Wybrałam się w piękny lipcowy dzień na piknik do Długoszyna. Słonecznie. Dorośli, dzieci, zabawa, muzyka. Radość z pięknego dnia. Grzegorz Piętak, radny prowadził turnieje sportowe, najlepszych nagradzał poseł Paweł Bańkowski. Uśmiechnięty jak zawsze przyjazny ludziom.

I nagle budzi się we mnie wspomnienie. Długoszyn, to przecież Tadeusz Dziekoński, tu ożenił się w 1946 roku. Po wojennych przeżyciach, ukraińskiej rzezi, w której stracił swoich najbliższych, jugosłowiańskiej partyzantce — zaczynał nowe życie. Początkowo mieszkał w Jeleniej Górze, w wyniku ubeckich szykan schronił się do Jaworzna. I tu został. Munduru na zawsze nie zdjął.Kapitan Tadeusz Dziekoński był wieloletnim przewodniczącym jaworznickiego koła kombatantów. Na sesji Rady Miejskiej, 29 stycznia 2015 roku uhonorował radnego Pawła Bańkowskiego odznaczeniem za Zasługi dla Związku Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej. Widać Paweł Bańkowski przysłużył się dobrej sprawie. Tak myślę na długoszyńskim pikniku.

Wracają do mnie tragiczne sceny z opowiadań Tadeusza Dziekońskiego. Znowu. W kolejną rocznicę rzezi wołyńskiej.
Lipiec 1943 rok. Wieś Czudnica niedaleko Równego. Duże gospodarstwo, młyn, kuźnia. Żniwa i coraz głośniej o mordowaniu Polaków przez UPA. „We wsi Woskodawy koło Czudnicy mieszkała polska rodzina Bolesława Słowińskiego, jego żonę zamordowano siekierami, a dzieci od 1 do 12 lat (sześcioro) nabijano na widły i kładziono, przy straszliwym krzyku, na furmankę. Wieziono rannych za wieś Korościatyn i spalono w drewnianej szopie”. Takich przerażających relacji na co dzień słuchał młodziutki Tadeusz.

Dziekońscy jednak nie opuszczają swojego domu, choć w nim nie nocują. Późnym popołudniem w lipcowy dzień zostają zamordowani. Z dziewięcioosobowej rodziny gospodarującej na kilkudziesięciu hektarach ocalał: Tadeusz, (pasł krowy), jego siostra Halina (była w sąsiedztwie) i dziadek, który ukrył się w piecu chlebowym. Zbrodnie widział.

Po latach Tadeusz Dziekoński tak wspominał: Zbliżałem się do zabudowań gospodarza Ryżuka i w tym momencie usłyszałem strzał, a po chwili drugi. Skierowałem oczy w kierunku naszych zabudowań, niewidocznych, bo zasłoniętych drzewami. Cienka smuga dymu wzbijała się w niebo. Pan Ryżuk wybiegł z obory – „chłopcze zostaw bydło i uciekaj czym prędzej, bo zabijają!”. Rzuciłem się przez ogrody w kierunku rzeki Horyń. Przez noc przesiedziałem w zaroślach, z chwilą wyjścia słonka, zniknęła łuna dopalającego się domu. Zginęli: matka Stefania Dziekońska lat 35. Ojciec Stanisław lat 43. Brat Stefan lat 17. Siostra Adela lat 10. Babka Jadwiga lat 69. Jej syn Józef lat 14.

Pochował ich w ogrodzie pod jabłonią blisko spalonego domu. W roku 1943 miał 16 lat. Dziadka Edwarda zbrodniarze zabili w 1948. Zdążył opowiedzieć wnukowi, co wydarzyło się w tragiczne lipcowe popołudnie.

Tadeusz Dziekoński, kiedy tylko pojawiła się możliwość pojechał do Czudnicy: „rodzinny grób odwiedziłem w 1956 roku i spotkałem się z siostrą. W 1976 postawiłem pomnik rodzinie. Leżą tam, gdzie zostali zamordowani i gdzie ich pochowałem; w ogrodzie pod drzewem, 10 m od domu nowo wybudowanego przez sąsiadkę Ukrainkę na naszej parceli”.

Ten tragicznie doświadczony wołynianin nigdy nie szukał odwetu, zemsty za krzywdy, jakie doznał od ludzi UPA. Mówił do mnie, że przebaczył, ale nie zapomni nigdy. Patrzył na okrutną historię swojego pokolenia jak na ofiarną przestrogę dla następnych pokoleń. „Zadbajcie o to, aby nigdy nie powtórzyła się taka rzeź” – apelował. Gdy Ukraińcy przyjeżdżali do Polski handlować, zapraszał ich do swojego jaworznickiego domu. Byli jego gośćmi. Starał się budować przyjazne relacje, nie siał nienawiści.

Ksiądz Adam Boniecki w najnowszej książce „Połączenie odebrane” pyta: „Czy chcemy dalej walczyć ze sobą, czy chcemy pojednania?” Pisze: „Polsko-ukraińskie relacje to nie sprawa wydawanych przez władze obu państw deklaracji, lecz dogłębne przeoranie świadomości. Nie można relatywizować tego, co się stało, ale też nie można się godzić na trwanie we wzajemnej nienawiści”.

W 1991 roku Ukraina została naszym sąsiadem, Wołyń, Galicja Wschodnia, gdzie mieszkali i gospodarzyli Polacy, jest dzisiaj krajem narodu ukraińskiego. To, za co UPA okrutnie mordowało Polaków, stało się faktem. Jest wolna Ukraina, prawie dwa razy większa od Polski. Chlubi się Stepanem Banderą. Lwowską ulicę, jego imienia, Polak — z pokolenia pana Dziekońskiego — omija z daleka. Serce mu krwawi.

Grób zamordowanej rodziny Dziekońskich był zadbany, stał w ich dawnym ogrodzie — jeszcze parę lat temu — kiedy rozmawiałam z panem Tadeuszem. Mówił mi z prawdziwym smutkiem, że pewno ten grób nie przetrwa, myślał o ekshumacji, przewiezieniu prochów najbliższych do Polski. Zmarł nagle 4 sierpnia 2015.

Czy w Czudnicy grób rodziny Dziekońskich nadal stoi w tym ogrodzie?

Jan Paweł II, 26 czerwca 2001 roku we Lwowie mówił: „Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości. Niech przebaczenie — udzielone i uzyskane — rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności”.

Jaworzno ma w tej sprawie ogromną szansę, na zrealizowanie wobec Ukraińców mądrej polityki. Potrzebnej Polsce i Ukrainie.

Barbara Sikora

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki