Po świetnym początku sezonu piłkarze Szczakowianki w czwartej kolejce po raz pierwszy musieli przełknąć gorycz porażki. Podopieczni trenera Pawła Cygnara przegrali w Częstochowie z rezerwami Rakowa 0:1.

REKLAMA

Po awansie do IV ligi Szczakowianka bardzo szybko się zaaklimatyzowała i zaczęła skrupulatnie gromadzić punkty, dzięki czemu znalazła się w czubie tabeli. W niedzielę Drwale w meczu na szczycie mierzyli się z rezerwami Rakowa Częstochowa, a zwycięzca miał wspiąć się na samą górę ligowej tabeli.

Bez punktów pod Jasną Górą

Rywalizacja dwóch solidnych zespołów, które jak dotychczas jeszcze nie przegrały, zapowiadała się elektryzująco. I faktycznie na sztucznej murawie w Częstochowie działo się sporo, a obie ekipy do końca walczyły o wygraną. Raków do meczu przystąpił w młodym składzie, ale w zespole nie zabrakło też kilku znacznie bardziej doświadczonych zawodników – także takich, znających smak Ekstraklasy. Popularni Drwale musieli radzić sobie bez dwóch ważnych graczy – Bartłomieja Chwalibogowskiego i Igora Szopy. Jako pierwsi okazję do zdobycia gola wypracowali sobie miejscowi. Po dobrze wykonanym rzucie rożnym Maciej Wierzbicki zdołał jednak zatrzymać piłkę po groźnym strzale. Jaworznianie odpowiedzieli szybką akcją, po której Paweł Cygnar uruchomił wbiegającego w pole karne Adriana Gałkę. Młody zawodnik Drwali, zbyt późno jednak zdecydował się na strzał i w ostatniej chwili piłkę spod jego nóg zdołał wygarnąć bramkarz Rakowa. Oba zespoły wypracowały sobie kilka rzutów wolnych, ale brakowało im nieco dokładności. Po sprytnych wrzutkach od Cygnara, blisko powodzenia byli Dawid Wadas i Arkadiusz Trzciński, ale po ich uderzeniach piłka o centymetry mijała słupek. W międzyczasie rezerwiści Rakowa bliscy byli objęcia prowadzenia. Doświadczony Przemysław Oziębała zgrał piłkę przed pole karne do swojego kolegi z zespołu, ale jego mocny strzał został szczęśliwie zablokowany przez jednego z obrońców. W 31. minucie w polu karnym Dawid Wadas zderzył się głową z jednym z zawodników gospodarzy i momentalnie zalał się krwią. Stoper jaworznian musiał opuścić boisko i wkrótce został opatrzony przez ekipę pogotowia. Tymczasem jeszcze w końcówce swoją szansę mieli gospodarze, ale po mocnym uderzeniu Filipa Głaska piłka poszybowała nad bramką.

Po przerwie obraz gry nie uległ znaczącej zmianie, chociaż sytuacji podbramkowych było zdecydowanie mniej. Obie ekipy znów próbowały zaskoczyć bramkarzy z rzutów wolnych, ale po uderzeniach Cygnara i Kosina piłka ominęła bramkę. Dwie dobre interwencje zanotował Maciej Wierzbicki. Niestety w 68. minucie Biało-Czerwonym przydarzył się prosty błąd, który okazał się bardzo kosztowny. Marcin Drzymont zagrał bardzo niedokładne podanie w środku pola i stracił piłkę. Miejscowi rzucili się do szybkiego ataku, doświadczony Przemysław Oziębała minął jeszcze Rzymowskiego i strzałem w dalszy róg bramki wyprowadził częstochowian na prowadzenie. Drwale rzucili się do odrabiania strat, ale miejscowi dość umiejętnie wybijali ich z uderzenia i blokowali kolejne próby strzałów. Jaworznianie mieli problemy z kończeniem akcji celnymi strzałami. W 82. minucie po sprytnie rozegranym rzucie wolnym na środku boiska, na strzał z dystansu zdecydował się Mateusz Śliwa, ale piłka przeleciała tuż obok bramki. W końcówce w dobrej sytuacji znalazł się Paweł Cygnar, ale jego mocne uderzenie zostało zablokowane przez obrońców. Raków mógł jeszcze podwyższyć wynik, ale po uderzeniu Filipa Głaska piłka zatrzymała się na bocznej siatce. Ostatecznie gospodarze wygrali 1:0, a Biało-Czerwoni musieli pogodzić się z pierwszą w sezonie porażką.

Zatrzymać Wartę

Mimo porażki Szczakowianka cały czas trzyma się blisko ligowej czołówki. Biało-Czerwoni aktualnie zajmują 5. miejsce ze stratą trzech punktów do lidera z Częstochowy. Liga nabiera rumieńców, a różnice punktowe są jak na razie niewielkie i każdy punkt jest bardzo cenny. W najbliższą sobotę Szczakowianka przy Krakowskiej podejmować będzie jedną z ekip, które nie doznały jeszcze goryczy porażki. Mowa o Warcie Zawiercie, która ma na swoim koncie jak na razie remis i dwa zwycięstwa. Zawiercianie uchodzą za jeden z najsolidniejszych zespołów w całej lidze i mogą wygrać z każdym. Dla Biało-Czerwonych ten rywal zawsze był dość niewygodny. Ostatnie starcie z Wartą z 2018 roku zakończyło się bezbramkowym remisem. Teraz Szczakowianka będzie chciała powalczyć o komplet punktów i cały czas ścigać ligowe podium. Mecz z Wartą będzie miał też dodatkowy cel. Szczakowianka ruszyła właśnie z akcją charytatywną „Razem dla Roberta”, która ma na celu zebranie środków na rehabilitację byłego zawodnika Drwali Roberta Sztandery, który miał swój duży udział w historycznym awansie do Ekstraklasy. Były obrońca Drwali potrzebuje wsparcia po doznanym jakiś czas temu udarze mózgu, a Biało-Czerwoni zdecydowali się na pomoc. Podczas meczu z Wartą odbywać się będzie zbiórka pieniędzy na leczenie Roberta Sztandery, dodatkowo też w internecie ruszy licytacja gadżetów – w tym m.in. oryginalnej koszulki Napoli z autografem Arkadiusza Milika. Początek ligowego spotkania na Stadionie Miejskim o godzinie 17:00.

Raków II Częstochowa – Szczakowianka Jaworzno 1:0 (0:0)
(Oziębała 68)

Raków II: Trelowski – Krzyżak – Mizgała (55. Błasik), Chłód, Dzierbicki (65. Piątkowski), Lenartowski – Brzęczek (81. Ślęzak), Danilczyk, Głasek, Kosin (75. Krysik) – Oziębała. Trener: Tomasz Kuźma

Szczakowianka: Wierzbicki – Kurzawa, Wadas (34. Rzymowski), Drzymont, Śliwa – Gałka, Trzciński, Skórski, Marędowski (76. Lipniak) – Cygnar – Smarzyński. Trener: Paweł Cygnar

Sędziował: Dawid Woliński (Bytom)

Żółte kartki: Lenartowski – Smarzyński, Drzymont, Wierzbicki, Marędowski

Widzów: 50

DKAS

- REKLAMA -



Zewnętrzne linki

1 KOMENTARZ