W jaworznickim sądzie 3 grudnia br. odbyła się pierwsza rozprawa Zbigniewa Kasperkowicza, byłego dyrektora Zespołu Szkół nr 3 w Szczakowej.

REKLAMA

Rozprawa zaczęła się od odczytania przez prokuratora aktu oskarżenia, w którym Kaperkowiczowi przedstawiono kilkadziesiąt zarzutów. Między innymi: wprowadzanie do rozliczeń placówki fikcyjnych faktur zakupu, a tym samym wyciągnięcie z kasy Miejskiego Zakładu Obsługi Placówek Oświatowo-Wychowawczych (MZOPOW) pieniędzy na kwotę ok. 1,2 mln zł; fikcyjne zatrudnianie osób, dla których przewidziano wypłaty; podrabianie dzienników i tworzenie fikcyjnych list obecności; podrabianie podpisu; bezumowny – bez wiedzy MZOPOW – wynajem powierzchni pod automaty sprzedające artykuły spożywcze i czerpanie z tego korzyści czy naruszanie praw pracowniczych. Oskarżony przyznał się w prokuraturze m.in. do wykorzystywania podrobionych faktur, lecz nie przyznał się do tego, że uzyskał z tego tytułu korzyść majątkową i nie było to jego dodatkowym źródłem dochodu. Nie przyznał się też do naruszania praw pracowniczych.

Przed sądem oskarżony odmówił składania wyjaśnień oraz odmówił odpowiedzi na pytania prokuratora. Odpowiedział tylko na pytania obrońcy. Na przykład, dlaczego wykorzystywał podrobione faktury?

Jak zeznawał, chodziło mu o to, by placówka, którą zarządzał, rozwijała się i była bezpieczna dla dzieci. Wykonywał wiele remontów i nie chciał dopuścić, aby część budżetu wróciła do samorządu. Wydawało mu się, że dobrze zarządza placówką i osiągnął dobre wyniki, ponieważ był wielokrotnie nagradzany przez prezydenta, kuratora wojewódzkiego czy ministerstwo edukacji. Placówka przechodziła wielokrotnie kontrolę urzędu miasta w zakresie kontroli klubu sportowego, kontrolę urzędu skarbowego i przeszła audyt urzędu miasta. Kontrole nie wykazały żadnych uchybień z natury. Pieniądze z zawyżonych czy fikcyjnych faktur przeznaczał na zakup materiałów do konserwacji, na paliwo do traktora czy kosiarki, na remont hali sportowej, na przygotowanie bezpiecznych sektorów dla kibiców, na ogrodzenie i oświetlenie stadionu. Stanowczo podkreślał, że nie przywłaszczył sobie żadnych pieniędzy.

Na pytanie sądu, dlaczego nie robił tego legalnie, odpowiedział m.in., że mniej rzeczy by zakupił. Niektóre rzeczy kupował bez faktury i były one tańsze niż z rachunkiem.
Padło ze strony Kasperkowicza jeszcze wiele wyjaśnień, w których kreował się na dobrego menadżera i dobroczyńcę placówki, a fikcyjne faktury zaś pomagały mu zwiększyć ilość środków na te szlachetne – wg niego – poczynania.

Ten obraz szlachetnego menadżera-rycerza zaburzył pierwszy świadek, jakim była sprzątaczka podległa Kasperkowiczowi. Ujawniła m.in., że miała za zadanie mycie auta dyrektora i zawożenie obiadów do jego domu – jej własnym autem. Kiedyś za karę, jak tego nie zrobiła, miała 5 godzin w upale opryskiwać bieżnię.

Więcej w gazecie “Co tydzień”.

Oszustwo na milion, pomysłowego Zbigniewa

 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki