Ruszyliśmy 2 marca spod stadionu olimpijskiego w Rio de Janeiro, by po 145 dniach jazdy na rowerach i pokonaniu ponad 9.000 km dotrzeć 24 lipca do Tokio, w dniu inauguracji igrzysk olimpijskich.

REKLAMA

Dla mnie, to będzie już czwarta wyprawa rowerowa na igrzyska olimpijskie – święto światowego sportu. Wcześniej jechałem z greckiej Olimpii do Pekinu (2008), z Pekinu do Londynu (2012) oraz z Londynu do Rio de Janeiro (2016). Tym razem nie zaplanowałem przejechania całej trasy, a tylko część południowo-amerykańską. Potem wyprawa przenosi się na Hawaje i dalej do Japonii.

Brazylia (Paraty – Ubatuba – Sao Sebastiao – Costa do Sol – Santos – Peruibe – Santo Antonio), 09-15.03.2020

Niepewność jutra

Założenie było proste. Każdego tygodnia, w poniedziałek miałem wysyłać do redakcji relacje z minionego tygodnia, by czytelnicy przy środowej, porannej kawie mogli czytając Co Tydzień śledzić losy moje i wyprawy w dalekiej Ameryce Poludniowej. Ale Brazylia, podobnie jak inne kraje Trzeciego Świata, jest krajem nie do końca przewidywalnym i częste braki zasięgu sieci komórkowej czy internetu są na porządku dziennym. Przekladając to na język praktyczny moje relacje mogą się ukazywać w gazecie nieregularnie. Inna sprawa jest z wpisami na mój profil fb, na którym codziennie zamieszczam obszerne relacje. Nawet gdy przez jakiś czas nie mamy dostępu do internetu, to gdy się pojawi “wrzucam” zaległe teksty z opóżnieniem i już jest po sprawie. W związku z moim pisaniem trzeba było zmienić pory spania. Jak już pisalem w Polsce czas jest przesunięty w stosunku brazylijskiego +4 i nie ma sensu zamieszczanie nowych relacji o godz. 20-tej, bo u Was jest wtedy północ i wszyscy śpią. Stosuję taktykę inną niż pozostali uczestnicy wyprawy. Idę spać wcześnie (21:00, 22:00) i wstaje o 4:00 kiedy inni smacznie śpią. Wtedy moje wpisy na fb ukazują się ok. 8:00, 9:00.

Brazylijskie to i owo

Dla nas Europejczyków i podróżników ważny jest dostęp do prądu i różnego rodzaju płatności. I tu pod tym względem nie mamy problemów. W sieci jest prąd o napięciu 220 V i wtyczki naszych urządzeń pasują do gniazdek. W sklepach i różnych punktach handlowych możemy płacić zarówno kartą płatniczą jak i gotówką. Można też pobierać pieniądze z bankomatów i wymieniać w bankach dolary USA czy euro na brazylijskie reale. Nie ma też kłopotu z przeliczaniem cen na polskie złotówki, bo real w przybliżeniu ma wartość właśnie złotego. Od wyjazdu z Rio, które jest specyficznym miastem (częste opady) pogoda na naszej trasie nie zmienia się. Nękają nas cały czas upały. Temperatura powietrza nie spada poniżej 30 stopni, a nierzadko dochodzi do 40-tu. Jedziemy cały czas wzdłuż wybrzeża atlantyckiego na południe podziwiając piękne krajobrazy i bajeczne plaże, często kąpiąc się w cieplutkim oceanie. Trasa jednak nie jest płaska, bo wybrzeże jest mocno klifowe i na etapach jest wiele stromych podjazdów i niebezpiecznych zjazdów. W połączeniu z panującymi upałami, mimo że etapy nie są zbyt długie, dostajemy nieżle w kość. Jeśli chodzi o zakupy, to nie mamy z tym żadnych problemów. W każdym mieście czy miasteczku w tutejszych “merkadosach” można kupić prawie wszystko., oprócz “naszego” chleba. Za to wybór owoców jest imponujący, często dla nas nieznanych.

Wydarzenia na trasie

Codziennie wiele się dzieje zarówno na trasie jak i w grupie, ale nie sposób o wszystkim napisać, więc ograniczę się do rzeczy najistotniejszych. Śpimy zazwyczaj na kempingach, we własnych namiotach, a czasem w hostelach – na łóżkach. W niedzielę, 8 marca nasz kolega Staszek z Warszawy otrzymał z Polski wiadomość, że po raz trzeci został dziadkiem. Na świat przyszła wnuczka Marcelina. Z tej okazji następnego dnia Stanisław wydał przyjęcie. Na stole pojawiły się różne nalewki, owoce oraz słodkości. Nie zabrakło tradycyjnego 100 lat. 11 marca Litwa obchodziła 30. rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. Wieczorem z tej okazji odbyło się spotkanie. Były różne napitki, owoce, sery, a zamiast tortu – lody. Litwini, których w naszej 20-osobowej grupie jest aż 8 odśpiewali uroczyście hymn swojego kraju. 13 marca mieliśmy dzień wolny w dużym mieście Santos. Okazja do zwiedzenia tego imponującego miasta, największego portu w Ameryce Południowej ominęła Macieja z Piaseczna, którego dopadło “lumbago”. Mając trudności z poruszaniem się cały dzień spędził w hostelu. My odwiedziliśmy m.in: imponujące muzeum legendarnego piłkarza Pelego, który z reprezentacja Brazylii trzykrotnie wywalczył mistrzostwo Swiata (1958,62, 70), Muzeum Kawy i stadion piłkarski legendarnego klubu SFC Santos. Za tydzień kolejna relacja.
Ryszard Karkosz

Trasa tygodnia: 09-15.03.2020

09.3 (pn): Paraty – Ubatuba (77 km) kemping:

10.3 (wt): Ubatuba – Sao Sebastiao (82 km) kemping

11.3 (śr): Sao Sebestiao – Costa do Sol (91 km) kemping

12.3 (cz): Costa do Sol – Santos (74 km) hostel

13.3 (pt): Santos – dzień wolny hostel

14.3 (so): Santos – Peruibe (87 km) kemping

15.3 (nd): Peruibe – Santo Antonio (90 km) kemping

- REKLAMA - Zewnętrzne linki