Nieudana majówka Zgody Byczyny

W sobotę, w długi majowy weekend Zgoda Byczyna podjęła na własnym boisku drużynę z Klubu Błękitni Sarnów. Kibice jaworznickiej drużyny z całą pewnością nie będą mile wspominać tego meczu, całej majówki, jak i ostatnich kolejek z udziałem Zgody.

REKLAMA

Faktem jest, że podopieczni Jacka Skopowskiego w rundzie wiosennej, albo wygrywają wysoko, albo przegrywają sporym stosunkiem bramek. Niestety dla klubu i kibiców ostatnie mecze nie przyniosły żadnych punktów. Na razie nic nie wskazuje na to, że sytuacja mogłaby się zmienić. Niepokoi też to, że w sobotnim spotkaniu na ławce rezerwowych zasiadło tylko dwóch piłkarzy. Drużyna w każdym meczu gra w innym składzie, a efekty niestety widać podczas rozgrywek.

W pierwszej połowie gra obu drużyn była nieco ospała. Niezdecydowane ataki zazwyczaj kończyły się w okolicach dwudziestego metra. Taką trochę kopaninę zaserwowały obie drużyny początkiem meczu. Nieliczne sytuacje po stałych fragmentach lub sytuację z gry kończyły się interwencjami obrony lub samych bramkarzy. Piłkę uderzoną przez piłkarza „Błękitnych”, która leciała w światło bramki, Kuciel wybił za linię końcową boiska, tym samym nie dał powodu do radości kibicom drużyny przyjezdnych. Po wznowieniu gry, po faulu na Łukaszu Przebindowskim, piłkę w środku pola karnego wypiąstkował bramkarz z Sarnowa. Okazję na zdobycie pierwszego gola dla Zgody miał również Kalinowski, ale będąc już w polu karnym, zamiast oddać strzał, podał w środek nieskutecznie. Pod koniec połowy gra nabrała tempa, a gospodarze coraz śmielej poczynali sobie na boisku. Łukasz Przebindowski, po tym, jak otrzymał piłkę w środku pola, dobiegł niemal pod sam słupek bramki przeciwnej. Jego strzał z ostrego kąta wybronił golkiper przyjezdnych, a piłka wylądowała na rożnym. Kiedy wydawało się, że już nic nie może się zmienić do końca pierwszej połowy, sędzia podyktował rzut wolny w obrębie pola karnego. Byczynianie wykorzystali swoją szansę. Piłkę dośrodkowaną na piąty metr, strącił głową Szalek i zaserwował drużynie przeciwnej bramkę do szatni.

Druga połowa to już prawie jak koszmar. Non stop zawodnicy z Byczyny leżeli na boisku, non stop padały bramki. Mecz stał się bardziej widowiskowy, tylko niestety kosztem strat drużyny z Jaworzna. Już w 48. min karygodny błąd popełnił bramkarza gospodarzy. Gdy na pozycję strzelecką wyszedł napastnik przyjezdnych, a piłka mu na moment odskoczyła od nogi, bramkarz z niewyjaśnionych powodów podskoczył, a piłka poturlała się pod jego nogami. Takiej sytuacji nie można nie wykorzystać. Na pustą bramkę strzelił Michał Lis, tym samym szybko po przerwie wyrównał wynik. To nie jedyna wpadka bramkarza Konrada Kawali. Kiedy pod jego nogi dostała się piłka podana od kolegi z drużyny, miał sporo czasu, by pomyśleć i podać ją do boku lub po prostu wybić na aut. Wybrał najgorzej jak mógł i posłał piłkę do przodu, a ta odbiła się od głowy Lisa i wylądowała ponownie w siatce bramki. Błękitna ekipa nie zwalniała tempa i już chwilę później mogła cieszyć się kolejną bramką. Piłkę, dośrodkowaną z prawej strony, wpakował do bramki zawodnik, który zasilił drużynę w drugiej połowie – Damian Czura.

Do groźnego zdarzenia doszło w okolicach bramki gospodarzy. Damian Przebindowski ratował kolejną niekorzystną sytuację. Podczas interwencji coś poszło nie tak i doznał groźnie wyglądającej kontuzji. Zarówno sędziowie, jak i piłkarze natychmiast zażądali pomocy medycznej. Na miejsce natychmiast została wezwana karetka pogotowia ratunkowego. W tej sytuacji główny sędzia spotkania zatrzymał stoper, by po interwencji służb medycznych uruchomić go ponownie. Niepokojące jest to, że po ok. pół godzinie, kolejny raz w słuchawce telefonu można było usłyszeć, że karetka pogotowia jest w drodze. Służby ratownicze zjawiły się na miejscu dopiero po ok. 40 min. Tylko kilka kilometrów dzieliło karetkę od miejsca przykrego zdarzenia. Tylko kilka kilometrów, a dla cierpiącego  zawodnika to cała wieczność.

Po przykrej sytuacji sędzia spotkania ustalił 10 min do końca meczu, następnie doliczył kolejne 5 min. Właśnie w doliczonym czasie gospodarze stracili kolejną bramkę. Wiśniewski, będąc w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem, posłał piłkę z ostrego kąta między słupki i ustalił wynik spotkania na 1:4.

Zgoda Byczyna – KB Sarnów 1:4 (1:0)
Mariusz Szalek 45′ (1:0), Michał Lis 48′ (1:1), Michał Lis 66′ (1:2), Damian Czura 73′ (1:3), Przemysław Wiśniewski 90’+ (1:4)

Zgoda Byczyna: Kawala (G), Kuciel, Zięba, Wacławek, D. Przebindowsk – Piecka (81′), Boś (C), Rudnicki, Zieliński, Ł. Przebindowski, Szalek – Ostachowski (73′), Kalinowski 
Błękitni Sarnów:
Ćwik (G), Szkatulski, Jędrusik (C), Górniak, Cielniaszek, Wiśniewski, Gorgoń, Bogacki, Keller, Kowalczyk – Czura (46′), Lis – Ciesielski (86′)

żółte karki: Wiśniewski, Jędrusik, Keller, Cielniaszek

sędziował: Adrian Kania

jargal

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki