Podobno literatura przeżywa kryzys. Ponoć potrzebuje pomocy, wsparcia, ożywienia, tak by mogła oddziaływać maksymalną ilością bodźców na nasze zmysły. Być może tak jest, być może tak być powinno, ale być może ten najgenialniejszy wynalazek ludzkości jakim jest słowo pisane, powinien obronić się sam?

REKLAMA

Źródłem słowa pisanego jest człowiek, człowiek przeżywający, tak bardzo pragnący pozostawić po sobie słowo, które stałoby się jednocześnie wartością. Literatura, wyrosła na podatnym gruncie słowa. Słowo było i niewątpliwie powinno być świadectwem samotnych dusz. Dlaczego samotnych? Ponieważ wobec najwyższych i najważniejszych wartości, tych przejmujących i przenikających nas na wskroś, zawsze zostajemy sami. Pewien filozof napisał kiedyś, że dzieło życia, jeśli jest nieudane, to musi być owocem nieudanego życia. Ale to nieprawda. Bo jak zdefiniować nieudane życie, kiedy każdy z nas swoją własną egzystencję przeżywa na swój własny, często niezrozumiały dla innych sposób?

To co można by nazwać nieudanym życiem, rodzi czasem prawdziwe arcydzieła, zarówno w literaturze, jak i muzyce, czy też innych formach sztuki. Przecież tak wiele rzeczy powstaje w bólach, jest owocem cierpienia, rozczarować i samotności. Jednak w świecie ducha nie ma oszustwa, to co nas bowiem dotyka, a tym bardziej to co nas może spotkać, budzi w nas niejednokrotnie grozę. Z grozy tej jednak wyrasta prawdziwe drzewo życia. A literatura jest jedną z najpiękniejszych jego gałęzi. Ci, którzy odchodzą, pozostawiają po sobie rzekomo myśli skończone. J. P. Sartre bibliotekę porównuje do wielkiego cmentarzyska, na którym książki leżą niczym trumny, a my sięgając po nie, uchylamy poniekąd ich spróchniałe wieka. Jednak Temistokles porównuje przekaz słowny do dywanu, który należy rozwijać i nie pozwalać na jego zwinięcie. Niech tak więc będzie. Nie pozwólmy obumrzeć literaturze, pozwólmy jej żyć, a pomagajmy jej zawsze, gdy tego potrzebuje. Jest ona bowiem przekazem nas samych, cienka nicią, wyłaniającą się z kłębka naszych serc. Musi trwać, bo jeśli umrze, to z czasem umrzemy także i my, bezpowrotnie, nieuchronnie, naprawdę. Trzeba nam wierzyć w sens tego wszystkiego, w prawdziwą nieśmiertelność człowieka i jego dzieła. Bo wiara, jak pisze Hegel, to owa wewnętrzna pewność, która rozpościera nad nami ów dywan nieskończoności. Odchodząc nie pozostawiamy po sobie myśli skończonych, zamkniętych. To właśnie wówczas zaczynają one żyć swoim własnym życiem, ale i życiem nas wszystkich. Szczególnie wówczas gdy otwieramy książkę, z jej oszałamiającą i pochłaniającą rzeczywistością. 

Jarosław Sawiak

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki