Danuta Salwińska-Sochacka urodziła się 9 marca 1929 roku w Jaworznie. Była córką, zawodowego żołnierza, Wincentego Salwińskiego i Heleny z domu Kolka, jaworznianki od kilku pokoleń.

REKLAMA

W 1937 roku państwo Salwińscy wybudowali w Jaworznie kamienicę, w której mieściła się restauracja, hotel, sala kinowa. A kilka miesięcy przed wybuchem wojny: „1 kwietnia 1939 roku ojciec otworzył w Katowicach przy ulicy Zamkowej restaurację „Karwińska” – wspominała pani Danuta na zebraniu Towarzystwa Czytelniczego. Inteligencki, bogaty dom przedsiębiorcy, zapewniał jej szczęśliwy start w dorosłe życie. Dobrze zapamiętała lata beztroskiego dzieciństwa i dramat wojny, strach, kiedy Niemcy wyrzucili ich z domu.

W czasie okupacji okazałą kamienicę zajęło gestapo potem Wehrmacht. Rodzina Salwińskich mieszkała w suterenie: matka Helena, i dzieci: Danusia lat 10, Adaś lat 7, Januszek lat 2.

Kiedy się wojna skończyła i z Węgier, z oflagu powrócił Wincenty, państwo Salwińscy wznowili swoją działalność restauratorów. Nie ma długo. Zaledwie na trzy i pół roku. Prywatną inicjatywę wedle sowieckich dyrektyw należało zniszczyć. I zniszczono. Tak budowano socjalizm. Kawiarnia Salwińskich, stała się państwowym barem mlecznym. Po właścicielach ani śladu nie było. Absurdalnymi orzeczeniami Ochrony Skarbowej Starostwa Katowickiego zniszczono im życie. Kawiarnię w Katowicach Salwińscy stracili, a w ich jaworznickiej kamienicy, zamieszkali lokatorzy, nie płacili oni czynszu właścicielom, płacili czynsz do Wydziału Finansowego.

Danuta po ukończeniu szkoły podstawowej, rozpoczęła naukę w Krakowie u sióstr Urszulanek, tam zdała maturę. Wróciła do rodzinnego domu, podjęła pracę w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci: Jacka i Justynę. Kiedy przeszła na emeryturę założyła biuro pisania podań. Wciąż aktywna, pełna pomysłów. Działała w PAX-ie. Należała do jaworznickiego koła Polskiego Towarzystwa Czytelniczego.

W 2001 roku na jednym z zebrań PTCz, pani Danuta opowiedziała o smutnym powojennym czasie. Czasie biedy. Kiedy rodzice stracili zdobyty ciężką pracą majątek, a ona całymi latami spłacała niesłusznie naliczony podatek za lata 1948, 1949. Jakiś urzędnik w 1961 roku zauważył w „Dzienniku Zachodnim”, nekrolog Wincentego Salwińskiego i przypomniał, że jest winien podatek. Kto dziedziczy? – zapytał. „ Przez 11 lat, każdego miesiąca wpłacałam Wydziałowi Finansowemu 500 zł aż do 3 stycznia 1972 roku – opowiadała pani Danuta.

Kiedy ukazała się książka pt.”Prywaciarze 1945-1989”, cieszyliśmy się , że jest w niej tekst Danuty Salwińskiej – Sochackiej: „Droga restauracja”. Wspomnienie nagrodzone w konkursie ogłoszonym przez Fundację Bankową im. Leopolda Kronenberga oraz Ośrodek Karta. Sięgnęła do dokumentów, skrupulatnie przechowywanych przez jej ojca. Przedstawiła założenia nowego ustroju, polegające na unicestwieniu, zgodnie z ówczesnym prawem prywatnego przedsiębiorcy.

Okazały budynek , dom państwa Salwińskich, stoi do dziś. Obrósł w historie. Lokatorzy, instytucje państwowe, kino „Złocień” – znajdowały w nim swoje miejsca na długie lata. Wykradano śliczne kafle z przedwojennego pieca. Wyrywano parkiet. Właścicieli – nieuznawanych przez władze – bolało serce.

Pani Danuta doczekała zmiany ustroju, ale cieszyć się zrujnowanym majątkiem już nie miała siły. Szereg pamiątek, zachowane kotary z restauracji, przekazała naszemu Muzeum, zawieszone na ścianie, są cennym eksponatem w bukiecie jaworznickich pamiątek.

Danuta Salwińska-Sochacka przygotowała odczyt o autorce „Dewajtis”. Biblioteka przy ulicy Dwornickiego, wrzesień 2002.

Danuta Salwińska – Sochacka, zmarła 29 stycznia 2005 roku, jej grób znajduje się w Krakowie. Na cmentarzu Rakowice – Prandoty.

Danuta Salwińska-Sochacka i Stenia Gędłek, maj 2002

Zapamiętałam ją, jako pogodnego i życzliwego ludziom człowieka, choć Polska Ludowa, zgotowała jej trudny los. Socjalistyczna rzeczywistość dla niej i dla jej najbliższych, była pasmem kłopotów. Dzielnie je znosiła, trwając przy słusznej sprawie: szacunku dla własności prywatnej, szacunku dla przyzwoitych ludzi. „Na podłych ludzi nie zwracać uwagi, i da się żyć” – mówiła do mnie, kiedy pytałam, jak radziła sobie z krzywdą, usankcjonowaną ówczesnym układem i paragrafami. Bardzo mi się jej rada w życiu przydaje.

Teraz, kolejne pokolenie, wnuczka Justyna, powraca do wspomnień babci Heleny. Porządkuje cierpliwie dokumenty, odnajduje pamiątki. Mówi do mnie: zobacz, ta porcelana, talerze, wazy, są z kawiarni „Karwińska”. Przetrwały. Justyna dokłada starań, aby ocalić to, co stanowi świadectwo przedwojennego Jaworzna, świadectwo pracowitych, przedsiębiorczych jaworznian.
Barbara Sikora

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki