Doktor Maria Zakrzewska z Jaworznem związana była od urodzenia i na zawsze. W 1962 roku zdała maturę w jaworznickim Liceum i rozpoczęła studia medyczne w Krakowie. Całe swoje życie poświęciła szlachetnej pracy dla każdego, kto jej pomocy oczekiwał. Znakomity lekarz pediatra, lekarz rodzinny, człowiek o wielkim sercu.

dr Maria Zakrzewska
REKLAMA

Pracowała ofiarnie niemalże do ostatnich swoich dni. Leczyła już trzecie pokolenie, jaworznian, wnuki swoich pacjentów. Wykształciła wielu lekarzy ucząc ich zawodu. Kilkanaście lat przepracowała w przychodni na osiedlu Stałym. Mieszkańcy tego osiedla najtłumniej towarzyszyli pani doktór w ostatnim z nią pożegnaniu.

Poznawałam panią Marię Zakrzewską etapami, pierwszy raz w roku 1995. Szukałam wtedy informacji o jej ojcu lekarzu, Mieczysławie Miklaszewskim. Mój dziadek Józef opowiadał mi, jak jeździł do Dębu, bryczką z dr Miklaszewskim ps. „Czerkis” do partyzantów. Lekarz, odznaczony został po wojnie Krzyżem Partyzanckim. Jego życie, to chlubna karta w historii Jaworzna.

W 1990 roku pani Maria Zakrzewska była gościem biblioteki dla niewidomych, wysłuchaliśmy jej wykładu: „Kultura a niepełnosprawni – formy terapii”. Wtedy przyszli posłuchać prelekcji, rodzice dzieci niepełnosprawnych, wspierała ich nie tylko fachowością ale także serdecznym gestem i wielkim zrozumieniem dla ich trudnych spraw.

Była lekarzem z potrzeby serca, wiedziała, jak najskuteczniej pomagać chorym. Bezpośrednia, drążąca temat, nieustępliwa aż do diagnozy jednoznacznej. Pilnująca pacjentów, którzy lekceważyli leczenie, tłumacząc w czym jest zagrożenie dla życia i jakie będą konsekwencje nie leczenia. Była dla nich.

Kiedy pracowałam w bibliotece na osiedlu Stałym wiele serdecznych słów od czytelników, wdzięcznych pacjentów, słyszałam. Mówili: „gdyby nie doktor Zakrzewska już bym nie żył”.

Zdarzało się, że wstępowała do mnie do bibliotecznej czytelni zamienić kilka zdań, ot tak na kontakt.

Doktor Józef Saługa, doktor Maria Zakrzewska, po wykładzie, 30 marca 1999 roku, w bibliotece przy ulicy Dwornickiego

Kiedy zupełnie niedawno 20 września, odbywał się wernisaż poświęcony bibliotece dla niewidomych 1984-2003, wśród licznej publiczności bezskutecznie wypatrywałam pani Marii Zakrzewskiej. Na prezentowanych fotografiach, była uśmiechnięta, jak zawsze przychylna ludziom. Lekarz, przyjaciel także niewidomych.

Żyła aby czynić dobro. Dzielnie walczyła ze śmiertelną chorobą, nie poddając się. Dobrym słowe, współczuciem do oststnich dni, wspierała w jaworznickim hospicjum chorych. Była wśrod nich.

Rodzina, przyjaciele i wdzięczni pacjenci, pożegnali panią doktor 28 listopada na Pechnickim cmentarzu. „W wieku 75 lat odeszła najukochańsza żona, matka, babcia, teściowa” – zawiadamiała rodzina. Pozostało w nas uczucie smutku i opuszczenia.

Jesteś potrzebna bardziej niż nadzieja. Barbara Sikora

Ewa Głąbik

Jako młody lekarz miałam przyjemność pracować i zdobywać doświadczenie w zawodzie z panią dr Marią Zakrzewską. Pamiętam, iż była dla nas młodych pediatrów dużą podporą. Kiedy została ordynatorem Oddziału Dziecięcego mogliśmy zawsze liczyć na to,że po telefonie lekarza dyżurnego, często nawet w nocy, przyjedzie i będzie nas wspierać w walce o życie chorego dziecka.

Nasza „Szefowa”, bo tak zawsze o niej mówiliśmy była sympatyczną, ciepłą osobą, która swoje życie poświęciła jaworznickim dzieciom. Brała udział w organizowaniu Ośrodka dla Dzieci Niepełnosprawnych i Domu Dziecka w Jaworznie.

Odeszła nagle, zostawiając po sobie pustkę.

Józef Burakowski

Byłem pacjentem pani doktor Marii Zakrzewskiej. W przychodni na osiedlu stałym leczyła mnie, moje dzieci i wnuki. Była osobą nad wyraz skromną, bardzo wrażliwą na potrzeby drugiego człowieka. Lekarz-przyjaciel, o szerokiej wiedzy medycznej.

W mojej pamięci zostanie jako wzór lekarza. Dobrego człowieka, który znajduje czas dla chorych. W przychodni, w hospicjum: służy im swoją wiedzą, współczuciem, solidarnością w cierpieniu. Taki anioł, który jest, kiedy przychodzi choroba.

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki