Dosłownie kilkunastu sekund zabrakło w niedzielę Szczakowiance do pokonania rezerw grającego w Ekstraklasie Zagłębia Sosnowiec. Chwila nieuwagi w doliczonym czasie gry sprawiła, że oba zespoły musiały podzielić się punktami.

REKLAMA

Wyjazdowe starcie z rezerwami Zagłębia wśród Biało-Czerwonych mogło budzić nieco obaw. Zagłębiacy w tym sezonie przed własną publicznością jak na razie radzą sobie świetnie i jeszcze ani razu nie przegrali. Na dodatek trener Bereta w niedzielę musiał postawić na bardzo rezerwowy skład, kilku kluczowych graczy wypadło bowiem z powodu kontuzji. Drwale w Sosnowcu zagrali praktycznie gołą jedenastką, a na murawie zabrakło Adama Janeczki, Adriana Łuszcza, Michała Zycha czy Roberta Nowaka, którzy zwykle są podstawowymi graczami. Mimo to ambitni jaworznianie liczyli, że powalczą o komplet punktów i w sumie byli o krok od realizacji swojego celu.

Gapiostwo w końcówce

Fatalna deszczowa aura na szczęście nie utrudniła jakoś szczególnie mocno życia piłkarzom. Boczne boisko Stadionu Ludowego ze sztuczną murawą okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem jak na takie warunki. Sam mecz rozgrywany był w całkiem dobrym tempie, chociaż brakowało w nim nieco spięć pod obiema bramkami. Sporo walki w środku pola i niezbyt udane próby rozmontowania linii defensywnych – tak przez długie minuty wyglądała pierwsza połowa. Właściwie dopiero po półgodzinie gry gospodarze nieco postraszyli Biało-Czerwonych. Po szybkiej kontrze Tomasz Pietrzak wymienił piłkę z Patrykiem Durnasiem, ale będąc na dobrej pozycji, uderzył tuż obok słupka. To nieco przebudziło Szczakowiankę, która szczególnie po rzutach wolnych starała się zaskoczyć bramkarza. W 37. minucie Michał Biskup dośrodkował w pole karne, Bartosz Rutkowski przyblokował golkipera, a piłka trafiła pod nogi Tomasza Dworaka, ale jego strzał w ostatniej chwili zablokował jeden z obrońców. Parę chwil później swoją szansę miał Michał Wojciechowski, ale głową posłał piłkę obok słupka.

Po przerwie Szczakowianka nieco odważniej zaatakowała i szybko mogła osiągnąć cel. Już w 47. minucie na bramkę uderzał Bartosz Rutkowski. Adrian Czaplak sparował piłkę wprost pod nogi Dawida Frąckowiaka, ale ten z bliska tylko ostemplował poprzeczkę. Długimi momentami zadawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem. Gospodarze właściwie tylko po rzutach wolnych stwarzali nieco zagrożenia, ale mieli mocno rozregulowane celowniki. Szczakowianka także szukała swojej szansy w stałych fragmentach gry, a najlepiej wychodziły jej rzuty rożne. Po jednym z kornerów Jaworzniccy Drwale objęli prowadzenie. Michał Biskup dośrodkował z narożnika w pole karne, piłka trafiła do Bartosza Rutkowskiego, który w takich sytuacjach nie zwykł pudłować. Prowadzenie podbudowało jaworznian i zdawało się, że już na dobre przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ambitni gracze Zagłębia próbowali odrabiać straty, ale mieli spore problemy z przedarciem się przez jaworznicką defensywę. Niestety dla Biało-Czerwonych już w ostatniej minucie doliczonego czasu gry miejscowi dopięli swego. Chwila dekoncentracji defensorów sprawiła, że po zagraniu od Konrada Kumora, 18-letni Jan Polak wpakował piłkę do siatki, dając swojej ekipie punkt. Jaworznianie takiego obrotu wydarzeń chyba się nie spodziewali, w tym sezonie to zwykle oni byli bowiem bezlitośni w końcówkach. Na zdobycie kolejnego gola nie było już czasu, sędzia bowiem odgwizdał koniec spotkania, a podział punktów stał się tym samym faktem.

Silesia na pożegnanie

Na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej sytuacja w tabeli Zina Ligi Okręgowej wciąż jest mocno skomplikowana. Na czele znajduje się silna ekipa Górnika Wojkowice, która o trzy punkty wyprzedza sensacyjnego wicelidera – Orła Miedary oraz o cztery Szczakowiankę. Tuż za plecami Biało-Czerwonych czai się jeszcze Siemianowiczanka oraz Drama Zbrosławice. Końcówka piłkarskiej jesieni zapowiada się bardzo ciekawie, dojdzie bowiem jeszcze do kilku starć na szczycie. Już w najbliższej kolejce Siemianowiczanka zmierzy się z Górnikiem, a Drama podejmować będzie Orła. Teoretycznie wśród zespołów czołówki najłatwiejszy terminarz ma Szczakowianka, która mierzyć się będzie jeszcze tylko z Silesią Miechowice i SKS-em Łagisza. Konia z rzędem temu jednak, kto trafnie przewidzi kolejność pierwszej ligowej piątki po całej rundzie.

Jaworznianie w niedzielę po raz ostatni zaprezentują się własnym kibicom. Przy Krakowskiej Biało-Czerwoni podejmować będą dość nieobliczalną ekipę Silesii Miechowice. Silesia zajmuje 10. miejsce w ligowej tabeli i ma na swoim koncie 14 punktów, cały czas potrzebuje więc kolejnych zdobyczy, by wiosną nie martwić się o utrzymanie. Ekipa z Miechowic potrafi zaskoczyć – w tym sezonie zdołała już urwać punkty Górnikowi Wojkowice i Dramie Zbrosławice remisując oba mecze 2:2. Z drugiej strony Silesia potraciła punkty z ligowymi słabeuszami i uległa Górnikowi Bobrowniki czy ostatnio SKS-owi Łagisza. W Jaworznie zdecydowanym faworytem będzie oczywiście Szczakowianka, która będzie chciała pożegnać się z kibicami wygraną. Trzeba jednak nastawić się na niełatwe starcie, gości stać bowiem na niespodziankę. Początek meczu na Stadionie Miejskim w niedzielę o godzinie 11:00

Zagłębie II Sosnowiec – Szczakowianka Jaworzno 1:1 (0:0)

(Polak 90+3 – Rutkowski 77)

Zagłębie II: Czaplak – Koniusz, Radkowski, Hałatek, Janicki (80. Kłosek) – Durnaś (65. Łoziński), Polak, Pietrzak, Syguła, Kumor – Widurski (81. Brzozowski). Trener: Mariusz Strojczyk

Szczakowianka: Kołodziej – Wojciechowski, Rutkowski, Seiler, Terbalyan – Dworak, Biskup, Bereta, Kamiński – Molenda – Frąckowiak. Trener: Łukasz Bereta

Sędziował: Mateusz Patla (Jastrzębie-Zdrój)

Żółte kartki: Koniusz – Kamiński, Dworak, Bereta, Frąckowiak

Widzów: 20

DK

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki