Święty Hieronim twierdził, że jeśli raz w życiu człowiek obmyty został w czasie chrztu, to nie ma potrzeby myć się potem w ogóle. Pomimo tego średniowiecze, czy poprzedzający je antyk należały do epok relatywnie czystych. Zupełnie inaczej było w okresie oświecenia, kiedy to poziom higieny był wprost zatrważający.

REKLAMA

Ludzie żyjący w czasach starożytnych byli jak na kontekst historyczny czyściochami. Samo słowo higiena wywodzi się z greckiego Hygieinos, znaczącego tyle co zdrowy. W antycznej Grecji, czy Rzymie niezwykle popularne były łaźnie miejskie. Były one miejscem służącym nie tylko do sprawowania czynności higienicznych, ale także miejscem spotkań towarzyskich. A przy okazji, ponieważ kąpiele w ciepłej wodzie wzmagały, jak utrzymywano, seksualną rozwiązłość, pełno było w nich panien lekkich obyczajów, co wiązało się również z faktem, że w bezpośrednim sąsiedztwie łaźni roiło się… od domów publicznych. Owe panny służyły więc, w miejscach takich jak te, szeroko pojętymi usługami, powiedzmy, że towarzyskimi… Łaźnie były również miejscem, w którym bardzo często wino lało się szerokimi strumieniami. Być może więc cały ten kontekst powodował, że miejskie łaźnie cieszyły się wielkim powodzeniem. Co by jednak nie powiedzieć, prawdą jest jednocześnie, że nawyki higieniczne, niezależnie od tych pozostałych, utrzymywane były wówczas na wysokim, rzec by można, poziomie.

Chociaż średniowiecze kojarzy nam się raczej z wiekami ciemnymi, to jednak poziom higieny nie był również najgorszy. Na uwagę zasługuje tu przykład Europy wschodniej, w tym Polski, Litwy, przykład Słowian w ogóle, czy np. Tatarów. Były to społeczności relatywnie czyste, a w porównaniu z zachodem kontynentu bezdyskusyjnie wręcz czyste. Z wysokiego poziomu higieny słynął np. Jagiełło, który kąpieli w łaźniach zażywał regularnie. W samym Krakowie łaźni miało być podobno dwanaście, zaś przybywających w gościnę gospodarz witał niejednokrotnie kąpielą w balii. Niczym nadzwyczajnym był w miastach widok golasów, przebiegających ze swoimi rodzinami z domu do pobliskiej łaźni. Nie wszędzie było wówczas jednak tak przykładnie. W kościołach Italii śmierdziało z brudu niejednokrotnie tak okrutnie, że św. Tomasz z Akwinu, jeden z najwybitniejszych teologów i doktorów Kościoła zalecał by w świątyniach palono kadzidła, nie tylko po to, by w ten sposób oddawać cześć Najwyższemu, ale przede wszystkim po to by chociaż częściowo zniwelować panujący wokół smród. Dla niektórych niestety przykładna kąpiel kończyła się czasem tragicznie. W czasie zjazdu w Gąsawie w 1227 roku, wypacający w łaźni kaca, w towarzystwie Henryka Brodatego oraz Konrada Mazowieckiego, książę Leszek Biały zamordowany został przez politycznych przeciwników, ten pierwszy zaś ledwie uszedł z życiem, ratując się ucieczką… na golasa.

Z końcem średniowiecza natomiast pogląd na czystość zaczął się diametralnie zmieniać. Dżuma, która u schyłku epoki dotknęła stary kontynent spowodowała swego rodzaju przewrót ideologiczny. Powszechnym stało się bowiem przekonanie, że to woda odpowiada za przenoszenie chorób, dlatego też na kilka stuleci przestano się …myć. Ale na szczęście nie wszędzie.

Higieniczny punkt ciężkości zmienił się dość osobliwie. Nie myto się bowiem praktycznie wcale, ale za punkt honoru uznawano noszenie czystej bielizny i używanie perfum. Osobliwym przykładem były niemowlęta oraz malutkie dzieci, których posikane pieluszki otrzepywano jedynie i suszono, nie piorąc ich w ogóle. Gdy zaś w pieluszce pojawiło się coś jeszcze, otrzepywano je jedynie, wychodząc z założenia, że skorupa z warstwy kału jest doskonałą warstwą ochronną dla dziecięcego ciałka. I znów chwalebnym wyjątkiem był nasz kraj. Poziom higieny obniżył się znacznie, jednak w porównaniu z zachodem Europy byliśmy nad wyraz czyści. Za takiego uchodził np. Jan II Kazimierz, czy Jan III Sobieski, którego salon wyposażony był w wannę. Jak na czasy, o których mowa, był to wręcz szokujący ewenement.

Inaczej było natomiast w innych częściach Europy. Królowa angielska Elżbieta I kąpała się raz w miesiącu, Jakub I Stuart nie mył się podobno wcale, a król Francji Henryk IV śmierdział ponoć nieprawdopodobnie. Jego następca Ludwik XIII po raz pierwszy kąpał się w wieku siedmiu lat, a roztaczający się wokół niego fetor przypisywał dziedziczeniu po swoim tacie takowych właśnie właściwości. Ludwik XIV pocić się miał nadmiernie, roztaczając wokół siebie obrzydliwy smród, najgorszy był jednak ten, wydobywający się z ust króla, który w kwiecie wieku wszystkie żeby miał popsute lub wyrwane. Jedna z relacji mówi, że pewnego razu kiedy medyk przyszedł do władcy wyrwać mu bolącego zęba, zrobił to i owszem, wyrywając jednak przy tym królowi kawałek podniebienia. Cały zresztą francuski dwór słynął ze smrodu i brudu. Tamtejsi władcy, najczęściej po dwóch tygodniach pobytu na danym zamku wynosili się do następnego, gdyż fetor i zalegający bród oraz odchody uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. Słynęły z tego chociażby słynne zamki nad Loarą. Izabela, córka króla Hiszpanii, Filipa II, w 1601 roku złożyła uroczystą przysięgę, że nie zmieni bielizny dopóki nie zakończy się oblężenie miasta Ostenda; trwało ono trzy lata, trzy miesiące i trzynaście dni, a koszula Izabelli była po tym okresie podobno płowo brązowa. Zresztą to podobno ona zasłynęła z faktu, że w dorosłym życiu umyła się tylko raz.

Rozpowszechnione wówczas peruki, tak popularne i modne w tamtym okresie, nie spełniały jedynie walorów estetycznych, maskowały natomiast przede wszystkim zniszczone przez pasożyty włosy, od których peruki te niejednokrotnie …żyły własnym życiem. Dla przykładu zresztą, peruka Marii Antoniny mierzyła podobno 1,2 metra.

Wersal, imponująca rezydencja królewska, do dziś wzbudzająca nieprzebrany zachwyt, był jednocześnie jednym z najbrudniejszych i najbardziej śmierdzących miejsc w Europie. Załatwiano się tak niemal w każdym kącie, a nieczystości, z nakazu królewskiego, sprzątano tam co tydzień, ale dopiero wówczas, kiedy na skutek smrodu i zalegających fekaliów nie dało się tam wytrzymać. Dopiero w osiemnastym stuleciu trendy zaczynały się zmieniać. Prym wiodła tu Anglia, ale nawet we Francji, zdecydowanie najbardziej śmierdzącym kraju Europy powoli tendencja ta ulegała powolnej, acz nieuchronnej na szczęście, zmianie. Dziewiętnasty wiek był swego rodzaju okresem reakcyjnym. Poziom higieny ponownie spadł, szczególnie w wiktoriańskiej, pruderyjnej Anglii. Kobiety w czasie miesiączki potrafiły nie zmieniać bielizny w ogóle, a przesadne dbanie o czystość ciała uważano niejednokrotnie za niestosowne. Jak się jednak okazało, historia znów zatoczyła koło. W latach dwudziestych XIX wieku Ślązak, Wincent Priessnitz wynalazł specjalne urządzenie do szybkiej kąpieli, znane i używane do dziś pod nazwą …prysznic. Po raz kolejny więc nasza część Europy okazała się miejscem, które na łeb na szyję przebijało tzw. Zachód pod względem higieny i dbania o nią właśnie. W dwudziestym stuleciu było już coraz lepiej, a ewentualna dbałość o higienę stała się indywidualną sprawą każdego z nas, przy czym dbanie o nią uważane jest za wyznacznik współczesnego ucywilizowania społeczeństw i konkretnych jednostek. Na szczęście. Odpowiadając więc na koniec, na pierwszą część tytułowego pytania rzec się, co oczywiste, chce, że jak najbardziej …myć się trzeba, bo nie inaczej, a i przewietrzyć czasem nie zaszkodzi.
Jarosław Sawiak

 

 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki