Polska w XVI i XVII wieku należała do grona europejskich potęg, obejmując, tuż po ówczesnej Rosji największe terytorium w Europie. Jak więc to możliwe, że ten wielki kraj, prowadzący niewątpliwie mocarstwową politykę nie prowadził równocześnie polityki kolonialnej.

REKLAMA

Największymi potęgami kolonialnymi w historii była Hiszpania, Portugalia, a potem Anglia i Francja. Kolonie zamorskie posiadały w swoich dziejach Włochy, Szwecja, Dania, a nawet niewielka Holandia, czy Belgia. Dlaczego więc nie Polska? Odpowiedzi na to pytanie jest przynajmniej kilka. Po pierwsze wziąć trzeba pod uwagę mentalność narodu politycznego Rzeczpospolitej, którym była szlachta. Ta społeczna grupa stanowiła w naszym kraju największy odsetek społeczeństwa w ogóle w skali całej Europy (było to ok. 10% ludności kraju). Mentalnie nie była jednak zainteresowana dalekimi wyprawami wojennymi, tym bardziej, że taką wyprawę trzeba by było sfinansować. A że Polska była krajem silnie zdecentralizowanym, naczelny zaś głos należał do Sejmu (a więc szlachty właśnie), trudno byłoby się spodziewać, że nagle ta grupa społeczna, tak silnie przywiązana do ziemi (ojcowizny) zechce wyłożyć konkretne sumy na wojaże, w których nie widziała interesu. Zmobilizować potrafiła się głównie w okolicznościach zagrożenia swoich własnych swobód czy Rzeczpospolitej, jako takiej. Inna sprawa to słabnąca systematycznie władza królewska, której skarbiec był zazwyczaj pusty, co uniemożliwiało prowadzenie takiej właśnie polityki, szczególnie od momentu, kiedy polscy władcy wybierani byli przez szlachtę w ramach wolnej elekcji. Pamiętajmy także o specyficznych położeniu naszego kraju. Generalny brak zwartych granic naturalnych (z wyjątkiem Karpat), otwarte terytorium, niebezpieczni sąsiedzi, przede wszystkim Szwecja, Rosja i Turcja, wszystko to determinowało defensywną raczej politykę naszego kraju, co było zresztą również pokłosiem licznych przywilejów szlacheckich. Trzeba zresztą przyznać, że pomimo specyfiki ustrojowej, geograficznej i mentalnej, nasz kraj i tak prowadził politykę mocarstwową; walka o Inflanty, interwencje w Rosji (Polacy jako jedyni w historii zajęli Moskwę), wyprawy do Mołdawii, Siedmiogrodu, Wołoszczyzny, nieformalny udział w wojnie trzydziestoletniej, odsiecz Wiednia, wojny północne, polityka dynastyczna Jagiellonów, Wazów, czy Wettynów, liczne sojusze i konflikty, roszczenia do korony szwedzkiej… Można by rzec, że to i tak bogaty dorobek. I co najważniejsze być może, Rzeczpospolita była krajem wielonarodowym (Polacy stanowili w nim ok. 40% ludności), wielokulturowym, wielowyznaniowym, stanowiąc swego rodzaju tygiel. Fakt ten nie sprzyjał więc dominacji żywiołu polskiego poza granicami kraju. Panowaliśmy nad Litwą, dzisiejszą Białorusią, Ukrainą, częścią, Rosji, nad Łotwą i przejściowo Estonią. Dla wielu tych krajów byliśmy (w ich mniemaniu) okupantami, a władzę tą trzeba było przecież utrzymać, tłumiąc przy tym niejednokrotnie tendencje odśrodkowe, m.in. powstania kozackie. Cały swój potencjał koncentrowaliśmy więc na polityce w obrębie kraju oraz Europy środkowej i wschodniej, traktując niejednokrotnie zresztą wschodnie rubieże Rzeczpospolitej jak kolonie właśnie. To wszystko powodowało, że kraj nasz osadzony był przede wszystkim w realiach nie wykraczających poza europejski krąg cywilizacyjny.

Odpowiadając więc na pytanie, dlaczego Polska nie miała zamorskich kolonii odpowiedzieć należy, że …miała! Jak to możliwe? Otóż częścią składową ówczesnej Rzeczpospolitej było Księstwo Kurlandii i Semigalii (dzisiejsza Łotwa). Było ono lennem naszego kraju, niezwykle wiernym sojusznikiem i wasalem. I właśnie to księstwo, cieszące się bardzo dużą swobodą, prowadząc swoją własną politykę, organizowało wielokrotnie wyprawy zamorskie. W drugiej połowie XVII wieku koloniami zamorskimi Kurlandii była afrykańska Gambia oraz wyspa Tobago na Atlantyku. Panowanie kurlandzkie trwało tam co prawda zaledwie kilkadziesiąt lat, zachowało się jednak w pamięci mieszkańców tych krajów do dziś. Pod koniec osiemnastego stulecia Kurlandia podzieliła niestety losy Polski (rozbiory), toteż jakakolwiek polityka kolonialna obydwu tych krajów stała się niemożliwa. Do tego okresu jednak w ten oto sposób nasz kraj nie prowadząc klasycznej, zamorskiej polityki kolonialnej formalnie kolonie posiadał. Ot i paradoks historii.
Jarosław Sawiak

 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki