Okres panującej pandemii koronawirusa nie sprzyja podróżom. Możliwość zakażenia wirusem COVID-19 pozostaje duża, nawet pomimo stosowania zalecanych zasad bezpieczeństwa i wprowadzonych zakazów. Ale wyznając zasadę „co nie jest zabrodnione, jest dozwolone” udało mi się w tym trudnym dla nas wszystkich okresie wybrać na kilka rowerowych wycieczek. W tym artykule chciałem opowiedzieć o moich wrażeniach ze Szlaku Orlich Gniazd.

REKLAMA

Przysłowie, że „Szewc bez butów chodzi” pasuje do mnie jak ulał, w kontekście moich rowerowych podróży. Zwiedziłem wiele kontynentów i krajów, odbywając kilka dalekich podróży, ale Szlaku Orlich Gniazd, który prowadzi dosłownie tuż pod nosem, nie udało mi się jeszcze przejechać. Oczywiście byłem wiele razy, czy to ze szkolnymi wycieczkami, czy całkiem prywatnie w Ojcowie, Pieskowej Skale, Ogrodzieńcu, Czernej czy innym Rabsztynie. Jednak całej trasy nigdy nie przeszedłem czy też nie przejechałem na rowerze.

A szkoda, bo trzeba wiedzieć, że Szlak Orlich Gniazd to jeden z najstarszych i najpiękniejszych polskich szlaków turystycznych. Przebiega przez województwo śląskie i małopolskie łącząc Częstochowę z Krakowem. Szlak ma dwa warianty: pieszy (ok. 163 km) oraz rowerowy (ok. 190 km).

Trasa Rowerowego Szlaku Orlich Gniazd

Dzień 1 – 18 maja 2020: Częstochowa – Pilica (103 km)

Na upartego Szlak Orlich Gniazd można przejechać rowerem w ciągu jednego dnia. Mocny rowerzysta jest to w stanie zrobić. Ale wtedy nie ma mowy o jakimkolwiek zwiedzaniu czy rozkoszowaniu się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Najlepiej wybrać wariant kilkudniowy. Ja z kolegą Leszkiem z Rudy Śląskiej wybraliśmy opcję dwudniową.

Gdzieś na trasie

Najpierw udaliśmy się pociągiem do Częstochowy, gdzie rozpoczyna się szlak, a potem już rowerami do Krakowa. Od razu chcę zaznaczyć, że nie jechaliśmy dokładnie po trasie szlaku, bo niektóre miejsca świadomie ominęliśmy, z uwagi na to, że byliśmy tam wiele razy przy innych okazjach. Natomiast nie opuściliśmy ani jednego z licznych na trasie zamków, choć kilka z nich to zaledwie ruiny.

Pierwszy z nich zamek w Olsztynie koło Częstochowy należy do najlepiej rozpoznawalnych warowni jurajskich. Cylindryczna, wysoka na 35 metrów wieża przyciąga wzrok już z daleka. Zbudowana z białego wapienia, a nadbudowana z brunatnej cegły, przypomina maszt okrętu unoszącego się na morskiej kipieli.

Zamek w Olsztynie

Z Olsztyna udaliśmy się do Ostrężnika, gdzie znajdują się ruiny dawnego zamku. Obecnie jedyne, co pozostało z warowni, to skała, na której był zbudowany zamek górny, oraz fragmenty wałów i murów o wysokości nie przekraczającej jednego metra. Teren ruin porośnięty jest lasem. W skale, na której wzniesiono warownię, znajduje się Jaskinia Ostrężnicka z korytarzami o długości ok. 90 metrów.

Kolejne perełki na trasie szlaku, to zamki w Mirowie i Bobolicach. Położone na skalistych, wapiennych wzgórzach warownie Kazimierza Wielkiego dzieli odległość zaledwie 2 km. Zamek w Mirowie powstał na czubku wzgórza, na potężnej wapiennej skale. Do jej kształtu dopasowany został zewnętrzny zarys kamiennej budowli, przy czym wieżę umieszczono w najwyższym punkcie.

Zamek w Mirowie

Druga z jurajskich warowni została założona na znacznie wyższym wzgórzu, którego wysokość sięga aż 380 m. Wzgórze to również wieńczą wapienne skały, ale zamek obejmuje teren także poza nimi. Na skałach znajduje się tylko jego najstarsza część z półkolistą basztą i częścią mieszkalną. Poniżej przebiegają mury obwodowe, które wyznaczają czubek wzgórza. W plenerach zamku powstały zdjęcia do serialu telewizyjnego Korona królów. Obecnie właścicielami zamku jest rodzina senatora Jarosława Lasockiego i jego brata Dariusza. Jurajskie zamki w Mirowie i Bobolicach, mimo, że zachowane do dziś w różnym stopniu, zachwycają przede wszystkim swoim malowniczym położeniem. To niemal idealny teren na krótki jednodniowy wypad w Jurę.

Zamek w Bobolicach

Spod zamku w Bobolicach, po kilkunastu kilometrach jazdy docieramy do Zamku Bąkowiec w Morsku. Zamek zbudowano na wyniosłej skale Tygrys na planie nieregularnego wieloboku wykorzystując niewielką powierzchnię szczytu skały i przylegającego do niej otoczenia. Dziś to zaledwie ruiny dawnej warowni rycerskiej z XIV wieku, leżące w powiecie zawierciańskim. Zachowały się jedynie fragmenty murów wkomponowane w skałki. Obecnie teren średniowiecznych fortyfikacji jest własnością prywatną, wnętrza ruin Zamku Bąkowiec nie są dostępne dla turystów, wokół zamku natomiast zorganizowano ośrodek rekreacyjny z placem zabaw, kortami tenisowymi, ośrodkiem jazdy konnej oraz wyciągiem narciarskim.

Wisienką na torcie pierwszego dnia jazdy Rowerowym Szlakiem Orlich Gniazd był Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu. Ta prawdziwa perła Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, wznosi się w środkowej części jury, na najwyższym jej wzniesieniu – Górze Janowskiego, która ma wysokość 515 m n.p.m. Nie ma zamku na jurze, który robiłby większe wrażenie na turystach i przyciągał tak liczne rzesze odwiedzających. Obecnie można odwiedzić niemal wszystkie części zamku. Zamek Ogrodzieniec, najsłynniejszy i najbardziej okazały z zamków na Szlaku Orlich Gniazd został dwukrotnie spalony i splądrowany przez wojska szwedzkie – najpierw podczas potopu szwedzkiego (1655-1660), a potem podczas wielkiej wojny północnej (1702). W zamkowych plenerach kręcone były sceny do filmu Andrzeja Wajdy Zemsta (2002) i Wiedźmina (2019).

Zamek Ogrodzieniec

Pierwszy dzień jazdy zakończyliśmy w Pilicy. Trochę zjechaliśmy ze szlaku, by zanocować nad Zalewem Pilica. Nocowaliśmy w namiocie, na werandzie domku/hangaru Stowarzyszenia Sportów Wodnych i Wędkarstwa. Za tydzień część druga.

Ryszard Karkosz

- REKLAMA - Zewnętrzne linki