Gruszki na wierzbie

Gruszki na wierzbie to określenie czczej obietnicy, czegoś, czego nie miało się zamiaru spełnić, chociaż brzmiało bardzo obiecująco. To powiedzenie wzięło się stąd, że dla wielu taki byt nie istnieje. Rzecz w tym, że każdy, kto tak sądzi, głosi trzeci rodzaj prawdy w klasyfikacji księdza Józefa Tischnera.

REKLAMA

Oczywiście gruszek na prawdziwej wierzbie, chociażby białej próżno szukać, chyba żeby szczęśliwym zbiegiem okoliczności pestka tego gatunku wykiełkowała w dziupli takowej.
Istnieje jednak gatunek drzewa owocowego, który stał się praprzyczyną takiego mniemania. Jest nim po prostu grusza wierzbolistna – Pyrus salicifolia.

Drzewka tego gatunku można z całą pewnością obejrzeć w Miejskim Ogrodzie Botanicznym w Zabrzu. W maju 2017 roku widziałem jej kwiaty. Teraz w niedzielę 6 października uchwyciłem jej pokrój oraz owoce.

Te są według większości źródeł po prostu niejadalne, ponieważ mają konsystencję zbliżoną do kamienia. Chociaż tutaj zdania są podzielone, ponieważ w innych opisach tego gatunku znajdujemy informację, że owoce są jadalne na surowo oraz po przetworzeniu. O gustach nie będziemy dyskutować.

Ojczyzną gatunku jest Bliski Wschód a dokładniej Kaukaz i Zakaukazie. To osobliwe drzewo mogłoby trafić do Jaworzna, ponieważ ma bardzo małe wymagania glebowe. Jest odporne na suszę oraz mróz. Nie przeszkadza mu słaba gleba. Jedyną wadą jest to, że także pada ofiarą rdzy Gymnosporangium sabinae, co również obserwuję w Miejskim Ogrodzie Botanicznym w Zabrzu.

Piotr Grzegorzek

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki