Lider z Jaworzna znów wygrywa

Szczakowianka wciąż nie zamierza zwalniać tempa w walce o awans do IV ligi. Po tym, jak w środę Drwale awansowali do finału Pucharu Polski, w sobotę pewnie 4:1 ograli Wawel Wirek.

REKLAMA

Bardzo intensywny tydzień mają za sobą piłkarze Szczakowianki. Podopieczni trenera Pawła Cygnara w ostatnich dniach rozegrali dwa kolejne ważne spotkania. Najpierw pokonali u siebie IV-ligową Przemszę Siewierz, dzięki czemu po raz pierwszy od siedmiu lat zagrają w finale pucharu na szczeblu sosnowieckiego podokręgu. Potem zaś rozprawili się gładko z kolejnym ligowym rywalem.

Skuteczna druga połowa

Sobotnie starcie w Rudzie Śląskiej rozpoczęło się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Już w pierwszej minucie Szczakowianka wyszła na prowadzenie. Bartłomiej Chwalibogowski w charakterystyczny dla siebie sposób, po rajdzie lewą stroną wrzucił idealną piłkę na głowę Pawła Cygnara, który otworzył wynik meczu. Było to już 50 ligowe trafienie Drwali w tym sezonie. Radość jaworznian nie trwała jednak długo. Kilkanaście sekund później po szybkiej akcji Wojciech Blaszke sopadł do podania z głębi pola, znalazł się za plecami obrońców i doprowadził do wyrównania. Na boisku rozpoczęła się wymiana ciosów. Szczakowianka stwarzała sobie mnóstwo strzeleckich okazji, ale była nieskuteczna, a na dodatek w bramce rewelacyjnie radził sobie Damian Szmyd. Gospodarze nie pozostawali także dłużni Drwalom. Dzięki agresywnej grze utrudniali gościom rozgrywanie akcji i szukali swoich szans na zdobycie bramki. Do tempa spotkania nie do końca dostosowali się jedynie arbitrzy, którzy mylili się w obie strony i popełnili kilka poważniejszych błędów. Tak było w 9. minucie, kiedy to po uderzeniu z dystansu Fonfary piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła na głowę Marcina Smarzyńskiego, który wpakował ją do siatki. Sędzia nie uznał tej bramki, dopatrując się spalonego, chociaż w momencie strzału jaworznicki snajper miał jeszcze przez sobą co najmniej jednego obrońcę. Damian Szmyd kilka razy uratował swój zespół przed utratą gola, popisując się dobrymi interwencjami po uderzeniach Trzcińskiego, Śliwy, Cygnara czy Chwalibogowskiego. Po drugiej stronie boiska świetną interwencję zanotował też Jakub Szczechla, który w ostatniej chwili nogą instynktownie zablokował piłkę zmierzającą do siatki po uderzeniu Wojciecha Blaszke. Napastnik Wawelu siał zresztą sporo zamętu w szeregach obronnych Drwali, ale w dobrej sytuacji posłał piłkę obok słupka. Chwilę później w polu karnym powalony został Chwalibogowski, ale zamiast otrzymać jedenastkę… obejrzał żółtą kartkę za rzekomą symulkę. Swoje szanse mieli jeszcze Cygnar, Chwalibogowski i Fonfara, ale ostatecznie nie zdołali zaskoczyć bramkarza.

Po przerwie Szczakowianka jeszcze przyspieszyła i w swoim stylu szybko zapewniła sobie trzy punkty. W jednej z pierwszych akcji w tej połowie Chwalibogowski uderzał z ostrego kąta, bramkarz zdołał jeszcze sparować piłkę, ale ta trafiła pod nogi Cygnara, który bezlitośnie wpakował ją do siatki. Parę chwil później groźnie na bramkę gospodarzy uderzał Łukasz Cichoń, który dał świetną zmianę w przerwie, ale tym razem golkiper zdołał wybić piłkę na róg. W 61. minucie Drwale dobili już miejscowych, aplikując im trzecią bramkę. Po rzucie rożnym Cichoń oddał strzał głową, bramkarz sparował piłkę na słupek, a z kilku centymetrów do siatki skierował ją Łukasz Dębski. Dwubramkowe prowadzenie Biało-Czerwonych sprawiło, że tempo gry wyraźnie już spadło, a goście mogli kontrolować boiskowe wydarzenia. Podopieczni trenera Cygnara szanowali piłkę i co jakiś czas atakowali, ale intensywność ich akcji nie była już tak duża. Szmyd kilka razy musiał jeszcze co prawda interweniować po uderzeniach gości, ale zagrożenie było stosunkowo niewielkie. Miejscowi w końcówce mogli zdobyć bramkę, gdy po rzucie wolnym niezbyt pewnie interweniował jaworznicki bramkarz, ale Łukasz Dębski szybko wyjaśnił sytuację. Dopiero w doliczonym czasie gry golkiper Wawelu raz jeszcze musiał wyjmować piłkę z siatki. Po rzucie rożnym obrońcy dość nieporadnie próbowali wybijać piłkę, ta trafiła do Piotra Klepki. Pomocnik Drwali zagrał za plecy obrońców do Łukasza Cichonia, który ustalił wynik meczu na 4:1.

Niedziela przy Krakowskiej

Szczakowianka już po raz jedenasty w tym sezonie dopisała do swojego konta komplet punktów i cały czas trzyma na dystans rywali w walce o awans. Podopieczni trenera Cygnara strzelają mnóstwo bramek i jeżeli podtrzymają taką formę, to sezon powinni zakończyć nawet z ponad setką trafień. Do końca ligowej jesieni pozostało jeszcze pięć kolejek, a w najbliższą niedzielę Drwali czeka spotkanie z teoretycznie najłatwiejszym z rywali. Tym razem na Krakowskiej gościć będzie przedostatnia w tabeli ekipa Orła Mokre. Orzeł uchodzi za jednego z głównych kandydatów do spadku i ma na swoim koncie zaledwie cztery punkty. Ekipa z Mikołowa ma spore problemy ze zdobywaniem bramek, ale w Jaworznie pewnie będzie chciała jak najdłużej przetrwać ataki gospodarzy i spróbować swoich szans po kontrach. Szczakowianka z tym rywalem grała tylko dwa razy i co ciekawe ani razu nie wygrała. W sezonie 2016/17 jaworznianie sensacyjnie przegrali 1:2 na wyjeździe, by potem na wiosnę u siebie zremisować 1:1. Wydaje się jednak, że tym razem niespodzianki nie będzie, a Drwale powinni zainkasować komplet punktów. Początek meczu na Stadionie Miejskim w niedzielę o godzinie 14:00.

Wawel Wirek – Szczakowianka Jaworzno 1:4 (1:1)

(Blaszke 3 – Cygnar 1, 53, Dębski 61, Cichoń 90+1)

Wawel: Szmyd – Manjura, Rutkowski P., Wylężek, Chudziński (78. Bujałkowski) – Kałużny G., Maciejok, Brzozowski (65. Salamon) Lewandowski D. (58. Leszków) – Rutkowski T. (74. Iwański), Blaszke. Trener: Piotr Buchcik

Szczakowianka: Szczechla – Kurzawa (45. Cichoń), Wadas, Dębski, Śliwa – Trzciński, Fonfara (88. Klepka), Biskup (90. Nowak), Chwalibogowski – Cygnar – Smarzyński. Trener: Paweł Cygnar.

Sędziował: Mateusz Piszczelok (Lubomia)

Żółte kartki: Chwalibogowski, Biskup

Widzów: 90

DK

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki