Po całonocnej modlitwie, Jezus zszedł z Góry Oliwnej i pojawił się w świątyni, przygotowany do tego, co przyniesie nowy dzień. Zaczęło się ostro, i to bardzo, albowiem grupa mężczyzn przyprowadziła kobietę, którą co dopiero schwytano na grzechu cudzołóstwa.

REKLAMA

Żaden z nich nie myślał o jej grzechu i konieczności nawrócenia, lecz potraktowano ją instrumentalnie, aby po pierwsze, ponosząc karę, stała się przestrogą dla innych kobiet. Po drugie i to był zapewne główny powód, posłużono się nią, aby skutecznie uderzyć w Chrystusa.

Zapytano Go: „W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?”

Po ludzku sytuacja dla Jezusa była bez wyjścia: gdyby powiedział – skoro tak mówi Prawo, to ją ukamienujcie, zapytaliby – Mistrzu, a gdzie Twoje miłosierdzie? Gdyby powiedział – to co zrobiła, jest złe, ale trzeba jej przebaczyć i uwolnić, zapytaliby wtedy – a gdzie Twoje poszanowanie Prawa?

Tymczasem Jezus uruchomił trzecie wyjście.

Po pierwsze rozbroił tłum jego własną bronią, czyli Prawem Mojżeszowym. Na początek zrobił coś, czego się nie spodziewali, pochylił się i palcem pisał po ziemi. Św. Augustyn zauważył, że gest Jezusa Chrystusa, wskazuje Boskiego Prawodawcę. Bóg wypisał przykazania swoim palcem na tablicach przymierza, które otrzymał Mojżesz (por. Tractatus in Joannis Evyngelium,33,5). Jest to bardzo mocne skojarzenie. A kiedy wzmogła się ich ciekawość, rzekł: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. Odwołał się do Prawa, które nakazywało zeznającym w procesie świadkom, czynny udział w egzekucji. Po tych słowach Jezus ponownie się pochylił i pisał. Co pisał? Tego nie wiemy, jednak dla poszczególnych uczestników wydarzenia były to jasne znaki które, począwszy od najstarszego, przypominały im własny grzech, zapewne z tej właśnie dziedziny. I tak każdy z panów wziął swój własny grzech na plecy i poszedł do domu.

Jezus został sam z kobieta. Nie uciekła, poczuła się przy Nim bezpieczna. On rzekł do niej: „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam”. To On bierze jej grzech i idzie z nim na krzyż. Tylko On prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek jest w możności spłacić Ojcu Prawodawcy, zapłatę za grzech i z problemu odejścia człowieka od Boga, uczynić szansę powrotu do Niego. Dlatego też zaraz dodaje: „- Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.

Ta ewangeliczna scena, obecna w liturgii Piątej Niedzieli Wielkiego Postu, przypomina nam istotę Sakramentu Pokuty. Mam szansę, aby nazwać swój grzech i oddać go Chrystusowi. On go przyjmie, mnie nie potępi. Z moim grzechem pójdzie na krzyż, a mnie powie: „- Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. To ostatnie sformułowanie jest twarde i nie zakłada pobłażliwości i półśrodków.

Mam więc wybór: idę z grzechem do domu albo do Niego?

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA - Zewnętrzne linki