Ruszyliśmy 2 marca spod stadionu olimpijskiego w Rio de Janeiro, by po 145 dniach jazdy na rowerach i pokonaniu ponad 9.000 km dotrzeć 24 lipca do Tokio, w dniu inauguracji igrzysk olimpijskich.

Dla mnie, to będzie już czwarta wyprawa rowerowa na igrzyska olimpijskie – święto światowego sportu. Wcześniej jechałem z greckiej Olimpii do Pekinu (2008), z Pekinu do Londynu (2012) oraz z Londynu do Rio de Janeiro (2016). Tym razem nie zaplanowałem przejechania całej trasy, a tylko część południowo-amerykańską. Potem wyprawa przenosi się na Hawaje i dalej do Japonii.

REKLAMA

Brazylia, 02-08.03.2020

Po 5 dniach pobytu w Rio de Janeiro, we wtorek trzeciego marca nastąpił długo oczekiwany start. W przeddzień tego wydarzenia odbyło się wieczorem uroczyste powitanie uczestników na spotkaniu integracyjnym. Było grillowane mięso, sałatka jarzynowa, a także tort.

Kierownik wyprawy, Litwin Sigitas Kucas, który już po raz piąty pełni tę funkcję (2004, 2008, 2012, 2016 i 2020), w krótkich żołnierskich słowach przywitał uczestnikow tegorocznej wyprawy i życzył wszystkim szczęśliwego jej zakończenia. Okazało się, że na pierwszą część trasy – południowoamerykańską zapisało się 20 uczestników: 8 Litwinów (Ieva – kierowca samochodu bagażowego, Raimonda, Edvinas, Rolandas, Sigitas, para Reda i Virginijus oraz Saulius, 6 Polaków {dwaj Grzegorze, Łukasz, Maciej, Stanisław i ja, 4 Anglików (Alison, Margaret, Christopher i Robert), Szkot Bob i Brazylijczyk Paolo – zięć Sauliusa. Podczas spotkania, przy zastawionym stole, rozmów nie było końca. Krzyżowały się różne języki (angielski, litewski, portugalski i polski), wznoszono toasty, nie zabrakło też wspólnych fotek.

Start wyprawy na plaży Copacabana

Start i pierwsze dni trasy

A jednak cuda się zdarzają, chciałoby się rzec, gdy po pięciu dniach uporczywych opadów nad Rio zaświeciło słońce. Następne dni potwierdziły ten cud. Piękna, sloneczna, a nawet upalna pogoda towarzyszy nam do dziś.

Przed stadionem olimpijskim w Rio de Janeiro

Początkowo na miejsce startu wyznaczony był Stadion Olimpijski igrzysk z roku 2016, ale ostatecznie zminiono decyzję i wyprawa ruszyłą ze słynnej plaży Copacabana. Po wykonaniu wspólnej fotki, małymi grupkami, udano się na trasę.

Codzienna odprawa przed wyjazdem na trasę

Początkowo uczestnicy z poszczególnych krajów trzymali się razem, ale z biegiem czasu zmieniło się i to. Szkot jechał z dwiema Angielkami, pozostali dwaj Anglicy pojedynczo, a Litwini też w różnych konfiguracjach. Jedynie nasza polska grupa jechała konsekwentnie razem. Pierwszego dnia jazdy odwiedziliśmy obiekty olimpijskie. Dzięki wstawiennictwu uczestnika naszej grupy Brazyliczyka Paolo udało się zobaczyć kryty tor kolarski. Cały pierwszy dzień jechaliśmy ścieżką rowerową wzdłuż wybrzeża podziwiając niesamowite widoki. Po przejechaniu 85 km dotarliśmy do miasteczka Barra de Guaratiba, gdzie wysoko na wzgórzu mieliśmy nocleg w kempingu. Samochód bagażowy nie był w stanie dojechać i bagaże musieliśmy wynosić piechotą. Za to widok jaki roztaczał się z kempingu na zatokę był powalający. Drugiego dnia (4.3), jadąc do Mangaratiby nieżle dostaliśmy w kość. Nie dość, że etap dlugi (97 km) i gorzysty, to jeszcze z nieba lał się prawdziwy żar. Temperatura powietrza dochodziła do 40 stopni. Po drodze mieliśmy jeszcze defekt (Łukasz przebił dętkę), a Szkot Bob i dwie Angielki nie mogły trafić na kemping i potrzebna była interwencja samochodu bagażowego. W Mangaratibie spaliśmy na placu przy boisku sportowym

2 dni na wyspie

Kolejne dwa dni, 5 i 6 marca spędziliśmy na wyspie Ilha Grande. Z Mangaratiby dotarliśmy tam promem w ciągu 80 minut i co ciekawe, prom kursuje raz dziennie, o 8-mej rano i seniorzy +60 mają darmowy przejazd, a pozostali płacą 18 zł. Nasz kemping był położony blisko portu promowego i centrum wyspy, która jest nieco większa od Jaworzna (193 km2 – 152 km2).

Na wyspie Ilha Grande

Przez wieki wyspa była niedostępna. Najpierw mieściła się na niej kolonia trędowatych, a potem więzienie dla kobiet i więzienie o podwyższonym rygorze dla groźnych przestępców. Kolonię karną zlikwidowano w 1994 roku. Obecnie wyspa, to atrakcja turystyczna słynąca z pięknego krajobrazu, bajkowych plaż, wspaniałej roślinności oraz surowego klimatu. Na wyspie nie ma dróg więc, poruszać się można jedynie pieszo.

Na wyspie Ilha Grande

W 2019 roku wyspa wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Drugiego dnia pobytu na wyspie, część wyprawy odwiedziła pozostałości po kolonii karnej, a inni zafundowali sobie rejs statkiem po pobliskich, urokliwych zatokach.

Wodospady w okolicy miasta Paraty

Powrót na wybrzeże

7 marca popłynęliśmy z wyspy Ilha Grande najpierw promem na stały ląd, a potem na rowerach do miasteczka Paraty. Jechaliśmy cały czas główną drogą z poboczem dla rowerów, w ogromnym upale. Do miasta dotarliśmy nieźle utrudzeni, gdy zaczynało się ściemniać, po 97 kilometrach pagórkowatej trasy. Kemping nasz był zlokalizowany przy głównej ulicy miasta. Następnego dnia (8 marca) był dzień odpoczynku. Każdy robił co chciał. Grupa Litwinów i Polaków (13 osób) wybrała się dwoma samochodami terenowymi na tour po okolicznych, atrakcyjnych miejscach. Zwiedziliśmy miejscową wytwórnię lokalnych trunków, gdzie można było degustować i kupić różne nalewki. Odwiedziliśmy urkliwe wodospady, przy których można było się wykąpać, a co odważniejsi mogli poślizgać się na progach skalnych. Na koniec zawieziono nas na degustację serów, produkowanych przez lokalnych wytwórców. Wieczorem zwiedziłem historyczne centrum i port Paraty. Miasteczko, to dobrze zachowana portugalska gmina, której centrum wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Cały czas jedziemy wzdłuż wybrzeża atlantyckiego. Za tydzień kolejna relacja z trasy.

Ryszard Karkosz

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki