Wiosną jak dotychczas Stadion Miejski był dla piłkarzy Szczakowianki prawdziwą twierdzą. Dopiero w sobotę MKS Myszków znalazł sposób na pokonanie Biało-Czerwonych i przy okazji wpędził ich w duże kłopoty.

REKLAMA

Do końca sezonu w Haiz IV lidze pozostały już tylko cztery kolejki, sytuacja Szczakowianki tymczasem zaczyna się robić dramatyczna. Mimo dobrej gry wiosną jaworznianie po ostatniej porażce tracą już sześć oczek do bezpiecznej strefy i coraz poważniej w oczy zagląda im widmo ligi okręgowej.
Myszków znów lepszy
Podopieczni trenera Stawowego liczyli, że w sobotę wreszcie wydostaną się ze strefy spadkowej. Do tego potrzebowali własnej wygranej a także porażki rezerw Rakowa, które rywalizowały ze Spartą Lubliniec. Niestety żaden z tych warunków nie został spełniony. Biało-Czerwoni podobnie jak jesienią ulegli myszkowianom, a na dodatek rezerwiści Rakowa sięgnęli po komplet punktów.
Do meczu z MKS-em Szczakowianka przystąpiła w osłabionym składzie. Kontuzje od początku rundy są zmorą zespołu – ode dawna z powodu urazów pauzują Daniel Olszewski, Michał Pochopień i Tomasz Kołek, którzy wiosną mieli odgrywać ważne role w zespole. Ostatnio ze składu wypadł też Paweł Sermak a do niego dołączył jeszcze filar defensywy – Łukasz Dębski. Trener Stawowy po raz kolejny musiał więc znów szukać alternatywnego ustawienia. Jaworznianie nastawieni wyraźnie na grę z kontry od pierwszych minut skutecznie odpierali ataki rywali, przerywając je w bezpiecznej odległości od własnej bramki. Biało-Czerwoni mieli jednak problemy z przedarciem się w okolice pola karnego rywali. Dopiero w 21. minucie po raz pierwszy pokazali, że mogą być groźni. Miłosz Socha był faulowany w pobliżu pola karnego. Sam poszkodowany zdecydował się na groźną wrzutkę w pole karne, po której piłkę piąstkował były golkiper Zagłębia Sosnowiec i… Szczakowianki – Adam Bensz. Kilka minut później aktywny tego dnia Socha zdecydował się na indywidualną akcję, zbiegł z piłką z prawej strony na środek, ale uderzył obok słupka. W 35. minucie dali o sobie znać goście i od razu mogli wyjść na prowadzenie, ale po świetnej wrzutce z prawej strony jeden z myszkowian fatalnie przestrzelił. W 38. minucie Michał Biskup był faulowany na połowie gości, ale młody arbiter z Bytomia nie dostrzegł przewinienia. Ten błąd okazał się bardzo kosztowny dla Jaworznickich Drwali, MKS bowiem przeprowadził szybką akcję i po wymianie kilku podań Karol Pstuś otworzył wynik spotkania. Przy okazji był w tej sytuacji na minimalnym spalonym, co dodatkowo obciąża konto sędziowskiej trójki. Szczakowianka nie potrafiła na to odpowiedzieć i na przerwę schodziła przegrywając 0:1.
