Siemianowiczanka rozstrzelana w końcówce

Trzy mecze i trzy zwycięstwa – tak wygląda bilans Szczakowianki na początku nowego sezonu. Biało-Czerwoni po trudnym spotkaniu w piątek ograli na wyjeździe Siemianowiczankę 4:1 i kontynuują swoją świetną passę.

REKLAMA

Już osiem z rzędu zwycięstw mają na swoim koncie jaworzniccy Drwale. Piątkowe starcie w Siemianowicach, nie było co prawda najlepsze w wykonaniu Szczakowianki, ale ta ostatecznie i tak gładko ograła rywali, aplikując im cztery bramki.

Zabójczy kwadrans

Jaworznianie do Siemianowic jechali w roli faworyta, chociaż mieli w pamięci trudne boje z poprzedniego sezonu, toczone z MKS-em. Siemianowiczanka latem przeszła gruntowną przebudowę i już nie jest tak silna, jak jeszcze przed kilkoma miesiącami, ale i tak trzeba się z nią liczyć. Co ciekawe w drużynie MKS-u gra obecnie dwóch byłych zawodników Szczakowianki – Marek Walczak i Adam Krakowski, a obaj w piątek byli zdeterminowani, by zatrzymać swoją dawną ekipę.

Po początkowym chaosie, Szczakowianka dość szybko opanowała grę i wyszła na prowadzenie. Po fatalnym wybiciu piłki przez golkipera gospodarzy, Bartłomiej Chwalibogowski głową zagrał w pole karne, tam do piłki dopadł Marcin Smarzyński i wepchnął ją do siatki. Miejscowi domagali się odgwizdania spalonego, ale arbiter uznał, że faktycznie będący na pozycji spalonej Paweł Cygnar, nie brał udziału w tej akcji i pozostał niewzruszony. Rozluźnieni jaworznianie przejęli inicjatywę i regularnie rozrywali szeregi obronne popularnej Ciaciany, ale byli nieskuteczni. Kilka strzałów Cygnara okazało się niecelne, pudło w dobrej pozycji zaliczył Łukasz Cichoń, z kolei świetną akcję Chwalibogowskiego zastopowali w ostatniej chwili defensorzy. Mimo wszystko wydawało się, że jaworznianie spokojnie dotrzymają prowadzenie do przerwy, Siemianowiczanka nie miała bowiem zbyt wiele do powiedzenia pod jaworznicką bramką. Jak się okazało, po raz kolejny potwierdziło się porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach, które potem się mszczą. Nieoczekiwanie w 39. minucie gospodarze odrobili straty. Po rzucie rożnym w polu karnym doszło do sporego zamieszania, w którym najlepiej odnalazł się Adam Krakowski i z bliska pokonał Kołodzieja. To dodatkowo rozochociło gospodarzy, którzy jeszcze przed przerwą próbowali zaliczyć drugie trafienie, ale nie potrafili wstrzelić się w bramkę.

Po przerwie gra wyglądała już inaczej. Szczakowianka nie potrafiła narzucić rywalom swojego stylu, a miejscowi poczuli się znacznie pewniej i częściej zapuszczali się pod bramkę Drwali. Oba zespoły notowały sporo strat, a akcjom brakowało wykończenia. Gospodarze najlepszą szansę mieli z rzutu wolnego z 20 metrów, ale po uderzeniu piłka poszybowała wysoko nad bramką. Biało-Czerwoni potrzebowali czasu by znaleźć sposób na rywali. Końcowe minuty spotkania należały już w pełni do Szczakowianki, która włączyła wyższy bieg i w niespełna kwadrans rozstrzelała gospodarzy. Swój udział miał w tym Robert Nowak, który w przerwie dał bardzo dobrą zmianę i rozruszał ofensywne poczynania Biało-Czerwonych. Po indywidualnej akcji sam omal nie wpisał się na listę strzelców, ale po zaskakującym strzale piłka zatrzymała się tylko na słupku. Wcześniej w pole karne wpadł Chwalibogowski i oddał kąśliwy strzał, który z trudem wybronił bramkarz. W 73. minucie Drwale nareszcie dopięli swego. Robert Nowak dośrodkował z prawej strony do nabiegającego w pole karne Pawła Cygnara, który efektownym uderzeniem pokonał Gieracza. Piłka została trafiona ta idealnie, że odbiła się jeszcze od poprzeczki, nie dając bramkarzowi najmniejszych szans na obronę. Siemianowiczanka po utracie bramki musiała rzucić się do ataku, a to było jak woda na młyn dla jaworznickiej ofensywy. Jaworznianie rozpoczęli demontaż miejscowej defensywy. Po jednym z rzutów rożnych Grzegorz Fonfara idealnie dośrodkował na głowę Dawida Wadasa, który zaliczył swoją drugą w tym sezonie bramkę. Gracze z Siemianowic próbowali jeszcze atakować, ale to narażało ich tylko na kolejne akcje gości. Wreszcie w 87. minucie Fonfara wypatrzył wbiegającego w pole karne Marcina Smarzyńskiego. Jaworznickiego snajpera próbował jeszcze zatrzymać bramkarz i powalił go w polu karnym, ale piłka i tak znalazła drogę do siatki. Nawet gdyby tak się nie stało, to arbitrowi nie pozostałby nic innego jak przyznać Szczakowiance jedenastkę. Ostatecznie Biało-Czerwoni zakończyli mecz, wygrywając 4:1 i wspinając się na sam szczyt ligowej tabeli.

Liga nabiera rozpędu

Starcie w Siemianowicach nie było najlepszym meczem w wykonaniu Szczakowianki, ale też pokazało, że jaworznianie potrafią wychodzić obronną ręką z trudnych sytuacji. Przez dużą część drugiej połowy nic nie zwiastowało, by Drwale zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Tymczasem jednak potrafili wejść na wyższy poziom i zaaplikować rywalom kilka bramek, pokazując swoją siłę.

Najbliższe dni będą dla Biało-Czerwonych wyjątkowo intensywne. Już w środę podopieczni trenera Cygnara przy Krakowskiej podejmować będą ekipę Sparty Katowice, która sezon rozpoczęła od dwóch wygranych i remisu. Spartanie uważani są za ligowego średniaka z ambicjami, by walczyć o miejsce w górnej połówce tabeli i jak na razie potwierdzają swoją siłę. Katowiczanie są w stanie powalczyć z każdym w lidze i na pewno nie będą łatwym rywalem. Początek tego spotkania na Stadionie Miejskim o godzinie 17:30. Po tym starciu jaworznianie nie będą mieli wiele czasu na wytchnienie, gdyż już w sobotę o 11:00 na wyjeździe zagrają z Naprzodem Lipiny. Drużyna ze Świętochłowic ma bogatą historię, a w jej barwach w przeszłości grało wielu wybitnych piłkarzy na czele z Antonim Piechniczkiem – późniejszym trenerem, który doprowadził reprezentację do trzeciego miejsca na mundialu. Naprzód sezon rozpoczął od porażki 2:5 z Górnikiem MK Katowice i jak na razie gra w kratkę. Na własnym boisku może być groźny, ale nie ma wątpliwości, że to podopieczni trenera Cygnara będą faworytami tego starcia.

MKS Siemianowiczanka – Szczakowianka Jaworzno 1:4 (1:1)

(Krakowski 39 – Smarzyński 10, 87, Cygnar 73, Wadas 82)

MKS: Gieracz – Kowalczyk, Witkowski, Szurek, Chrobok (73. Bocek), Ogryzek, Mierzwa, Krawiec, Walczak, Tomczyk, Krakowski (90+2. Albrecht)

Szczakowianka: Kołodziej – Kurzawa (89. Klepka), Wadas, Dębski, Śliwa – Cichoń (46. Nowak), Fonfara, Trzciński, Chwalibogowski – Cygnar (87. Biskup) – Smarzyński. Trener: Paweł Cygnar

Sędziował: Robert Metelski (Zabrze)

Żółte kartki: Witkowski – Śliwa, Kurzawa

Widzów: 150

DK

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

1 KOMENTARZ