Z wielkim smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci kochanej kuzynki Stefanii Krupianki Sikorowej. Zmarła w swoim rodzinnym domu, 29 czerwca 2020. W tym domu, wybudowanym przez jej ojca w roku 1922. W nim się urodziła 3 sierpnia 1929. Ten dom ma dusze i jest domem następnych pokoleń. Kiedy tam jestem, to przypominam sobie beztroskie przedwojenne lata, gdy byłam dzieckiem.

REKLAMA

Odeszła ostatnia moja krewna, z którą łączyły mnie wspomnienia z dzieciństwa, ze światem naszych dziadków, ojców, stryjów. Jestem od niej o siedem lat młodsza. Moi dziadkowie Franciszka i Józef Paulowie przyjaźnili się z jej rodzicami: Marią i Józefem Krupami. Stenia, to była ich najmłodsza córka. Moja towarzyszka dziecięcych zabaw.

Pobyt w domu dziadków, to najszczęśliwszy okres w moim życiu. Wspaniała rodzina, ludzie dobrzy i szanujący się. Pamiętam goszczenie się pod drzewem jabłoni. Rozkładano stół, a na nim piękny serwis: porcelanowe filiżanki i dzbanuszki. Kawusia ze śmietanką, ciasto drożdżowe z posypką i ten kochany wujcio Józio Krupa i ciocia Maria Krupowa.

Państwo Krupowe z Jaworzna często gościli u nas w Szczakowej. Przyjeżdżała z nimi Stenia na którą zawsze z utęsknieniem czekałam. I choć była znacznie starsza ode mnie bardzo dobrze się z nią bawiłam. Tak było przez wiele lat. Któregoś razu przyjechaliśmy do wujostwa Krupów w odwiedziny, oczywiście bryczką, a Stefcia mnie zupełnie nie dostrzegła. Była już wówczas chyba dwudziestoletnią panną, pielęgniarką. Przyjechała właśnie z Zakopanego, gdzie pracowała w sanatorium. Ubrana w piękną różową bluzkę nylonową, wtedy ostatni krzyk mody, kloszową spódnicę w czarno-białą kratę. Biegała po kuchni bardzo się spieszyła, pożegnała się i tyle ją widziałam. Długo jej tego nie mogłam wybaczyć! Na szczęście nie wpłynęło, to na nasze serdeczne stosunki. A kiedy po latach o tym jej wspomniałam zupełnie tego nie pamiętała.

Stefania w Zakopanem w sanatorium nauczycielskim, rok 1955

Stenia Krupianka ukończyła Gimnazjum Ogólnokształcące w Jaworznie w roku 1948 i rozpoczęła naukę w Zabrzu, w dwuletniej Szkole Pielęgniarskiej. W roku 1952 ukończyła kurs Przełożonych Pielęgniarek Szpitalnych. Pracowała jako przełożona pielęgniarek w szpitalu więziennym w Mikołowie. Mówiła: „wtedy ludzie siedzieli za nic, wystarczyło opowiedzieć kawał o Stalinie.” Pielęgniarki miały zabronione odzywać się do więźniów. Nie akceptowała takiego rygoru. Obrona swojego stanowiska w dyskusji z funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa doprowadziła do tego, że jak najszybciej musiała zmienić pracę. Zejść mu z oczu. Wyjechała do Zakopanego i podjęła pracę w nauczycielskim Sanatorium Przeciwgruźliczym. Tam w 1956 roku zrobiła prawo jazdy. Egzamin zdawała kierując ciężarówką, bo innego samochodu jakoś wtedy pod ręką nie było. Umiała pomagać. Nasz kuzyn, Franek, ambitnie studiował w Krakowie, a wakacje mógł spędzać w Zakopanem, już Stefcia zadbała, aby miał co jeść i gdzie mieszkać. W sanatorium tym pracowali ciekawi przedwojenni lekarze. O Witkacym można było rozmawiać z Birulą- Białynickim, opowiadała mi Stenia, że miał dużą kolekcję jego obrazów. I choć Zakopane było wówczas smutne i prowincjonalne można było spotkać tam niezwykłych ludzi.

W czerwcu 1957 roku zmarła przy porodzie w jaworznickim szpitalu jej siostra Maria Helbinowa. A doktor Woner nie dawał nadziei, że dziecko przeżyje. Stenia zabrała ze szpitala córeczkę siostry, Joannę, która miała cztery dni. Zajęła się ofiarnie siostrzenicą, zrezygnowała z zawodowej pracy. Jaką straszną tragedię przeżyła cała rodzina, to widziałam na co dzień. Rozpaczała ciocia Maria Krupowa aż tak, że ksiądz obawiał się o jej zdrowie i tłumaczył, że taka rozpacz jest niemiła Bogu.

Stenia Krupianka wyszła za mąż 8 marca 1958 roku i zamieszkała w Krakowie. Szybko jednak wróciła do Jaworzna. Jej rodzice Maria i Józef zdecydowali, że wnuczki Joanny do Krakowa nie oddadzą.

Stefania Sikorowa w roku 1983

Państwo Jan i Stefania Sikorowie, pod koniec 1959 zlikwidowali w Krakowie mieszkanie i zamieszkali w Jaworznie w rodzinnym domu Krupów. Z czasem Stenia pracowała w Przychodni Przeciwgruźliczej z doktorem Miklaszewskim. Józef Krupa jej ojciec w czasie wojny, woził doktora Miklaszewskiego do lasu, do rannych partyzantów. Razem z mężem Janem wychowywała dwie córeczki Joanne, i urodzoną w 1959 roku Barbarę. Ukończyła kurs pielęgniarek środowiskowych. Była lubiana przez pacjentów, wiele lat pracowała z doktor Heleną Tomalową.

Mój stryj Fryderyk Paul odwiedzał sędziwego Józefa Krupę, który dożył 95 lat. Spisał genealogie rodziny Krupów, udokumentowaną w jaworznickich księgach parafialnych, sięgającą XVII wieku.

Stryj opowiadał, że Stenia, to bohaterka, dzielnie znosi wszystkie przeciwności losu. Miała 45 lat, kiedy owdowiała. Jak przeszła na emeryturę, to jeszcze pracowała na 1/2 w Ośrodku dla Dzieci Niepełnosprawnych prowadzonym przez państwo Lichtańskich.

Po latach, po dłuższej nieobecności w Jaworznie odbyłam podróż sentymentalną do Jaworzna, do domu wujostwa Marii i Józefa Krupów. I było to dla mnie w pewnym sensie de je vie. Maria i Józef od dawna już nie żyli, Stenia o dom dbała, remontując go. Zostałam tam przez kilka dni, pokoje już nie były identyczne, jak za mojego dzieciństwa, odnajdywałam tylko drobiazgi: serwis ten sam z cienkiej porcelany, aż dziś, że wojnę przetrwał, kryształową paterę na nóżce kariatydzie, na niej znów było pyszne ciasto. Stary dębowy kredens, inkrustowany okrągły stoliczek. Nie było już drzwi z kuchni do pokoju, które miały niezwykle piękne kolorowe kwadratowe szybki.

Wraz z moim mężem Tadeuszem, wiele razy przyjeżdżałam do Steni Sikorowej z wielką radością. A zawsze wstępowałam do niej, kiedy obchodzone były rocznice związane z lotnictwem i z wujkiem Karolem Pniakiem. Wtedy wspominałyśmy i jego. Tak jak jej ojciec, Stenia, była osobą głębokiej wiary. Należała do żywego różańca. Chodziła na piesze pielgrzymki do Częstochowy. Spełniła marzenie swojej mamy Marii Krupowej, pojechała do Ziemi Świętej, spędziła tam rok zwiedzając święte miejsca. Opowiadała mi, pokazując fotografie, o Nazarecie, o Betlejem o Kanie Galilejskiej itd. Od 1994 roku była członkiem Stowarzyszenia „Przyjaźń Jaworznicka”. Należała do harcerskiego kręgu seniorów. Od 1951 była członkiem Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia, członkiem Polskiego Czerwonego Krzyża.

Stefania Sikorowa w sierpniu 2019

Zacny stryj Fryderyk Paul (brat mojego ojca) przez całe życie jednoczył naszą rodzinę, a obecnie czyni, to jego syn, a mój kuzyn Jarosław Paul, w którego domu na Pieczyskach spotykamy się przy różnego rodzaju okazjach. Także w moim imieniu uczestniczył w pogrzebie Steni, i w mszy żałobnej odprawionej przez księdza Adriana Piętkę. Ksiądz w liturgii słowa, ukazał misterium śmierci chrześcijańskiej w świetle Chrystusa Zmartwychwstałego. Wzruszająco mówił, że życie z Bogiem, to gwarancja życia wiecznego, nadzieja dla wierzących.

Stefania Sikorowa pochowana została 2 lipca 2020 na cmentarzu ciężkowickim. W liście do Rzymian św. Paweł pisze: „chwała zaś i cześć i pokój wszelkiemu czyniącemu dobre”. Stenia, swoim życiem zasłużyła na takie słowa. W moim sercu i wdzięcznej pamięci pozostanie na zawsze.

Grażyna Paul-Materna

- REKLAMA - Zewnętrzne linki