W drugiej połowie Szczakowianka chciała odmienić losy spotkania. Jako pierwszy sygnał do ataku dał Tomasz Czogała, który w swoim stylu minął obrońców i oddał soczysty strzał, po którym bramkarz wypluł piłkę przed siebie. Niestety nikt z jaworznian nie zdołał jej skutecznie dobić. W 60. minucie wprowadzony kilka chwil wcześniej na boisko Daniel Niedzielski został powalony na 18 metrze. Miłosz Socha oddał świetny strzał z rzutu wolnego, ale fantastyczną interwencją popisał się Adam Bensz. Socha miał jeszcze jedną okazję by skierować piłkę do siatki. Po zagraniu z głębi pola Daniel Niedzielski świetnie wypuścił go z piłką, ale ten znów uderzył obok słupka. Po jednym z kornerów swoich sił próbował też Artur Molenda, ale uderzył wprost w bramkarza. Przyczajeni myszkowianie zadowoleni z prowadzania tymczasem starali się pilnować wyniku i od czasu do czasu atakowali, nie stwarzali jednak większego zagrożenia. Kluczowa dla dalszych losów spotkania okazała się 76. minuta. Krzysztof Kamiński dostał świetne podanie z głębi pola, wpadł z piłką w pole karne a spóźniony o dosłownie ułamek sekundy Bensz powalił jaworznianina na murawę. Sędzia zamiast jednak wskazać na ewidentną jedenastkę nakazał dalszą grę. Goście wykorzystali chwilowe gapiostwo Biało-Czerwonych i po kolejnej szybkiej akcji Piotr Andrzejewski pokonał Kojdeckiego praktycznie zapewniając swojej ekipie wygraną.
W poszukiwaniu zwycięstw
Pierwsza domowa porażka tej wiosny okazała się bardzo kosztowna dla Szczakowianki. Tylko cztery mecze do końca rundy i aż sześć punktów straty do bezpośrednich rywali daje małe powody do jakiegokolwiek optymizmu. Oczywiście dopóki piłka w grze, wszystko się jeszcze może zdarzyć, ale Biało-Czerwoni muszą koniecznie znów zacząć wygrywać a na dodatek liczyć na to, że Górnik Piaski i rezerwy Rakowa nie będą już punktowały. Najprawdopodobniej już w najbliższej kolejce poznamy pierwszego spadkowicza. Rezerwy Piasta co prawda sensacyjnie ograły Gwarka Ornontowice 2:0, ale ich strata jest już tak duża, że praktycznie nie ma szans na ratunek. Poza tym gliwiczanie już zapowiedzieli, że po zakończeniu sezonu wycofają rezerwy z jakichkolwiek rozgrywek, tak więc nie ma to już większego żadnego znaczenia.
Szczakowiankę w najbliższej kolejce czeka wyjazdowe starcie z wyjątkowo niewygodnym rywalem. Jaworzniccy Drwale w Ornontowicach w sobotę o 17:00 zmierzą się z tamtejszym Gwarkiem. W siedmiu ostatnich meczach z tym zespołem Szczakowianka zaliczyła aż sześć porażek i tylko jeden remis. Jesienią Gwarek bez problemów wygrał w Jaworznie 3:1. Wiosną ekipa z Ornontowic radzi sobie całkiem dobrze i zgromadziła już 16 punktów. Na własnym boisku Gwarek pozostaje wiosną niepokonany – ma na swoim koncie dwa cztery zwycięstwa dwa remisy. Szczakowianka na pewno nie będzie faworytem tej rywalizacji, ale biorąc pod uwagę to, jak nieprzewidywalna jest w tym sezonie IV liga – wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Szczakowianka Jaworzno – MKS Myszków 0:2 (0:1)
(Pstuś 38, Andrzejewski 76)

Szczakowianka: Kojdecki – Dworak, Holewa, Sanok, Kędroń – Socha, Biskup (74. Kamiński), Smolik (58. Niedzielski), Molenda – Czogała – Janeczko. Trener: Szymon Stawowy

MKS: Bensz – Nowakowski, Sychowicz (46. Surdacki), Bąk, Braksator, Sołdecki (82. Jaromin), Zdanowski, Mokwiński (78. Taska), Pstuś, Andrzejewski, Bobryk (64. Stankiewicz). Trener: Piotr Trepka

Sędziował: Maciej Jankowski (Bytom)
Żółte kartki: Biskup, Wylężek, Molenda – Sychowicz, Pstuś
Widzów: 150

DK

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki