Rozmowa z Barbarą Sikorą nie tylko o bibliotece

Barbara Sikora – absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, Wydziału Filologicznego w zakresie bibliotekoznawstwa i informacji naukowej, podyplomowych studiów w zakresie bibliotekoznawstwa nowoczesnego na Uniwersytecie Jagiellońskim, Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1983 r. zawodowo związała się z Miejska Biblioteką Publiczną w Jaworznie. Filią dla niewidomych kierowała przez 18 lat. Radna rady miejskiej.

REKLAMA

Ela Bigas: Pozwolę sobie zdradzić pewną tajemnicę – otóż od stycznia jest Pani szczęśliwą emerytką.

Barbara Sikora: To już nie tajemnica. Kiedy powiedziałam czytelnikom, że od 4 stycznia jestem na emeryturze, to spotkałam się z akceptacją. Usłyszałam: „Świetnie będzie pani miała więcej dla nas czasu. Bo przy wypożyczaniu książek, nie da się dłużej porozmawiać o sprawach związanych z kulturą Jaworzna, z jego historią”. I teraz spotkamy się. Cenię sobie ciągły kontakt z moimi czytelnikami. Dużo się od nich uczę właśnie o starym Jaworznie, o jego mieszkańcach. Przynoszą fotografię, opowiadają. To co najpiękniejsze w bibliotecznym zawodzie: czytelnicy i książki ocalało. Jeszcze nie odczułam, że na emeryturze ma się więcej czasu. Właśnie zajęłam się pisaniem o mojej dawnej bibliotece, ci co pamiętają chętnie dzielą się wiedzą.

Pracę w jaworznickiej bibliotece rozpoczęła Pani przed 35 laty, w wieku XX. Zakończyła ją Pani w wieku XXI. Co w tym czasie w bibliotece się zmieniło?

Prawie wszystko, kiedy 2017 roku wybrałam się na podyplomowe studia pedagogiczne, przekonałam się, że nowe technologie zawojowały naukę, że inne są oczekiwania młodych użytkowników. Wiele trudu włożyłam w ukończenie tych nowoczesnych studiów. Wiek XXI przyniósł cyfrową kulturę książki. Ogromny jest postęp w możliwościach informacyjnych, wydawniczych, w szeroko rozumianej promocji książki. Zgodnie z potrzebami nieco osłabły funkcje biblioteki z edukacyjnej i informacyjnej na korzyść funkcji kulturalno-rekreacyjnej. Biblioteka to nie tylko, jak dawniej oświata, książka i prasa, ale także rozrywka. Nawet ten, co książek w bibliotece nie wypożycza wie, że przemyślana oferta tej instytucji i jemu potrafi zagospodarować ciekawie wolny czas. Rozbudzić w nim aktywność, osadzając jego prywatne święta i zainteresowania w bibliotecznej sali. Biblioteka, to ma być tzw. „trzecie miejsce”. Gościnna przestrzeń. Nie ma ograniczeń dla czytelnika. Dla mnie jest oczywiste, że wolny dostęp do półek jest możliwy w każdej placówce bibliotecznej.

Czy w epoce e-booków i audiobooków książka papierowa przetrwa? I czy te cuda techniki równie dobrze jak książka papierowa poszerzają granice wyobraźni?

To nie nowość, że kolejne technologiczne osiągnięcia rodzą strach przed uśmierceniem tradycyjnej książki. Bahdaj – pisarz mojego dzieciństwa – mówił: „powieść dla młodzieży zginęła śmiercią naturalną w momencie, kiedy rozpowszechniła się telewizja”. Ta śmiertelna diagnoza nie sprawdziła się. Z czasem zmienił się stosunek do książki czarno-drukowej. Spowszechniała. Pięknie ilustrowana publikacja pt. „Wysypisko książek” mnie szokuje tytułem, a dla sześciolatka jest oczywiste, że wysypisko jest także miejscem dla książek.
Dzisiaj do dzieci i młodzieży fantastycznie przemawia elektroniczna książka: przeróżne animacje, efekty dźwiękowe, aplikacje multimedialne. Zachwycone dzieci zapominają o rzeczywistych wartościach. Książka tradycyjna rozbudza wyobraźnię, uczy koncentracji, otwartości w bezpośrednich kontaktach, buduje więź międzyludzką i budzi pozytywne emocje. W tym jej siła. A nowe technologie to dla dzisiejszego pokolenia zastana rzeczywistość. Ma ono inne oczekiwania wobec biblioteki. U nich nawyk do książki czarnodrukowej trzeba wykształcić, jak najwcześniej włożyć im książkę do rąk. Zagwarantować trwanie w symbiozie: książki tradycyjnej i cyfrowej. I tu jest ogromne wyzwanie dla bibliotekarzy. Zniwelowaniu zagrożenia – jakie niesie z sobą brak kontaktu z drukowaną książka – służą ogólnopolskie akcje promujące książkę i czytelnictwo.

Zauważyłam, że wyróżnia się szczególnie w tej działalności biblioteka w Piekarach Śląskich. 
Co ostatnio dla Pani stało się największą atrakcją rynku wydawniczego?

Wyspiański. Teraz, w styczniu obchodziliśmy w Krakowie 150. rocznicę jego urodzin. Muzeum Narodowe ofiarowało nam kolejny przepiękny album. A w nim publikacje artysty, które sam do druku przygotowywał i oczywiście ilustrował. Zachwycają formatem, motywami, kompozycją, krojem czcionki, kolorami. Dla mnie, bibliotekarki, to album szczególny przez to, że jest on także katalogiem zachowanego księgozbioru artysty. Nie jest to katalog kompletny, liczy zaledwie 429 pozycji, gdyż wiele książek zostało rozproszonych. Całymi latami księgozbiór Stanisława Wyspiańskiego czekał na opracowanie. Bardzo go byłam ciekawa.

Mario Vargas Llosa napisał kiedyś, że „Życie jest źle wymyślone. Literatura może to naprawić”. Czy to oby nie opinia na wyrost?

Noblista uważa, że literatura to coś najlepszego, co wymyślono dla obrony przed złym losem. Nie jest jednak literatura lekiem skutecznym dla każdego. Najważniejsze, że jest. I daje pewność, że nigdy nie zawiedzie, nie zdradzi, nie opuści. „Pociecho moja ty książeczko” – napisał Wyspiański. A zatem literatura w jakimś stopniu naprawia źle wymyślony świat.

Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki