Alicja Dudek – jaworznianka z dziada pradziada, od lat 40-tych związana z Związkiem Harcerstwa Polskiego, wtedy też powstały jej pierwsze wiersze, w latach 50-tych rozpoczęła pracę w Powszechnej Spółdzielni Spożywców, prowadziła tam Klub „Tęcza”, bibliotekę i zespół rytmiczno-taneczny.

Alicja na swoim spotkaniu poetyckim – jaworznicka biblioteka, 19 grudnia 2019 r.
REKLAMA

Kolejne takie zespoły prowadziła w Miejskim Domu Kultury, później Miejskim Centrum Kultury, w Klubie „Gacek”. O 1984 r. działa w Robotniczym Stowarzyszeniu Twórców Kultury (dzisiaj to STK). W 2001 r. została nagrodzona „Złotym Liściem Jaworu” – honorowym odznaczeniem MCKiS. W 2005 r. otrzymała Order Przyjaźni od Sp nr 1. Ostatnie lata to liczne spotkania autorskie w szkołach, klubach, miejskich instytucjach kultury, akcje charytatywne na rzecz chorych dzieci. Wiersze pan Alicji drukowano w prasie lokalnej i prezentowano na antenie lokalnej telewizji.

W przededniu 88 urodzin pani Alicji – 11 stycznia 2020 r. – Teatr Sztuk zaprosił na wieczór poezji szanownej jubilatki. My zaś poprosiliśmy o rozmowę.

Ela Bigas: Naukowcy twierdzą z przekonaniem, że wyobraźnia pojawia się około 3 roku życia. Z pewnością należała Pani do pomysłowych małych dziewczynek.

Alicja Dudek: Lubiłam słuchać bajek. Moja ciocia pożyczała w bibliotece książeczki dla mnie, np. „O chorym kotku”. Tę bajkę kilkakrotnie pożyczała na moje prośby (miałam wtedy 3, 4 lata), a z braku kota pogrzeb lalkom robiłam. Mając 4,5 lat oglądałam kilka filmów (lata 1935, 1936) – „Jadzia”, „Wrzos”, „Trędowata”. Kino było wówczas w Sokole (obecnie Teatr Sztuk). Moja uwielbiana ciocia Otylka usypiała mnie wieczorem, a ja udawałam, że mocno śpię. Później wychodziła z panem Frankiem, który kradł mi ciocię. Nazywałam, złodzieja „kradnica”. Pan Franek został w1936 r. moim wujkiem. Po ich wyjściu wstawałam, ubierałam na nocną koszulkę sweterek lub płaszczyk i przez male okienko – lufcik wychodziłam na daszek i kryjąc się szłam z animi. Pokazywałam się koło kasy, gdy już kupiono bilety. Gdy pewnego wieczoru zamiast do kina poszli na spacer siedziałam przed domem otulona pledem sąsiadki i czekałam na ich powrót. Rodzice pracowali przez cały dzień, do późnego wieczoru. Innym pomysłem w czasie Świąt Bożego Narodzenia była zmiana pralinek w bibułkach wiszących wśród baniek na choince na węgielki. To było łasowanie razem z bratem. Innym pomysłem w latach 1938 i 39 – była moja recytacja wiersza „Jaś nie doczekał” M. Konopnickiej. Udawałam wtedy artystkę – stojąc na taborecie, a za słuchanie mój brat i kuzynka musieli sprzątać, myć naczynia (w ramach zapłaty za bilety). Bez zezwolenia nic nie mówiąc nikomu w pewną niedzielę, pięknie ubrana, w białych skarpetkach wyruszyłam z gromadką starszych dzieci z sąsiedztwa na Jeziorki. Szukano minie w całym Jaworznie, a ja nie płakałam bo wstyd, nie umiałam iść na bosaka po ścierniskach, a na łąkach spod stóp wyskakiwały żaby. Byłam najstarszą (5 lat) i mój tato dumny był, że chodzę sama do sklepu, piekarni i dał mi do zapłacenia na poczcie jakieś przekazy.

Alicja w dniu komunii św. – Jaworzno, 19 lipca 1941 r.

Czy wyobraźnię twórczą można odwiesić na wieszak? Czy myśli sobie Pani czasami: dzisiaj nie wymyślam niczego, zwalniam się z tego wymyślania?

Wyobraźnię posiada się przez całe życie, to jest dar, skarb. Posiadając ją jest się, bardzo bogatym, wiek nie ma tutaj nic do rzeczy. Ludzie bez wyobraźni są bardzo ubodzy.

Jak troszczyć się o wyobraźnię i utrzymywać ją w dobrej kondycji?

Patrzę, słucham, przeżywam, nie można być obojętnym, na zjawiska, bodźce, trzeba po prostu tu być i żyć, otwierać się i uczucia pielęgnować. Jeżeli jest się dla kogoś, jest się dla siebie bogatym (źle jest „ślimakom”).

Alicja na balu karnawałowym – Opole, 18 stycznia 1949 r.

Czy na okoliczność urodzin wbrew wszystkiemu bilansów pani nie robi, a na dokładkę niczego nie żałuje?

Urodziny? Zwykły i … niezwykły nie dzień, lecz czas przeżyty? Dobrze jest (nie sumować) spojrzeć wstecz, zobaczyć kim się było, gdzie się było, co się widziało, co przeżyło, cieszyć się tym. Ale żałować? Chyba tego, że czas szybko ucieka, że można nie zdążyć (choroby), że dawniej (jeśli o mnie chodzi) kontynuować grę na fortepianie. Pragnęłam też zostać lekarzem pediatrą.

Alicja we wczesnych latach 80-tych XX w.

Podróżowałam do wielu krajów, zwiedziłam wiele miejsc, urokliwych zakątków. Fascynuję się przyrodą, kocham muzykę, taniec, malarstwo, a przede wszystkim człowieka – dzieci, rodzinę, przyjaciół. Jeśli czegoś drugim zazdroszczę (trochę) to artystom malarzom, rzeźbiarzom, muzykom, że potrafią tworzyć wspaniałą muzykę, że potrafią przelać na płótno, tworzywo, barwy, kształty, tony. Ja czuję, widzę, zachwycam się, lecz nie potrafię oddać tego. W słowach, wierszach, prozie – tak, jak gdybym tego pragnęła. Lecz mimo niżu, mimo chmur na niebie i chmur w życiu codziennym wierzę, że będzie wyż, że jutro słońce zaświeci, że dobrze jest, że wokół są ludzie serdeczni.
Dziękuję za rozmowę. Życzymy wszelkiej pomyślności. Ela Bigas

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki