Leśnicy lasów gwareckich szli z pomocą działającym na tym terenie grupom partyzanckim. Było to wynikiem polityki II Rzeczpospolitej i dyrektyw Biura Wojskowego Ministerstwa Rolnictwa. Określone przed wojną cele zapisano m.in. jako „wzajemną pomoc, współpracę ze społeczeństwem w zakresie pomnażania sił obronnych państwa”. W efekcie pomagano organizacjom walczącym ze wspólnym wrogiem. Obowiązkiem członków ZWZ-Ak była akcja samopomocy i samoobrony narodu.

REKLAMA

W momencie wybuchu wojny leśnicy włączyli się do walki na wszystkich frontach. Uznaje się, że około 10 tys. leśników walczyło na wschodnich frontach II wojny światowej. Straty osobowe były niebagatelne, szacuje się, że wynosiły ok. 50 proc. stanu osobowego. W Katyniu sowieci zamordowali około 800 leśników (oficerów rezerwy WP). Leśnicy byli również w późniejszym czasie żołnierzami AK. Byli prawdopodobnie grupą zawodową, która poniosła największe straty podczas wojny. Ofiarę poniosły także ich rodziny.

W archiwum rodziny Preglerów zachowała się kartka z wierszem nieznanego autora. Nie wiadomo, gdzie wiersz ten został napisany ani w jaki sposób znalazł się w rękach rodziny. Wiersz jest przejmującym opisem stanu ducha więzionych w aresztach i obozach koncentracyjnych. W ostatniej zwrotce czytamy:

Tak tu ciemno, a przecież już długie dni pędzę.
Cierpieniem i tęsknotą przeplatam swą przędzę.
A w chwilach czarnych zwątpień krwią własną się poję,
Błagam Ciebie Panie „Przyjdź królestwo Twoje”.

Rękopis wiersza Ojcze nasz w więzieniu (cz. 2)

Wyzwolenie Jeziorek

Józef Gut – ojciec Jerzego Guta – spisał wspomnienia z czasów okupacji i wyzwolenia. Podczas okupacji pracował w kopalni w Jaworznie. Na krótki czas został wywieziony do niemieckiej kopalni w Westfalii. Gdy okazało się, że w Jaworznickiej kopalni brakuje robotników, wydano mu nakaz powrotu.

Do zapamiętanie tych tragicznych czasów przyczyniła się również pani Stefania Balon, nauczycielka języka polskiego i historii w szkole w Jeziorkach. Kolejnym rocznikom uczniów polecała aby od swoich rodziców i dziadków dowiedzieli, kiedy i jak doszło do wyzwolenia Jeziorek. Tym uczniom, których rodziny zamieszkały w Jeziorkach po wojnie, pani Balon wskazywała mieszkańców, którzy mogli im przybliżyć historię wyzwolenia Jeziorek.

Poniżej fragmenty wspomnień Józefa Guta spisane w 1971 r.

Końcowe dni stycznia (1945 r. – przyp.red.) przyniosły Polakom, którzy pozostali przy życiu, radosne chwile – wyzwolenie. Wszyscy przeżywali wielką radość na widok żołnierzy hitlerowskich, którzy w popłochu opuszczali swoje stanowiska pod naporem sił Armii Radzieckiej. Zanim wrócę do okoliczności wyzwolenia miejscowości Jeziorki, wspomnę rozpoczęcie, a raczej wybuch II wojny światowej i okres okupacji, aby rzucić światło na postępowanie hitlerowców w stosunku do ludności polskiej na tym terenie.

1 września 1939 r. hordy hitlerowskie napadły na Polskę i już w pierwszym dniu samoloty zbombardowały rafinerię i węzeł kolejowy w Trzebini. Spadły tez pierwsze bomby w okolicy szpitala w Chrzanowie. Następnie 3 września 1039 r. przez Jeziorki przeszło kilka kompanii Wojska Polskiego wraz z ludnością cywilną, która uciekała ze Śląska przed hitlerowcami. W tym tłoku nie brakowało dywersantów, który siali popłoch i zamęt wśród wojska i ludności cywilnej. Jeden z takich dywersantów w przebraniu powstańca śląskiego z aparatem fotograficznym i bronią został rozstrzelany przez żołnierzy polskich. Na skutek złego stanu dróg wojsk hitlerowskich w Jeziorkach nie widzieliśmy. Przejeżdżali tylko przez Byczynę.

Okres okupacji

Hitlerowcy obsadzili swoimi ludźmi urzędy administracyjne bardzo szybko. Rozpoczęły się pierwsze aresztowania, każdy w wieku od 14 lat musiał pracować tam, gdzie został przeznaczony przez Arbeitsamt, czyli urząd zatrudnienia. Ludność wywożono również na przymusowe roboty do Niemiec.

Nasz teren został przyłączony do III Rzeszy, był jednak strefą graniczną. Granice III Rzeszy przebiegały w Mysłowicach, natomiast w Dulowej za Trzebinią przebiegała granica Generalnej Guberni. Wszyscy Polacy musieli zdać radioodbiorniki, a także żarna. Otrzymaliśmy kartki żywnościowe z minimalnymi racjami. Ściągano kontyngenty w postaci płodów rolnych, żywca, mleka, drobiu, a nawet jaj. Polakom nie wolno było mielić zboża, wypiekać chleba ani handlować. Za tzw. nielegalny handel czy ubój groził obóz koncentracyjny. Była wprowadzona godzina policyjna, każdy Polak otrzymał kenkartę, tzw. palcówkę (z odciskiem palca), i był każdorazowo legitymowany. W Oświęcimiu Brzezince wybudowano obóz masowej zagłady, a nawet w Jaworznie filię, gdzie aresztowani pracowali w kopalni. Żydów zmuszono nosić opaski z gwiazdą i napisem Juden, a wkrótce wszystkich umieszczono w gettach. Polacy w Niemczech oznaczeni byli literą „P”.

Niemcy mieli oddzielne sklepy, miejsca w pociągach, autobusach i tramwajach z napisem „Nur fur Deutch” („tylko dla Niemców”). Polacy mogli podróżować czy robić zakupy w sklepach „Nur fur Polen” („tylko dla Polaków”).

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki