Wyjazdowe mecze nie do końca leżą drużynie z Jaworzna. Dzisiaj Victoria kolejny raz przekonała się, że droga na szczyt tabeli ligi okręgowej grupy: Wadowice nie będzie łatwa.

REKLAMA

W wyjazdowym meczu jaworznianie starli się z Brzeziną Osiek. Gospodarze znani doskonale jaworznickiej drużynie, bowiem w zeszłym sezonie rozegrali z nimi dwa mecze ligowe. Ubiegłoroczne jesienne wyjazdowe starcie, po dobrej grze Victoria zremisowała bezbramkowo z Brzeziną. Można by powiedzieć, że historia lubi się powtarzać, gdyż dzisiejszy mecz również zakończył się bezbramkowym remisem. Jedyną różnicą między tymi dwoma meczami była postawa zawodników z Jaworzna. Dzisiaj tylko w pierwszych częściach obydwu połów stanowili zagrożenie dla gości. W 6 min. spotkania po dośrodkowaniu, bramkarz gospodarzy miał niemałe problemy z wyłapaniem piłki, na miejscu jednak była obrona, która zażegnała niebezpieczeństwo, wybijając piłkę poza końcową linię boiska. Kiedy w 15 min. piłkę otrzymał Mariusz Suwaj, znalazł się on w niezłej sytuacji. Niestety strzał z dystansu okazał się niecelny, a piłka przeleciała tuż obok słupka. Mniej więcej 20 minut drużyna Victorii jak równy z równym rywalizowała na boisku. Po tym czasie coś jakby pękło. Zawodnicy przegrywali piłki w środku pola, często tracili je po własnym błędzie. Akcje stały się bardziej chaotyczne, a i niezrozumienie wśród zawodników stawało się bardziej widoczne. Już w 22 min. jaworznianie mogli stracić bramkę. Wtedy to po rzucie rożnym ze szybką kontrą ruszyli gospodarze. Atak na moment zatrzymała obrona, ale niefortunnie piłka padła pod nogi napastnika i tylko centymetry dzieliły od szczęścia gospodarzy. W 26 min. Dawid Madeja wyszedł naprzeciw napastnika gospodarzy. Ten jednak sprytnie ominął bramkarza i strzelił- na szczęście piłka obiła tylko słupek. Madeja jeszcze kilkakrotnie musiał interweniować w tej połowie, szczęśliwie nie tracąc żadnego gola.

Na początku drugiej połowy jaworznianie śmiało przystąpili do ataku. Piotr Sierczyński miał niezłą okazję na zdobycie bramki, ale tylko on wie, czy zamierzał strzelać, czy dośrodkować. Po akcji piłka zakończyła swój lot w rękach golkipera gości. W 53 min. po faulu na Sierczyńskim na wysokości pola karnego, jaworznianie mieli kolejną okazję na strzelenie bramki, ale i tym razem na drodze do szczęścia stanęła obrona. W 60 min. w polu karnym Victorii znowu zrobiło się niebezpiecznie. Piłkę wrzuconą w pole karne uratował obrońca, który po wybiciu niefortunnie uderzył piłką w twarz napastnika. Przypadkowa piłka mogła niekontrolowanie znaleźć się w siatce bramki. Madeja zabłysnął kilkoma sytuacjami. Wybronił piłkę w sytuacji sam na sam, popisał się piękną paradą bramkarską- kiedy to piłka zmierzała pod poprzeczkę. W 70 min. obrońca wybił piłkę na wprost po ziemi, wprost pod nogi napastnika. Ten posłał piłkę kozłem w światło bramki. Madeja po raz kolejny uratował sytuację i choć piłka po interwencji bramkarza uderzyła jeszcze w poprzeczkę, to gola nie było. Jaworznianie nie mieli wielu sytuacji do końca meczu. Po zagraniu ręką na około 30 metrów przed bramką gospodarzy jaworznianie obijają mur, następnie oddają lekki strzał wprost w ręce broniącego. Wprowadzony w przerwie Łukasz Gajda znalazł się blisko pola karnego, ale w ostatniej chwili obrona pozbawiła go przyjemności oddania strzału na bramkę. Gajda jeszcze w końcówce spotkania uderzył, ale niestety niecelnie. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. Z prawej strony pola karnego piłka z impetem podążała w kierunku bramki, ale i tym razem wykazał się Madeja. Śmiało można powiedzieć, że to bramkarz ,,Vici” uratował wynik spotkania.

Victoria 1918 Jaworzno – Brzezina Osiek 0:0

JG

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki