Szczakowianka szybko otrząsnęła się po pechowej porażce z Podlesianką i już wróciła do wygrywania. Biało-Czerwoni po tym, jak w środę w pucharze ograli rezerwy Zagłębia, w sobotę na wyjeździe aż 6:1 rozgromili Źródło Kromołów.

REKLAMA

Kolejne trzy punkty trafiły w weekend na konto podopiecznych trenera Pawła Cygnara. W sobotę Drwale mierzyli się na wyjeździe z ekipą z Kromołowa, która w ostatnich latach wyjątkowo im leżała. Jaworznianie wysoko wygrali ostatnie cztery mecze z tym rywalem i nie inaczej było i tym razem.

Zabójcza pierwsza połowa

Początek sobotniego spotkania w Kromołowie jeszcze nie zapowiadał strzelaniny, jaką wkrótce mieli urządzić sobie goście. Miejscowi grali dość odważnie i regularnie przedzierali się w okolice pola karnego Drwali, brakowało im jednak skuteczności. Najbliżej powodzenia był Sebastian Radosz, który po przejęciu piłki na 30 metrze znalazł się w stuprocentowej sytuacji, uderzył jednak obok słupka. W międzyczasie dwa razy na bramkę uderzać próbował bardzo aktywny Arkadiusz Trzciński, ale w jednej sytuacji dobrze spisał się bramkarz miejscowych, a w kolejnej jaworznicki pomocnik posłał piłkę nad poprzeczką. Po kwadransie Szczakowianka osiągnęła cel, wyszła na prowadzenie i rozpoczęła egzekucję. Po wrzutce Bartłomieja Chwalibogowskiego jeden z obrońców minął się z piłką a Paweł Cygnar skierował ją głową do siatki. Gospodarze mogli wyrównać po rzucie wolnym, ale Kołodziej do spółki z obrońcami zdołali wybić piłkę. Dosłownie chwilę później Igor Szopa uruchomił wbiegającego w pole karne Marcina Smarzyńskiego, a ten podwyższył na 2:0. Od tego momentu jaworznianie mogli już z większym spokojem kontrolować grę i co jakiś czas testować defensywę gospodarzy. Zaledwie 18-letni Kacper Szczepanek, stojący między słupkami bramki Źródła, dwa razy uratował swój zespół przed utratą bramek, gdy skutecznie interweniował po uderzeniach Cygnara i Szopy. Na niewiele się to jednak zdało. Po swoim kolejnym rajdzie Chwalibogowski wycofał piłkę na 16 metr do Igora Szopy, który podwyższył na 3:0. Miejscowi nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć po tej stracie, a znów musieli wyjmować piłkę z siatki. Arkadiusz Trzciński zagrał wzdłuż pola karnego do wychodzącego na czystą pozycję Cygnara, który nie miał litości do rywali. Wysokie prowadzenie wprowadziło nieco rozkojarzenia wśród zawodników Szczakowianki, z czego skwapliwie skorzystali gospodarze. Wyróżniający się w barwach Źródła Sebastian Radosz przejął piłkę na połowie gości i po samotnym rajdzie pokonał Kołodzieja, dając swojej ekipie honorowe trafienie. Biało-Czerwoni odpowiedzieli na to jeszcze przed przerwą. Paweł Cygnar zdecydował się na uderzenie z dystansu, bramkarz wybił futbolówkę przed siebie, a tam już na to czekał Mateusz Śliwa, który ominął bezradnego golkipera i wpakował piłkę do pustej siatki.

Po przerwie gra zdecydowanie się uspokoiła. Podopieczni trenera Cygnara nie forsowali przesadnie tempa i spokojnie rozgrywali piłkę, wymieniając mnóstwo podań. Źródło tymczasem było praktycznie bezradne, chociaż oczywiście szukało swoich szans. W 54. minucie piłka po uderzeniu Dawida Wadasa znalazła się w siatce, ale arbiter dopatrzył się spalonego. W międzyczasie Źródło próbowało atakować, ale nie było w stanie zbyt wiele zdziałać pod bramką Kołodzieja. Szczakowianka miała swoje okazje. Po strzale Łukasza Cichonia znów dobrą interwencją popisał się młody bramkarz z Kromołowa, zaś po jednym z kornerów i uderzeniu Marcina Smarzyńskiego, piłka zatrzymała się na poprzeczce. Jeszcze w samej końcówce Szczakowianka nieco przyspieszyła i przypieczętowała swoje zwycięstwo. Po rzucie wolnym bramkarz gospodarzy skutecznie wybił piłkę uderzaną przez Pawła Cygnara. Mimo to kilkanaście sekund później znów musiał wyjmować futbolówkę z siatki. Piłkarze Źródła stracili piłkę na własnej połowie, a Cygnar ładnym strzałem z dystansu, odbijając jeszcze piłkę od słupka, ustalił wynik na 6:1.

Niedziela z Pogonią

Szczakowianka po dziesięciu kolejkach oczywiście cały czas pozostaje liderem ligi okręgowej i pilnuje przewagi nad rywalami. Na chwilę obecną wydaje się, że w walce o awans liczyć się mogą jeszcze tylko ekipy Podlesianki i Tęczy, ale oczywiście do końca sezonu pozostało sporo spotkań i może się wiele wydarzyć. Kolejny mecz ligowy podopieczni trenera Cygnara rozegrają w niedzielę. Biało-Czerwoni przy Krakowskiej podejmować będą zespół Pogoni Imielin. Pogoń jest typowym ligowym średniakiem, który od czasu do czasu potrafi sprawić niespodziankę. Zespół z Imielina przed sezonem czasami bywał wymieniany w gronie ewentualnych czarnych koni rozgrywek i jak na razie radzi sobie całkiem dobrze, mając na swoim koncie 6 zwycięstw i 4 porażki. Co ciekawe Pogoń ostatnio notuję świetną passę – czterech kolejnych wygranych. Szczakowianka ostatni raz z Pogonią o punkty rywalizowała niemal dekadę temu. Biało-Czerwoni pewnie wygrali ostatnie cztery mecze z tą ekipą, strzelając łącznie 13 bramek i nie tracąc ani jednej. Goście spróbują zaskoczyć jaworznickich Drwali, ale przed własną publicznością Biało-Czerwoni zrobią wszystko by zainkasować kolejny komplet punktów. Początek meczu na Stadionie Miejskim o godzinie 15:00.

Źródło Kromołów – Szczakowianka Jaworzno 1:6 (1:5)

(Cygnar 15, 33, 85, Smarzyński 18, Szopa 31, Śliwa 44)

Źródło: Szczepanek – Szwaja, Surowiec, Mikoda, Wacławik, Będkowski, Furgacz, Gryc, Dudek, Radosz, Sokołowski. Trener: Bogdan Szadkowski

Szczakowianka: Kołodziej – Nowak (46. Cichoń), Wadas (83. Kurzawa), Dębski, Śliwa – Trzciński (77. Klepka), Fonfara (70. Biskup), Szopa, Chwalibogowski – Cygnar – Smarzyński. Trener: Paweł Cygnar

Sędziował: Marek Kofin (Chorzów)

Żółte kartki: Dudek – Wadas

Widzów: 80

Szczakowianka Jaworzno – Zagłębie Sosnowiec 4:1 (1:0)

(Śliwa 26, Smarzyński 49-k., 60, Cichoń 66)

Szczakowianka: Szczechla – Kurzawa, Dębski (46. Nowak), Wadas (46. Trzciński), Śliwa (73. Janisz) – Cichoń, Szopa, Biskup, Klepka – Cygnar – Smarzyński (63. Trojanowski). Trener: Paweł Cygnar.

Widzów: 110

DK

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki