Każdy kierowca doceni dobrą widoczność w okolicy “pasów”, i to dobrze, że w Jaworznie, przy okazji remontów ulic, poza ich zwężaniem, myśli się także o bezpieczeństwie osób poruszających się pieszo. Niemniej, gdyby zrobić to z głową, efekt mógłby być znacznie bardziej ekologiczny i… oszczędny. 

REKLAMA

Na mnogość latarń w okolicy ul. św. Wojciecha zwróciła uwagę jedna z naszych czytelniczek. Jej również dziękujemy za nadesłane zdjęcie.

W trakcie remontu na ul. św. Wojciecha pojawiło się wiele przejść dla pieszych, przy których postawiono również po dwie nowe latarnie. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że przejścia były już oświetlane przez przynajmniej jedną latarnię z działającego tam już wcześniej, ulicznego oświetlenia.

Tym sposobem co kilkadziesiąt metrów, niewielką, kilkumetrową powierzchnię przejścia, oświetlają aż trzy słupy. Do dobrej widoczności spokojnie wystarczyłyby dwa egzemplarze. Zakup, montaż latarń, a do tego więcej zużytej energii, która jak wiadomo, nie jest tania – czy było to niezbędne?

Na inny aspekt tak intensywnego doświetlania przejść po naszej publikacji zwróciła uwagę inna czytelniczka.

– Jakiś czas temu na Podłężu na al. Piłsudskiego urzędnicy “zza biurek” też postanowili zadbać o pieszych i “doświetlili” przejścia dla pieszych. Efekt jest taki, że pieszego oślepia nadmiar jarzących świateł, a kierowcy wręcz przyspieszają przed przejściem dla pieszych. Strach przechodzić przez te przejścia dla pieszych. Już nieraz zdarzały się potrącenia pieszych przez kierowców na al. Piłsudskiego na tych “doświetlonych” przejściach – pisze czytelniczka. 

A może dodatkowe latarnie znacznie bardziej przydałyby się w mniejszych, dalekich od centrum dzielnicach, gdzie przejść nie oświetla nic, poza może romantycznym, ale niezbyt bezpiecznym, światłem księżyca?

 

 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

2 KOMENTARZE