Jakież inne one były jednak od poprzednich. Pewnie, że udało się przemycić najbliższą rodzinę, by usiąść do świątecznego śniadania. Pewnie, że dzieci dostały coś od zajączka… Ale atmosferę panującej sytuacji dało się wyczuć. Mimo, że nie rozmawiało się na te tematy, dominujące świat, powagę sytuacji wyraźnie było widać.

REKLAMA

Koszyczki ze święconym oczywiście były, pewne rytuały też (choćby stukanie się jajkiem), ale to ciągłe przebywanie w jednym miejscu… Ani spacer, ani las czy jakiś park… można było się zanudzić na śmierć. Był to dla nas doskonały egzamin z wzajemnej tolerancji i umiejętności słuchania.

Dobrze tym co mamy domki jednorodzinne. W te święta zostało nam wynagrodzone ciągłe dbanie o domostwo i borykanie się z obrządkami wokół niego. Teraz przynajmniej można było wyjść i rozprostować kości. A jeśli jeszcze do tego można było zaobserwować piękną, choć suchą wiosnę – to żyć, nie umierać.

Młodzież ma jeszcze do dyspozycji internet po którym “śmiga” w nieskończoność. tylko do niektórych wątków jesteśmy dopuszczani. A połączenie się ze znajomymi czy rodziną z każdego zakątka świata nie sprawia im najmniejszego problemu.

Poczucie humoru, znamienne zresztą nie tylko dla tych najmłodszych pozwoliło nam, nawet w tej niecodziennej sytuacji, szukać radosnych momentów.

Udało nam się przesłać “korona-życzenia” wszystkim których znamy i lubimy. Choć z uśmiechem było gorzej. Nawet dzieci miały go na ustach, jakby trochę wymuszony.
Miejmy nadzieję, że ten czas minie bezpowrotnie, a my staniemy się inni – chciałoby się rzec – lepsi.

Mieszkaniec Jaworzna

 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki