REKLAMA

Ela Bigas:Czy lubił Pan historię od zawsze? Czy do historii można się przekonać?
Jarosław Sawiak: Odkąd tylko zetknąłem się z historią jako przedmiotem szkolnym, stała się ona moją pasją i jak dotąd nic się w tej kwestii nie zmieniło. Natomiast czy można się do niej przekonać? Nie wiem. Myślę, że każdy z nas rodzi się z określonymi predyspozycjami, dlatego jedni są historykami, inni zostają matematykami, fizykami, informatykami, itp. Uważam, że nie mniej ważne jest to, czy w naszym życiu pojawił się ktoś, kto potrafił zarazić nas swoją pasją. Ja miałem to szczęście. W szkole podstawowej miałem zaszczyt być uczniem pani Wiesławy Gaj, która do dziś jest dla mnie wzorem historyka i nauczyciela. A wiem, że nie jest to łatwe. Sam przekonałem się o tym, pracując jako nauczyciel. Nigdy jednak nie starałem się z nikogo zrobić historyka na siłę, uważam, że sukcesem jest już samo to, by nikogo do historii nie zrazić.

Co Pana w historii fascynuje?
Na swój sposób fascynujące, choć w dość negatywnym znaczeniu jest to, że przez tysiąclecia ludzie tworzący historię, popełniają te same błędy, nie umiejąc lub nie chcąc się na nich uczyć. To doprawdy zadziwiające. Jednak to, co w historii fascynuje mnie bez reszty to tajemnica. Historia przesiąknięta jest tajemnicą, niedopowiedzeniem, zagadką. Chyba to jest najbardziej frapujące.

Jaki jest Pana ulubiony okres historyczny?
Zdecydowanie średniowiecze, szczególnie polskie wczesne średniowiecze wraz z rozbiciem dzielnicowym. Chyba właśnie przez wzgląd na fakt, że to właśnie ten okres przesiąknięty jest wieloma zagadkami, zarówno w wymiarze ogólnopolskim, jak i lokalnym.

Pana ulubione miejsce historyczne to…?
Takich miejsc jest bardzo wiele. Trudno wymienić jakieś jedno. Tak naprawdę każda gruda ziemi jest przesiąknięta historią, trzeba ją tylko chcieć znaleźć. Niewielkie wsie, miasteczka, bezdroża… Zresztą mój rodzinny Długoszyn jest tego doskonałym przykładem.

Co chciałby Pan odkryć, a może wyjaśnić?
Oczywiście długoszyński zamek. Jestem pewien, że gdzieś pod warstwą ziemi znajdują się jego resztki. Ostatnie badania i pomiary georadarem dały wiele do myślenia. Pokazały bowiem, że nawet jeśli czegoś nie widać gołym okiem, że nawet jeśli o czymś nie wspomniano, czy nie zaznaczono tego na mapie, to wcale nie znaczy, że tego nie ma. W rejonie długoszyńskiej Skałki oraz starej drogi królewskiej jest mnóstwo śladów obecności i działalności człowieka. Coś tam musiało być, choć zdaję sobie sprawę z tego, ze określenie zamek trzeba traktować z lekkim przymrużeniem oka, o czym zresztą niejednokrotnie wspominałem.

Gdzie widział Pan najstarszą szopkę bożonarodzeniową?
Zdecydowanie w Krakowie. Krakowskie szopki to prawdziwe arcydzieła.

Czego życzy sobie historyk na Boże Narodzenie i Nowy Rok?
Na Boże Narodzenie przede wszystkim spokoju i wyciszenia, zatrzymania w życiowym pędzie, w gronie najbliższych; żony, syna, rodziny. Natomiast czego sobie życzy historyk na Nowy Rok? Myślę, że przede wszystkim tego by samemu nie stać się historią. Bardzo chciałbym w swoim życiu zrobić jeszcze przynajmniej kilka fajnych rzeczy.

Tego też życzę. Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas

 

foto: Jarosław Sawiak na długoszyńskiej Skałce

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki