Przed wiekami starożytni twierdzili, że nocne niebo to nic innego jak wielka, bezkresna i ciemna kopuła. Podziurawiona miała być umyślnie przez bogów, a to co dziś zwiemy gwiazdami miało być niczym innym jak drobnymi dziurami właśnie, ułożonymi w rozmaite konstelacje, co przepuszczają nieskończone światło, rozpościerające się nad nieprzeniknioną czernią.

REKLAMA

Dziś wiemy, że ani to kopuła, ani żadne dziury, a nieprzejednana lodowata przestrzeń, w której przychodzi nam żyć. Nasz świat wydaje się być taki oczywisty, poukładany, umyślny, zaplanowany; wszystko wydaje się być wielkim, logicznym schematem, trybem w olbrzymim zegarze, kręcącym się swoim własnym tempem i w swoim własnym rytmie. Lecz kiedy przyjrzymy się temu bliżej, nadając całej tej istocie istnienia prawdziwy kontekst, zdajemy sobie sprawę, jak absurdalne jest nasze, odziedziczone po przodkach przekonanie, że my, ludzie, jak i cała nasza rzeczywistość może być jakimkolwiek punktem odniesienia dla rzeczywistości wszechświata.

Nasz układ słoneczny, a w jego ramach Ziemia, z resztą systemu planetarnego to przecież jeden z milionów takich układów. W samej naszej galaktyce słońce jest jedną z wielu miliardów gwiazd; nasza galaktyka natomiast, to jedna z niepoliczalnych miliardów większych czy mniejszych galaktyk, składających się w gigantyczną hiper siatkę przestrzeni, materii i pulsującego wokół czasu. I gdzieś w tym monstrualnym świecie my, skupieni na sobie, egocentryczna miniaturka, której odnalezienie w całym tym bezmiarze graniczyłoby dla kogoś z zewnątrz niemalże z cudem. No właśnie… Dla kogoś z zewnątrz? Czy ktoś taki w ogóle gdziekolwiek jest? A jeśli tak, to czy zechciałby nas szukać, a tym bardziej znaleźć; nas, z bagażem wojen i okrucieństwa, bezsilności wobec natury i jej przewrotnych praw i kaprysów, słabości i nienawiści, brakiem odpowiedzialności i przebłyskami zaledwie nikłej pokory? Jakim przykładem mielibyśmy być dla kogokolwiek? Z krótkimi zaledwie migawkami dobra czy moralności, czy też jakkolwiek pojętej etyki, o której i tak blade mamy pojęcie i której nawet do końca nie umiemy nazwać i określić?

Stanisław Lem, jeden z najwybitniejszych, moim zdaniem, myślicieli i pisarzy XX wieku z czystego rachunku prawdopodobieństwa wnosił, że nieprawdopodobnym jest, by życie powstało tylko na Ziemi. Bo nawet jeśli u nas stało się owocem i sumą niezliczonych zbiegów okoliczności, które usadowiły życie na trzeciej planecie od słońca, to równie nieprawdopodobnym jest, by w tej bezkresnej masie i sumie wszechświata powstało tylko w jednym miejscu, gdzieś na de facto obrzeżach Mlecznej Drogi. I nie rzecz w tym, by gdzieś w przestrzeni doszukiwać się inteligentnych istot, przewyższających nas pod jakimkolwiek względem, bądź też nie, lecz w tym by dowieść sobie kiedykolwiek w naszych kruchych dziejach, że w jakimkolwiek innym miejscu tej lodowatej otchłani istnieje gdzieś po prostu …życie. W najprymitywniejszej chociażby formie. Bo w końcu nie o zielone ludziki powinno tu chodzić, choć czasem wydaje się, że co do zasady jest całkiem inaczej. Już Karol Gustaw Jung w Obiektach widywanych na niebie pisał, że widzimy przede wszystkim to, co pragniemy zobaczyć. Ale czy nie dowiedliśmy tego, co definiujemy jako życie, gdzieś tam, w czarnej otchłani już w naszych czasach? Czy to aby nie pierwszy krok? A może jeden z wielu, może ostatni, może dotrzemy w końcu lub też dotarliśmy właśnie do takiej granicy, której przekroczyć się nie da. Od Ptolemeusza w pojmowaniu wszechświata zmieniło się niemal wszystko, od Kopernika i Galileusza bardzo wiele, dzięki Einsteinowi, Marii Skłodowskiej- Curie, dzięki Aleksandrowi Wolszczanowi i wielu, wielu innym, XX wiek wywrócił nam wszystko niemal do góry nogami, pozwalając naprawdę dotknąć tego wszystkiego, co wcześniej było tylko mrzonką. Postęp i wiedza nabrały tempa niespotykanego jak dotąd, szczególnie w ostatnich dwóch, a może trzech dekadach. W czasach kiedy sam kościół przyznaje, że Biblia nie jest książką naukową, kiedy Watykan ma własne, jedno z najnowocześniejszych na świecie, obserwatorium astronomiczne, kiedy żywotnie prowadzi współpracę z ludźmi nauki i inwestuje w tą właśnie? Niedawno Jose Funes, dyrektor rzeczonego obserwatorium, filozof, teolog, ale przede wszystkim świetnie wykształcony astronom przyznał, że istnienie obcych cywilizacji i życia poza naszym światem, jest już nie tylko bardzo prawdopodobne, ale samo w sobie nie kłóci się z wiarą?! Zaledwie parę dziesiątków lat temu słowa takie byłyby niepojęte… A teraz? Dziś okazuje się, że układów planetarnych są pewnie tysiące, planety krążą także wokół więcej niż jednej gwiazdy (słońca), co jeszcze niedawno mieściło się zaledwie w ramach fantastyki naukowej. Dziś wiemy, że proste i niezłożone formy życia w postaci związków organicznych istnieją na przynajmniej kilku księżycach Saturna i na komecie, skatalogowanej jako 67P. Dziś wiemy bardzo dużo, choć ciągle niewiele, chcąc wiedzieć coraz więcej. I wciąż z trudną do wytłumaczenia tęsknotą spoglądamy w nocne niebo, podziurawione niegdyś przez bogów, chcąc odsłonić gestem dłoni tą ciemną kopułę i ujrzeć świat takim, jakim jest naprawdę i spytać tych, którzy patrzą na nas przez konstelacje dziur, co widzą naprawdę, jacy jesteśmy w ich oczach. Czy stoi za tym wszystkim Bóg, czy czysty przypadek, czy zerka na nas On, oni, czy najzwyklejsza lodowata pustka czarnej przestrzeni światów? Wciąż pcha nas do przodu nieprzejednana ludzka ciekawość, co każe nam drążyć, pytać, szukać. I tak bez końca. Niestety nie sądzę by ktoś Nas szukał, nawet jeśli gdzieś tam, ten ktoś lub coś jest naprawdę. Bo to, że jest, wydaje się dosyć logiczne lecz to, że chciałby nas znaleźć …raczej już nie. Tak więc w tym świecie, który jeszcze mamy i który w każdej chwili możemy stracić, co dziś szczególnie uderza nas w twarz, spójrzmy po pierwsze w lustro, by znaleźć wreszcie odpowiedź na nurtujące nas bez końca pytanie, kogo naprawdę widzimy? A potem dopiero spójrzmy raz jeszcze w nocne niebo, rozważając nierozwiązywalną być może kwestię, czy aby na pewno chcemy zobaczyć to, co skrywa nad sobą ta porażająca, milcząca i podziurawiona kopuła, oraz pytając na głos, gdzie są Ci, co w jej powierzchni te dziury zrobili.
Jarosław Sawiak

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki