Gata Gottel (Agata Kopacz) wprawdzie urodzona w Krakowie ale była mieszkanka Jaworzna. To artystka oryginalna i nietuzinkowa. Jej prace fotograficzne można oglądać na wystawie pt. „Może-Morze” w Teatrze Sztuk. Wernisaż wystawy (28 czerwca) zgromadził liczne grono odbiorców.

Artystka rozpoczęła wernisaż swoim bardzo oryginalnym wstępem
REKLAMA

Artystka mieszkała w Holandii i Austrii. Początkowo pisywała wiersze do szuflady, nie chciała być – jak mówi – „zaszufladkowana”. Namówiona przez przyjaciół zaprezentowała je szerszemu gronu. Została nagrodzona w konkursie poezji, ale jak twierdzi największym dla niej laurem są słowa młodej dziewczyny, wedle której wiersze Gaty Gottel lubi bardziej niż niektóre zawarte w programie szkolnym. Pierwszy tomik poezji artystki ukazał się w 2007 roku. W przedmowie do tego tomiku prof. Marian Bębenek pisał, że mocną stroną tych tekstów poetyckich jest to, że nie są rozlazłe, ckliwe czy banalne i zaskakują lapidarnym językiem. Są one świadectwem poszukiwania własnej drogi twórczej. Artystka wystawiła monodram oparty na tekstach pochodzących z wyżej wymienionego tomiku, noszący tytuł “Spadający jedwab”. Uczestniczyła również w różnorodnych festiwalach poetyckich i aktorskich, jest także autorką instalacji słowno-fotograficznej “Szata Słów”.

Na wystawę przybyło liczne grono sympatyków artystki

Przy okazji tego udanego wernisażu nieco żeśmy z artystką o jej oryginalnych działaniach twórczych porozmawiali.

Ela Bigas: Niektórzy artyści uwielbiają igranie z wyobraźnią odbiorcy. Oto podają tytuł dzieła i każą się domyślać co też autor miał na myśli. Czy Pani należy do tego grona artystów-abstrakcjonistów? Czy wbrew tytułowi odbiorcy mogą interpretować Pani fotografie jak im się żywnie podoba czy woli Pani taką interpretacją sterować?

Gata Gottel: Nie należę do grona artystów wyżej wymienionych przez Panią. Nie należę do żadnej grupy, stowarzyszenia czy związku. Nie można mnie tak łatwo zaszufladkować wg jakiś norm czy stylów. Tytuły były jedynie nadaniem kierunku do pobudzenia wyobraźni odbiorcy.

Jak powstawały fotografie na wystawę „Może morze”? Czy inspirację stanowił rodzimy Bałtyk czy też wydawał się Pani banalny i inspiracje to np. egzotyczne Morze Marmara?

Na plakacie umieściłam fotografię noszącą tytuł ” Krewetka królewska”, na której bardzo wyraźnie widać fragment kobiecych pleców, z opadającym miękko magentowym tiulem. Brak na nim jakiegokolwiek pierwiastka związanego z wodą. Jedyną z nią sugestią jest tytuł mojej wystawy, brzmiący dwuznacznie i skrywający w tej dwuznaczności masę skojarzeń, “Może-Morze”. Symboliki morza nie musimy bezpośrednio odnieść do żywiołu wody. Morze stanowi także archetypiczny seksualno-senny symbol. U Freuda i Junga odnosi się do zbiorowej podświadomości. Inspirację do moich fotografii nie czerpałam z długich spacerów wzdłuż plaży czy dalekich egzotycznych rejsów. Fotografowałam poszczególne części mojego ciała odbite w kryształowym lustrze moim własnym telefonem komórkowym, oświetlając je lampką z Ikei. Właściwie każdy może to zrobić , jeśli tylko umiejętnie potrafi uchwycić kadrem oka ten moment. Tytuły pojawiły się później. Wyłoniły się ze słów moich wierszy, których można było posłuchać (obok kilku utworów Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, które zostały nagrane w studiu nagrań, mieszczącym się w Bibliotece Miejskiej naszego miasta i we współpracy z panią Anną Kadulską, aktorką Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach) w trakcie trwania wernisażu. Zapachniały aromatem owoców morza spożywanych we dwoje. Każdy z nas, zrzuciwszy maski wstydu, może je odnaleźć nocą.

Jakie emocje Pani zdaniem dopadną odbiorców na wystawie? Czy tworząc wystawy wyobraża sobie Pani potencjalnego odbiorcę?

Nigdy nie wyobrażam sobie potencjalnego odbiorcy. Nadmiar wszystkich drgań i wirów, które przepływają falą przez mój organizm, “wylewam” na nośnik, którym przede wszystkim jest słowo. Czasem dopowiadam ruchem ciała, gestem, mimiką, dźwiękiem, barwą i krojem kostiumu scenicznego czy rekwizytem. W tym projekcie po raz pierwszy użyłam obrazu. Tajemnicę dla mnie stanowi zawsze to , jakie emocje “dopadną” potencjalnego odbiorcę. Najciekawszy jest zawsze pierwszy moment, ta pierwsza chwila!. Dopiero później przychodzi czas na refleksyjne dyskusje, które są przyczynkiem do dalszych przemyśleń.

Czy Pani zdaniem współczesna sztuka to brak jakichkolwiek reguł i całkowita dowolność? Co ogranicza współcześnie artystę?

Jestem artystą, który nie płynie z nurtem współczesnej sztuki. Właściwie siedzę na jej brzegu i obserwuję jak płynie. Jeśli ktoś czuje się ograniczony, to jego wybór. Moja wyobraźnia jest moją niczym nieograniczoną przestrzenią.

Czy teraz przyszła pora na fotografie ślicznych obłoków przed deszczem, czy też takie fotografowanie to dla Pani nudy na pudy?

Jest taki wiersz Juliana Tuwima noszący tytuł ” Dyzio Marzyciel”, który moim zdaniem odpowie na Pani pytanie. Należy do ulubionych wierszy z mojego dzieciństwa . Jeżeli chcemy cokolwiek stworzyć, musimy nosić w swoim wnętrzu takiego Dyzia, bo gdy zachowamy w sobie ciekawość  małego dziecka, nigdy z naszych ust nie popłyną słowa: ” nudzę się”

Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas

 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki