Pracował w Nadwiślańskiej Spółce Węglowej, w Stacji Ratownictwa Górniczego w Jaworznie, w urzędzie miejskim, a w latach 1991 – 1998 powierzono mu stanowisko przewodniczącego Rady Miejskiej w Jaworznie. Działał w parafii Miłosierdzia Bożego na Borach, a wcześniej w kolegiacie św. Wojciecha i Katarzyny. Długoletni pielgrzym Jaworznickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

REKLAMA

Przez lata działał w Ochotniczej Straży Pożarnej, był prezesem Zarządu Powiatowego OSP w Jaworznie, członkiem Zarządu Wojewódzkiego Związku OSP w Katowicach. Był członkiem i prezesem Stowarzyszenia Katolickiego Przyjaźń Jaworznicka.

Był społecznikiem. Działał i pracował na rzecz mieszkańców naszego miasta. Zapamiętaliśmy i wspominać będziemy Go, jako człowieka zawsze uśmiechniętego, z dużym dystansem do siebie, żartobliwego i pełnego ufności do ludzi.

 


 

Żegnały go tłumy

W ostatniej drodze śp. Edwarda Barana żegnała Go rodzina, przyjaciele, znajomi, koleżanki, koledzy, radni, przedstawiciele Urzędu Miejskiego, Przyjaźni Jaworznickiej, strażacy i mieszkańcy całego miasta.

W kościele Miłosierdzia Bożego na Borach we wtorek 5 marca o godzinie 13.00. odprawiono koncelebrowaną Mszę święta żałobną. Wspomnienie o śp. Edwardzie wygłosił ks. Lucjan Bielas.

Edward Baran spoczął na cmentarzu komunalnym na Wilkoszynie.

 


Wspomnienie o Edwardzie Baranie

Krótka historia jaworznickiej przyjaźni

20 stycznia zadzwonił do mnie, Pan Edward Baran. Zwykle dzwonił w istotnych sprawach. Ta była wyjątkowo ważna i konkretna. Poprosił o modlitwę, jako że następnego dnia miał udać się do szpitala. W planie była operacja serca, bajpasy. Sprawa poważna, ale przy dzisiejszym sanie medycyny, do przeżycia. Mimo to ten telefon był dla mnie wyjątkowy. W tonie głosu wyczułem, że było to pożegnanie, pożegnanie nie tyle dobrego znajomego, ile przyjaciela. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna – odprawię w Pana intencji Mszę św.

W czwartek 28 lutego Pan Edward wpatrzony w zegar i krzyż odszedł do Domu Ojca Niebieskiego, do mieszkania przygotowanego dla niego przez Zmartwychwstałego, gdzie nie ma czasu i cierpienia, a jest to, czego każdy człowiek najbardziej pragnie i to w nieskończonym wymiarze – Miłość.

Piszę – Pan Edward – ponieważ należy on do grupy moich przyjaciół, z którymi relacja jest, przez wydawać by się mogło, oficjalną formę: pan, pani, ksiądz. W tym gronie właśnie ta forma zwracania się siebie nie jest wyrazem dystansu i obawy, lecz szacunku, na którym budujemy nasze wzajemne relacje.

Czas między śmiercią człowieka a pogrzebem jest szczególnie ważny dla najbliższych. To nie tylko kwestie organizacyjne, ale przede wszystkim modlitwa, która jest niezmiernie ważna w ożywianiu wiary, tak bardzo potrzebnej wtedy, gdy miłość płacze. Jest to też czas intensywnych wspomnień stawiania wielu pytań i tworzenia nowego obrazu człowieka i budowania nowej z nim relacji. To wszystko kręci się bowiem wokół pytania: kim był? Odpowiadając na nie, jednocześnie odpowiadamy na pytanie: kim jest dla nas teraz? Przecież życie nasze zmienia się, ale się nie kończy, a miłość nie umiera.

Kiedy myślę dziś, w tym tak ważnym czasie, o Panu Edwardzie, to staje przede mną człowiek odważny, odpowiedzialny i pokorny.

Odważny, bo trzeba mieć odwagę, by pracować w ratownictwie górniczym, trzeba być odważnym w straży pożarnej, trzeba było mieć odwagę, by podejmować trudne wyzwania w życiu społecznym i samorządowym miasta w czasach trudnych przemian. Trzeba było mieć odwagę, by z całym przekonaniem, bronić krzyża Chrystusowego w naszej przestrzeni publicznej, nie traktując go jako oręża w walce politycznej. Miał odwagę i wyjątkową umiejętność mówienia bliźnim prawdy, darząc wszystkich szacunkiem i korzystając ze specyficznego, jaworznickiego poczucia humoru.

Był odpowiedzialny, przede wszystkim za swoją ukochaną żonę Krystynę, za swoje dzieci dając im miłość, wierność i poczucie bezpieczeństwa. Płynęło ono przede wszystkim z jego szczerej relacji z Panem Bogiem. Od dziecka związany z Kościołem – ministrant, lektor, kantor, chórzysta, pielgrzym, a wreszcie przez ostatnie lata kościelny w swojej parafii Miłosierdzia Bożego na Borach. Potrafił znakomicie łączyć przestrzeń kościelną, domową i życia publicznego. Było to możliwe, bo Boga miał w sercu na pierwszym miejscu, a wtedy wszystko pozostałe było na właściwym.

Pokorny, bo był sobą i nie grał urojonego bohatera, nie akcentował swoich zasług, nie tworzył wokół siebie mitologii. Nie poniżał innych. A przede wszystkim przebaczał urazy, choć nieraz go to wiele kosztowało. W tym byciu sobą przechował jaworznicki styl myślenia, mówienia i jak już zaznaczyłem – humoru.

Uwielbiałem rozmowy z Panem Edkiem, wspomnienia i wymianę myśli. Byliśmy w końcu z tej samej jaworznickiej gliny, formowani przez tych samych garncarzy szczególnie w przestrzeni Kościoła. Okazji do rozmów mieliśmy sporo. Przez ostatnie 11 lat Pan Edward woził mnie samochodem do Bielska, gdzie w Katedrze św. Mikołaja prowadzę katechezy dla dorosłych. Był niezmiernie pilnym słuchaczem. W drodze powrotnej często słyszałem stwierdzenie, że znów czegoś nowego się dowiedział. Często dawał znakomity komentarz wypływający z bogatego życiowego doświadczenia.

Dziś w tej czasowej przestrzeni między śmiercią a pogrzebem to ja dowiaduję się, kim tak naprawdę był mój przyjaciel, Pan Edward Baran.

Czy nasza relacja jest skończona? Czy sprowadzi się jedynie do pamięci i lekcji życia?

Kiedy ostatni raz Pan Edward odwoził mnie do domu na Działkową, jak zwykle przy pożegnaniu powiedział: „jakby coś ksiądz potrzebował, to proszę dać znać”. Chrystus zmartwychwstał i wiem, że dalej mogę na niego liczyć.

Ks. Lucjan Bielas


 

Wyrazy współczucia dla najbliższych. Miałem przyjemność spotkać Edwarda na swojej drodze. Wspaniały człowiek. Dobry, życzliwy, ciepły, uśmiechnięty, pełen poczucia humoru człowiek, ale równocześnie odpowiedzialny, pracowity zawsze chętny do niesienia pomocy potrzebującym strażak. „Dobrze Mu było w mundurze strażaka” – takiego go zapamiętałem i takiego będę wspominał. Pewnie potrzebny był już tam w niebie Panu Bogu nasz przyjaciel. Spoczywaj w pokoju druhu Edwardzie!

Andrzej Filipczak

 


 

Żonie, rodzinie i bliskim

śp. Edwarda Barana

składamy

wyraz szczerszego współczucia

Mirosława i Józef Matysikowie

 

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki