Ostatni jesienny wyjazd Szczakowianki dostarczył kibicom wyjątkowo dużo emocji. Biało-Czerwoni po zaciętym spotkaniu pokonali 3:2 Niwy Brudzowice.

REKLAMA

Jaworzniccy Drwale na starcie z Niwami Brudzowice jechali z pewnymi obawami. Podopieczni trenera Sebastiana Gzyla z własnego boiska uczynili prawdziwą twierdzę i u siebie nie zwykli tracić punktów. Jaworznianie zdawali sobie z tego sprawę i szykowali się na zaciętą rywalizację. Oba zespoły stworzyły świetne widowisko, jakie nieczęsto można oglądać na poziomie ligi okręgowej.

Twierdza zdobyta

Podopieczni trenera Pawła Cygnara od samego początku odważnie zaatakowali i w pierwszych minutach wypracowali sobie prawdziwą serię rzutów rożnych. Dwie niezłe okazje do zdobycia bramki miał dobrze dysponowany tego dnia Marcin Smarzyński, ale nie zdołał wpakować piłki do siatki. Tymczasem miejscowi przetrwali napór gości i sami zadali bolesny cios. Dobrze znany jaworznickim kibicom Bartłomiej Kędzierski popisał się niezwykle efektownym strzałem i otworzył wynik spotkania. Niwy zresztą nie zamierzały na tym poprzestawać i cały czas szukały swoich szans. Szczakowianka szybko otrząsnęła się po stracie i w zaledwie cztery minuty wyszła na prowadzenie po dwóch bliźniaczo podobnych akcjach. W 18. minucie Bartłomiej Chwalibogowski wypatrzył wybiegającego zza pleców obrońców Marcina Smarzyńskiego i posłał mu długą piłkę. Jaworznicki snajper nie miał litości i wpakował futbolówkę do siatki. Dosłownie kilka chwil później Drwale skopiowali to zagranie i chociaż Smarzyński tym razem był w nieco trudniejszej pozycji, to ładnym strzałem głową zmieścił piłkę między słupkiem a interweniującym bramkarzem. Jaworznicki napastnik mógł nawet skompletować hattricka, ale po jego kolejnym strzale dobrą interwencją popisał się Wojciech Ciszewski. Tymczasem zawodnicy z Brudzowic rzucili się do odrabiania strat i zaczęli ostrzeliwanie jaworznickiej bramki. W jednej z akcji w sporym zamieszaniu w polu karnym, miejscowi co najmniej trzy razy próbowali skierować piłkę do siatki, ale ta za każdym razem była blokowana. Wreszcie w wybornej sytuacji na piątym metrze znalazł się Mateusz Majchrzak, ale zamiast zdobyć bramkę, zaledwie ostemplował poprzeczkę. Szczakowianka w tym czasie nie próżnowała i również miała swoje szanse. Po nieporozumieniu bramkarza z obrońcami sędzia przyznał gościom rzut wolny pośredni z pola karnego. Po sprytnym rozegraniu Paweł Cygnar oddał strzał, ten jednak obił tylko mur i wyszedł na rzut rożny. Po kornerze świetnym strzałem popisał się Igor Szopa, ale bramkarz z trudem zablokował piłkę zmierzającą najprawdopodobniej do siatki. Tuż przed przerwą kolejną świetną okazję strzelecką miał Bartłomiej Kędzierski, ale tym razem posłał piłkę obok dalszego słupka.

Drugą połowę Drwale rozpoczęli z wysokiego C i w jednej z pierwszych akcji podwyższyli swoje prowadzenie. Grzegorz Fonfara uruchomił na prawej stronie Marcina Smarzyńskiego, ten zagrał do lepiej ustawionego Pawła Cygnara, który z bliska trafił do siatki. Parę chwil później golkiper Niw popełnił błąd i przegrał walkę o górną piłkę ze Smarzyńskim, ale ten w dobrej sytuacji uderzył obok słupka. Bramkarz szybko zresztą zrehabilitował się za tę sytuację, broniąc groźne uderzenie Mateusza Śliwy. Wydawało się, że jaworznianie mają wszystko pod kontrolą, ale ambitni gospodarze pokazali, że mają jeszcze sporo do powiedzenia. W 57. minucie Niwy przeprowadziły ładną koronkową akcję. Były zawodnik Drwali Maciej Kruczek zagrał z prawej strony do wychodzącego na czystą pozycję Mateusza Majchrzaka, a ten zaliczył kontaktowe trafienie. Na boisku walka rozgorzała na nowo, a oba zespoły szukały szans do zmiany wyniku. Gospodarze najgroźniejsi byli po rzutach wolnych, uderzanych przez Bartłomieja Kędzierskiego. Po jednym z takich strzałów dobrze interweniował Kołodziej, potem zaś jaworznian uratowała poprzeczka. Akcja szybko przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Gdy po uderzeniu Cygnara bramkarz Niw wyłapał piłkę, gospodarze szybko rozegrali akcję i już kilka sekund później swoim kunsztem musiał popisać się Kołodziej. Ostatnie minuty były już bardzo nerwowe, a oba zespoły walczyły do upadłego. Szczakowianka kradła umiejętnie kolejne cenne sekundy i starała się kontrować, gospodarze natomiast bili głową w mur i nie potrafili już znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza. Bliżej strzeleckiej zdobyczy byli jaworznianie. Po dobrym podaniu od Łukasza Cichonia znów groźnie uderzał Paweł Cygnar, ale kolejną świetną obronę zaliczył Wojciech Ciszewski. Grający szkoleniowiec jaworznian raz jeszcze próbował swoich sił, ale po piekielnie silnym uderzeniu z szesnastki piłka po palcach bramkarza wyszła tylko na rzut rożny. Ostatecznie Biało-Czerwoni dowieźli korzystny wynik do końca i mogli świętować kolejną wygraną.

Domowe zakończenie jesieni

Szczakowianka jesienią rozegrała w sumie osiem wyjazdowych spotkań i tylko raz straciła punkty – remisując z Tęczą. Starcie w Brudzowicach potwierdziło, że zespół prowadzony przez Pawła Cygnara tworzy obecnie świetny i trudny do zatrzymania kolektyw. Sobotni mecz udowodnił, że jaworznianie, nawet gdy rywal jest bardzo wymagający, to potrafią stanąć na wysokości zadania. Piłkarze Szczakowianki na boisku zostawili sporo zdrowia, zagrali z ogromnym sercem i determinacją, co przełożyło się na korzystny wynik. Taka postawa piłkarzy sprawia, że Drwale z dużym optymizmem mogą patrzeć w przyszłość.

W najbliższą sobotę Szczakowianka zakończy bardzo udaną jesień domowym spotkaniem z Uranią Ruda Śląska. Urania jest ligowym średniakiem, który gra mocno w kratkę. Po szesnastu kolejkach ma na swoim koncie 7 zwycięstw, 1 remis i 8 porażek, co przekłada się na 9. miejsce w lidze. Tabela jest jednak na tyle płaska, że zespół cały czas musi się mierzyć z walką o utrzymanie. Ekipa z Rudy Śląskiej dysponuje jedną z najgorszych defensyw w całej lidze i straciła już 47 bramek, co biorąc pod uwagę jej miejsce w tabeli, jest dość zaskakujące. W każdym meczu z ekipami z czołowej siódemki Urania traciła co najmniej pięć bramek. Na dodatek na wyjazdach rudzianie wywalczyli zaledwie cztery oczka, co nie wróży im dobrze w kontekście sobotniego spotkania w Jaworznie. Szczakowianka jest zdecydowanym faworytem tego meczu i będzie chciała pożegnać się z jaworznicką publicznością z przytupem, można więc spodziewać się oblężenia bramki gości. Drwale zimę spędzą na pozycji lidera i wiosenne zmagania będą mogli zaczynać w roli głównego faworyta do awansu. Na razie jednak muszą potwierdzić swoją siłę, kończąc jesień wygraną. Początek tego spotkania na Stadionie Miejskim w sobotę o godzinie 13:30.

Niwy Brudzowice – Szczakowianka Jaworzno 2:3 (1:2)
(Kędzierski 11, Majchrzak 57 – Smarzyński 18, 22, Cygnar 49)

Niwy: Ciszewski – Kruczek, Grunt, Stemplewski (72. Mańka), Tokarz (20. Ojo), Rybak, Ducki (80. Prysak), Kędzierski, Szydłowski, Sadowski, Majchrzak. Trener: Sebastian Gzyl

Szczakowianka: Kołodziej – Kurzawa (46. Cichoń), Wadas, Dębski, Śliwa – Trzciński, Fonfara, Szopa, Chwalibogowski – Cygnar – Smarzyński (90+1. Nowak). Trener: Paweł Cygnar

Sędziował: Mateusz Patla (Jastrzębie-Zdrój)

Żółte kartki: Stemplewski – Kurzawa, Śliwa, Trzciński

Widzów: 90

DK

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki