimnazja i zamykanie szkół na tej podstawie jest zbyt pochopne.

A jak faktycznie wygląda sytuacja w szkołach, czy w klasach rzeczywiście brakuje uczniów?
Z informacji od uczniów, rodziców oraz nauczycieli wynika, że wiele szkół w Jaworznie było przepełnionych już w roku szkolnym 2019/2020. System zmianowy występował w jaworznickich szkołach powszechnie. W Sp1 maluszki z II klas miały zajęcia od 11.40 do 15.15 trzy razy w tygodniu. W SP 3 na Niedzieliskach zajęcia prowadzone są w systemie zmianowym do godziny 16.00, a mimo to w południe w szkole występuje niedobór sal i część zajęć prowadzona jest na korytarzu, bądź świetlicy. W SP7 na razie nie brakuje sal, ale nie wykluczone, że problem pojawi się po przeniesieniu uczniów z SP2.

Na prowizorycznej sali urządzonej w korytarzu Szkoły Podstawowej nr 3, odbywa się 3 do 4 lekcji dziennie. Jak szkoła poradzi sobie z dziećmi przydzielonymi z nowego osiedla Sfera?

Z czego, więc mogą wynikać obawy o gwałtowny spadek liczby dzieci w poszczególnych szkołach. Przyjrzyjmy się w takim razie rejonizacji, bo być może tu występuje problem z powodu, którego część szkół jest przepełniona, a część według władz świeci pustkami.

Wydawałoby się logiczne i rozsądne, aby dzieci były przydzielane do szkół znajdujących się najbliżej ich miejsca zamieszkania. Niestety tak nie jest. Przykładowo dzielnica Rogatka wraz z ulicą Sportową i Różaną przynależą do odległej o około 1,5km SP1 na ulicy Jana Matejki mimo, że SP13 widoczna jest z okien ich domów w odległości około 300m. Podobnie jest z Osiedlem Skałka. Przydzielone ono zostało do odległej o około 2km SP 14 na Borach, pomimo, że do SP13 odległość wynosi jedynie 1 km. Znajdujące się ciągle w trakcie rozbudowy Osiedle Sfera, które docelowo ma posiadać ponad 400 mieszkań zostało przydzielone do odległej i przepełnionej SP3 w dzielnicy Niedzielska, w której już teraz dzieci mają zajęcia na korytarzu, zamiast do SP9, którą władze miasta chcą zlikwidować. Po likwidacji SP9 odległość z krańców rejonu do SP10 wynosić będzie prawie 3km.

Władze próbują argumentować konieczność likwidacji Sp9 jej wysokimi kosztami utrzymania. Jest to argument zdecydowanie nietrafiony, ponieważ z danych urzędu miasta wynika, że SP9 jest najtańsza w utrzymaniu z jaworznickich szkół, a jej roczny koszty utrzymania jest niższy niż miesięczne zarobki  i nagrody w spółkach miejskich. W 2018r. koszt utrzymania szkoły wyniósł jedynie 36764zł, co w przeliczeniu na jednego ucznia dało kwotę 246,70zł. Dla porównania koszt utrzymania Sp11 wyniósł 119753zł, a SP12 79525zł, co odpowiednio w przeliczeniu na jednego ucznia daje kwotę 1185,60zł oraz 736,30zł. Istotny jest również wkład finansowy rodziców oraz sponsorów w SP9, którego władze nikomu nie zwrócą.

Miasto tłumaczy się również potrzebą zaadaptowania budynku po SP9 na przedszkole miejskie. Ale o potrzebie stworzenia dużego przedszkola miejskiego i brakującym budynku na ten cel władza wiedziała już dawno. Dlaczego więc sprzedano budynek po zlikwidowanej szkole SP6, a nie wykorzystano go na przedszkole. Budynek jest położony w centrum miasta w dzielnicy Pechnik w miejscu gdzie większość jaworznian miałaby po drodze zawozić swoje pociechy. Tymczasem budynek został sprzedany pod koniec roku 2014. Spółka, która od momentu zakupu nie interesowała się obiektem doprowadziła go do ruiny. Obecnie na działce po SP6 ma powstać market Biedronka. Dlatego prawdopodobne jest, że jeśli dojdzie do likwidacji SP9 to budynek podzieli los budynku po zlikwidowanej szkole SP6, a jaworznianie zobaczą nowe przedszkole jak przeciętny Rosjanin Wołgę w czasach ZSRR – jedynie w wariancie do przepłynięcia.

Budynek po zlikwidowanej Szkole Podstawowej nr.6 popada w ruinę.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że za urzędującego od 2002 roku Prezydenta Pawła Silberta powstało wiele istotnych dla miasta inwestycji. Powstały nowe drogi, nowe osiedla mieszkaniowe, strefy przemysłowe. Ale obecnej polityki finansowej miasta nie można uznać za odpowiedzialną. Mieszkańcy żądając utrzymania szkół nie domagają się żadnych nadzwyczajnych przywilejów. Płacą podatki, z których utrzymanie oświaty, służby zdrowia, czystości w mieście i innych potrzeb o znaczeniu społeczno-socjalnym powinno być priorytetem, a inwestycje o charakterze pijarowskim powinny być finansowana dopiero w drugiej kolejności z nadwyżek budżetowych. Inwestycje o charakterze rozrywkowym i wizerunkowym oczywiście są istotne, ale trzeba zachować pewne kryteria wydatków. Nie można uznać za moralną, sytuację, w której miasto wydaje setki milionów złotych na budowę kolejnych parków, projekt tramwaju słonecznego, zadaszenia nad parkingiem pod halą, które doprowadziło do zmniejszenia liczby miejsc parkingowych z 150 do 96 i utraty znaczenia parkingu jako miejsca spotkań fanów motoryzacji, budowę monstrualnego parkingu rowerowego, z którego obecnie korzysta jeden rowerzysta, czy budowę kosztownego w utrzymaniu placu wodnego, który w naszym klimacie czynny jest parę tygodni w roku, a jednocześnie chce likwidować szkołę, aby uzyskać oszczędności rzędu 36 tys rocznie.

Jak najbardziej inwestycje w rekreację są istotne, ale wiele gmin, aby nie doprowadzić do rażącego zadłużenia stosuje metody tańsze i efektywniejsze jak np. sponsorowanie koloni i wycieczek, dofinansowania dla dzieci i młodzieży do aquaparków, czy finansowanie raz w roku wyjazdu na podhalańskie termy.

Dlatego trudno nie zadać pytania, czy taka polityka wydatków przy jednoczesnym zamykaniu szkół to jest właściwa droga do poszukiwania oszczędności w mieście.

Dariusz Kozakiewicz

 

 

- REKLAMA -



Zewnętrzne linki

5 KOMENTARZE