List Jana Chrapka, prezesa Stowarzyszenia „Zrównoważona Mobilność w Jaworznie”.

Witamy w Jaworznie, mieście nominowanym do prestiżowej Europejskiej Nagrody Bezpieczeństwa Drogowego w Miastach.

REKLAMA

Jaworzno zostało nominowane za:

  • zwiększenie liczby pasażerów transportu publicznego – choć według zamówionych przez miasto ankiet odsetek osób deklarujących przemieszczanie się autobusem PKM przynajmniej od czasu do czasu spadł z 84% w 2016 r. do 73% po wprowadzeniu “rewolucyjnej taryfy”;

  • włączenie mieszkańców do projektowania przemodelowanych ulic – choć miasto z własnej inicjatywy nie prowadzi żadnych konsultacji projektów takich inwestycji (mieszkańcy mogą co najwyżej sami próbować dowiadywać się, co jest aktualnie projektowane i starać się o uwzględnienie ich uwag);

    oraz

  • ograniczenie prędkości – choć centrum miasta nie jest objęte żadną strefą obniżonej prędkości, podobnie jak zdecydowana większość wąskich głównych dróg przebiegających przez centra innych dzielnic (strefy 30 km/h wprowadzono głównie na bocznych uliczkach, po których samochody i tak jeździły wolno).

Przy czym w przypadku centrum problemy nie ograniczają się tylko do braku znaków z ograniczeniem prędkości. Wprawdzie Jaworzno stało się znane z “wizji zero”, dzięki której na drogach przestali ginąć ludzie. To głównie zasługa budowy obwodnic, które przejęły część ruchu przelotowego odbywającego się wcześniej po ulicach z dużym ruchem pieszych. Jednak wewnątrz tych obwodnic – z wyjątkiem samego rynku – nie wprowadzono praktycznie żadnych ograniczeń dla ruchu samochodowego. W efekcie komu jest wygodniej, ten dalej może skracać sobie drogę przez wąskie drogi ze zwartą, historyczną zabudową, co skutkuje nadmiernym ruchem samochodów uciążliwym dla setek ludzi, których domy znajdują się tuż przy jezdni.

Petycja w tej sprawie została złożona do MZDiM już 2 lata temu. Od tego czasu na skutek nadmiernej liczby samochodów przejeżdżających przez skrzyżowania ze słabą widocznością doszło do wielu kolizji m.in. na skrzyżowaniach ul. Obrońców Poczty Gdańskiej i Sławkowskiej, ul. Obrońców Poczty Gdańskiej i Św. Barbary, ul. Obrońców Poczty Gdańskiej i Szpitalnej, ul. Waryńskiego i Św. Barbary czy ul. Wandy i Żółkiewskiego. Nikt wtedy nie zginął chyba głównie dlatego, że na wąskich chodnikach, na które wpadały wyrzucone z drogi samochody, akurat nie było pieszych. Czy tak powinno wyglądać życie w mieście nominowanym do konkursu o nagrodę za bezpieczeństwo ruchu drogowego?

Zwycięzcą tego konkursu okazało się jednak nie Jaworzno, lecz Pontevedra w Hiszpanii. Tam sytuacja wygląda zupełnie inaczej – jak podaje portal transport-publiczny.pl, w Pontevedrze “wprowadzono tzw. pętle komunikacyjne, które w praktyce polegają na tym, że jeśli np. samochód wjeżdża do miasta od południa, to wyjeżdża również od południa. Ruch tranzytowy poprowadzono objazdami”. Dzięki temu mieszkańcy nie muszą znosić skutków wpuszczenia przelotowego ruchu samochodów na drogi, które nie są do tego dostosowane, a jednocześnie miasto może całkiem normalnie funkcjonować.

Na wprowadzenie podobnej organizacji ruchu zdecydowało się również wiele innych europejskich miast. Nawet w Planie Zrównoważonej Mobilności Miejskiej Jaworzna podano przykład holenderskiego miasta Groningen, w którym “wprowadzono ruch obwodnicowy z sięgaczami uniemożliwiającymi skrócenie sobie drogi przez centrum”. Takie rozwiązanie jest też nazywane “sektorową organizacją ruchu”, gdyż polega ono na podziale miasta na sektory, pomiędzy którymi prywatnym samochodem można przejeżdżać tylko przez obwodnicę.

W innych miastach tego typu zmiany przyspieszyła pandemia koronawirusa. W całej Europie ulice są otwierane dla pieszych, aby ułatwić im zachowanie dystansu społecznego. Federacja “Piesza Polska” wystosowała w tej sprawie apel do prezydentów miast. Jednak już wcześniej Urząd Miasta Krakowa zapowiedział wprowadzenie w ramach “Tarczy dla Mobilności” sektorowej organizacji ruchu, która “umożliwia dojazd samochodem pod każdy dom, sklep czy restaurację, ale ogranicza skracanie drogi przez centrum, generując dodatkowy ruch na wąskich uliczkach”.

W tej sytuacji niezrozumiałe jest stanowisko dyrektora MZDiM, Pawła Bednarka, który kolejny raz odmówił wprowadzenia takiej organizacji ruchu w centrum Jaworzna nawet tymczasowo (również w odpowiedzi na interpelację radnego Dawida Domagalskiego), choć wydaje się osamotniony w poglądach na ten temat. Z uzyskanych informacji wynika, że wprowadzeniu takiego rozwiązania przynajmniej na próbę nie jest przeciwny prezydent Jaworzna, Paweł Silbert. Otwarcie ulic pewnie poparłby również wicedyrektor MZDiM, Tomasz Tosza, który wielokrotnie mówił o potrzebie przyznania priorytetu pieszym i ograniczeniu skutków nadmiernego ruchu samochodów.

Swoją odmowę dyrektor MZDiM tłumaczył głównie (pomijając wymówki o małej skuteczności zakazów) możliwym brakiem społecznej akceptacji. W takim razie nasuwa się pytanie – dlaczego obawia się potencjalnych protestów przeciwko tymczasowej organizacji ruchu wprowadzonej na próbę, a jednocześnie nie przywiązuje wagi do wielokrotnych sprzeciwów różnych grup mieszkańców, którzy od wielu lat muszą znosić hałas i spaliny, choć alternatywne drogi już dawno zostały wybudowane? Jeżeli problemem jest rzekomo brak akceptacji społecznej, to dlaczego jeszcze nie przeprowadzono w tej sprawie konsultacji? Czy w związku z tym dyrektor zamierza realizować jakiś własny plan mobilności, zgodnie z którym najważniejsza jest możliwość skrócenia drogi samochodem za wszelką cenę, a plan przyjęty przez radę miasta już w ogóle się nie liczy?

Warto zestawić tę sytuację z przykładem ul. Szczakowskiej, której mieszkańcy borykają się z podobnymi problemami. Wprawdzie nie wybudowano jeszcze alternatywnej drogi do tej ulicy, jednak mieszkańcy natychmiast dostali obietnicę, że jak tylko to się stanie, to ruch samochodów na ich ulicy zostanie ograniczony. W jaki sposób udało im się przekonać władze miasta do swoich słusznych postulatów? Bardzo prosto – przyszli na sesję rady miasta i zrobili na niej awanturę, nie stronili też od ostrych form protestu polegających na blokowaniu całego ruchu pojazdów na ulicy, w tym autobusów. Mieszkańcy ul. Św. Barbary i Obrońców Poczty Gdańskiej podeszli do sprawy zupełnie inaczej – wysyłali pisma, zebrali setki podpisów pod petycjami, namówili radnych do złożenia interpelacji. Jednak nic w ten sposób nie udało im się osiągnąć. Czy w takim razie w Jaworznie bardziej liczy się siła głosu niż siła argumentu? W ten sposób uczy się ludzi (a było to widać też np. przy reorganizacji szkół), że trzeba krzyknąć i “uderzyć pięścią w stół“, bo tylko taki sposób “rozmowy” jest przez władze miasta nagradzany. A już krążą słuchy o tym, że niektórzy mieszkańcy centrum zamierzają zablokować ruch przy pomocy zaparkowanych na ulicy samochodów, skoro dotychczasowe metody tłumaczenia okazały się nieskuteczne.

O tym, że nie warto się poddawać, świadczy przykład Madrytu, gdzie wydarzyła się rzecz w Europie niespotykana – w 2019 r. nowy burmistrz tymczasowo zawiesił wprowadzoną przez poprzednią władzę strefę ograniczonego ruchu samochodowego w centrum miasta. Wywołało to jednak protesty dziesiątek tysięcy madrydczyków, a decyzja władz miasta została zaskarżona do sądu. Na szczęście sąd orzekł, że prawo mieszkańców do zdrowia jest ważniejsze niż prawo do jazdy samochodem i strefa została bardzo szybko przywrócona.

Kwestią czasu wydaje się, kiedy podobne zmiany nastąpią w Jaworznie. Aczkolwiek nie ma pewności, czy obędzie się bez wytaczania spraw sądowych z powodu narażenia na utratę zdrowia na skutek przekroczonych norm hałasu, zanieczyszczenia powietrza, a nawet urazu w wypadku samochodowym.

Jan Chrapek

prezes Stowarzyszenia „Zrównoważona Mobilność w Jaworznie”

 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki