REKLAMA

Przed paroma tygodniami ukazała się najnowsza powieść jaworznianki Anny Głowacz. Książka nosi tytuł “Saga Moonsun. Klucz Angelusa”. Jest to zajmująca opowieść o dwudziestoletniej Naomi, której wyprawa do Yellowstone całkowicie zmieniła dotychczasowe życie. Mile zapowiadająca się wyprawa w ciągu kilku minut zamienia się w walkę o życie. Znamy takich czytelników tej niezwykłej powieści, którzy czytali ją wyłącznie za dnia, wieczorami – jak twierdzą – bali się tej lektury podwójnie.

 Na stronie tytułowej Pani najnowszej powieści „Saga Moonsun. Klucz Angeliusa” zapisano lapidarnie – Premiera w USA – listopad 2019. Zapowiedziano ją na 7 listopada. Amerykański rynek czytelniczy bardzo jest kapryśny, na dokładkę wymagający. Uznano więc z pewnością Pani powieść za arcyciekawą. Jak się udało wejść na taki rynek, kto Panią w tym wspierał?
Anna Głowacz: Jak to mówią bywa tak, że człowiek ma więcej szczęścia niż rozumu. Tak było trochę i w tej sytuacji. Wypadkowa zdarzeń doprowadziła mnie do wydawnictwa, które przyjmuje książki w polskim języku.  Książka się spodobała i podpisałam umowę. Premiera finalnie miała miejsce w wersji anglojęzycznej 1 Listopada. Długo na nią czekałam. Tłumaczenie jej pochłonęło mnóstwo czasu. A czy saga jest arcyciekawa? Nie mnie to na pewno osądzać. Dla mnie jest, bo sama stworzyłam ten świat. Gdybym nie pozwoliła mu się pochłonąć książka zapewne by nie powstała. Myślę, że to czytelnikom przyjdzie ocenić czy udało mi się stworzyć coś naprawdę fajnego.

Niezwykle istotną jest rola tłumacza. Ten może przyczynić się do sukcesu książki lub wręcz przeciwnie, całkowicie ją unicestwić. W planach inne wydania anglojęzyczne Sagi, w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Australii, Japonii i Indiach. Kto tłumaczył Sagę? Myślę, że to tłumacz najlepszy z najlepszych.
Saga już miała premierę w tych państwach. Wszędzie tam gdzie czyta się w języku angielskim. Planowane jest teraz przetłumaczenie jej na język hiszpański, a potem zobaczymy. Saga została przetłumaczona przez tłumacza mojego wydawnictwa. Ja nie brałam udziału w tym procesie. Jednak na moje oko, na tyle na ile mogę powiedzieć, że znam angielski, to naprawdę tłumacz zrobił świetną robotę i bardzo jestem mu za to wdzięczna.

Sagę zaliczyć można do książek z grupy „przyssawek”. Czytamy takie od pierwszej do ostatniej strony, bez przerw, tak wciąga. A jak Pani chciałaby żeby czytano Pani książki – wolniutko, z zamyśleniem czy galopując przez wydarzenia?
Miło to słyszeć. Myślę, że każdy czyta na swój sposób, ja jednak chciałabym aby książka wciągała na tyle, aby czytelnik poczuł się częścią drużyny, która walczy o dobro całego świata. Kluczowe dla mnie jest także to, aby wyłapał przesłania ukryte pomiędzy wierszami.

Wydaje się, ze Harry Potter niekoniecznie Panią inspirował. Skąd więc wziął się tak oryginalny pomysł na tę powieść? Czy od początku do końca to wymysł Pani nieokiełznanej wyobraźni?
To może śmiesznie zabrzmi, ale nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło. Po prostu siadłam przy komputerze i pomyślałam sobie, że fajnie by było napisać Sagę Fantasy. A potem czarodziejsko pisało się już jakby samo. Książki Fantasy mają to do siebie, że można przekraczać wszelkie bariery wyobraźni. Saga Moonsun mnie samej także to pokazała i otworzyła drzwi jeszcze głębiej, co na pewno będę chciała pokazać i czytelnikom w kolejnych moich powieściach tego gatunku.

Anna Głowacz

Co Pani zdaniem jest największym walorem Sagi?
Jestem autorem, więc dla mnie wszystko. Ale myślę, że przesłanie. Mimo iż nie jest wspominane wprost, czytelnik identyfikuje się z nim w miarę im dalej jest na kartach powieści. I dla każdego wybrzmienie tego przesłania będzie troszeczkę inne. Myślę, że to jest w niej wyjątkowe.

Jak pracowała Pani nad I częścią Sagi? Czy w momencie postawienia pierwszego zdania istniał już szkic powieści i wiedziała Pani, jakie będzie zakończenie? Czy kolejne dwie części Sagi istnieją już choćby w szkicach?
Gdy zaczynałam pisać, miałam w głowie zarys pierwszego rozdziału. Gdy go skończyłam po prostu pisałam dalej. Zawsze tak mam. Nie planuje swoich książek. One się po prostu piszą w czasie rzeczywistym. Bywają sytuacje w których mogę powiedzieć, że utknęłam. Nie wiem co zrobić dalej, jaki zwrot akcji zastosować. Wtedy zazwyczaj robię sobie kilka dni przerwy i nie myślę o pisaniu. Pomysły wtedy same do mnie przychodzą. Jakby wyobraźnia potrzebowała trochę przestrzeni. Saga jest już napisana w całości. Są pełne trzy tomy. Zostawiłam sobie otwartą furtkę na kolejne części, jednak saga zamyka pewną historię w tych trzech częściach. W Polsce drugi tom wydany będzie w okolicach Kwietnia przyszłego roku, a co do wersji anglojęzycznej nie dostałam jeszcze wytycznych odnośnie planowanej daty premiery.

Saga wyśmienicie straszy. Myślę, że horror to Pani ulubiony gatunek literacki, a może i filmowy. Czy lubi się Pani bać?
Straszy? Nie nazwałabym Sagi horrorem. Pisałam ją mając na uwadze, że chciałabym aby i nastolatkowie i starsi ludzie mogli być jej czytelnikami. Samo widmo końca świata, może i jest przerażające, ale nie było moją intencją straszenie kogokolwiek. Sama nie przepadam za horrorami i nie lubię się bać. Strach jest jednak nieodłącznym elementem naszego życia, a w ekstremalnych sytuacjach jakie mają miejsce w książce nie może zabraknąć tak potężnego odczucia.

Wyobraźnię wielu rozpala poszukiwanie złotego pociągu, bursztynowej komnaty lub Świętego Graala. Są też tacy, którzy chcą odnaleźć magiczne księgi dające władzę nad światem. Co działa niezmiennie na Pani wyobraźnię?
Istoty. Magiczne przedmioty są wspaniałym dodatkiem, ale i one nie istniałyby bez magicznych stworzeń i istot jakie je stworzyły. Uwielbiam smoki, wilki i anioły, od początku wiedziałam, że w mojej sadze musi znaleźć się dla nich miejsce. Chciałam jednak stworzyć także postacie jakich nie ma w innych książkach fantasy, aby nie powielać schematów. Myślę, że zdecydowanie Moonsun jest taką postacią. Nie ma chyba książki, która opisywałaby właśnie taką hybrydę. Wspaniale jest ożywiać postacie, które zna się jedynie z legend i budować ich charakterystykę. Może kiedyś okaże się, że nie wszystkie istnieją jedynie w legendach…kto wie…

Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki