Z największym żalem żegnamy naszego kolegę Tadeusz Króla, wybitnego nauczyciela polonistę i erudytę, wieloletniego pracownika Szkoły Ponadgimnazjalnej nr 5 z ulicy Darwina. Przyjaciele, koleżanki i koledzy z pracy.

Uroczystości pogrzebowe, w których pożegnamy śp. Tadeusza Króla, odbędą się w sobotę (18 órarca) o godzinie 12:00 w Parafii pw. św. Jana Kantego w Niedzieliskach.

REKLAMA

Tadeusz Król. Wspomnienie.

Potęga myśli zawsze mnie fascynowała. Jest w tym, rzadkim dziś zjawisku, moc przyciągania, magnetyczna wręcz siła, która każe czujnie nastawić ucha i słuchać. Zdarza się oczywiście, iż nie zawsze ten, którego Bóg Wszechmogący czy inna jakaś Siła Nadprzyrodzona, obdarzy darem myślenia, pragnie od razu przed innymi meandry swej erudycji ujawniać. Zamknie się w sobie i całą swą mądrość i wiedzę dla siebie tylko zostawi. Gdy jednak zdarzy się inaczej, bo czemuż by ze światem myśli swej nie dzielić, wówczas, być to może, ktoś taki zostaje nauczycielem podzielą ci tylko, którzy ów fenomen potrafią właściwie ocenić, szeroko „uszy otworzyć”. Mamy wówczas do czynienia ze zjawiskiem pięknym. Naturalnie myśl tę głębiej nad naturą rzeczy się zadumać i w pełni z tej krynicy mądrości korzystać. Gdzież jednak szukać takich nauczycieli?

Niedaleko… bo przecież takim właśnie był, moim zdaniem, profesor Tadeusz Król. Był, w warunkach oświaty polskiej , zjawiskiem rzadkim. Obdarzony potęgą myśli z jednoczesnym darem krasomówczym, wyrastał ponad przeciętną statystyczną swojego środowiska zawodowego. Świadomość swojego szczególnego miejsca w tej rzeczywistości pan profesor w pełni miał. Domyślam się jednak, że nie był to stan ducha w którym żyje się dość łatwo, prosto i przyjemnie. Zdecydowanie nawet nie! Myślę, że dla pana Tadeusza był to rodzaj, czasami zapewne trudnego do udźwignięcia balastu, obciążenia , które nieznośnie ciążyło ku dołowi, miast ku górze się wzbijać. Ot taki swojski, pedagogiczny paradoks .Tak wiele chciałoby się powiedzieć, tak wiele powiedzieć można i co najważniejsze, nawet powiedzieć by należało, a tak niewielu jest w stanie do końca wysłuchać, a jeszcze mniej cokolwiek zrozumieć. Zwłaszcza gdy ma się do czynienia z materią tak złożoną i jednocześnie tak subtelną jak język ojczysty. Język polski, który, jak mawiał pan profesor, dla wielu, o zgrozo!, stał się językiem obcym. Prawda szczególnie bolesna dla kogoś, kto w swym przedmiocie nauczania był wręcz rozkochany i próbował na wszystkie sposoby ową miłość do ojczystego języka, polskiej prozy i poezji w młodych umysłach szczepić. I owoc w głowach wielu zapewne się zawiązał. W ciągu lat, mozolnej pracy pana profesora w naszej szkole, zastępy uczniów opuszczały ją wzbogaceni o słowa swojego nauczyciela od polaka. Wielu zapewne znalazło w tych przemyśleniach drogowskaz, kierunek , zgodnie z którym w życiu iść warto. Może odnaleźli w literaturze rodzaj pociechy, nadziei, może materiał do dalszych dociekań i przemyśleń, a może, po prostu, rodzaj rozrywki , która będzie im towarzyszyć już zawsze. Niewątpliwie wszyscy oni zawdzięczają te szczególne dusz uniesienia panu profesorowi, jego pracy, wysiłkowi, sercu jakie zostawił w tym miejscu, ucząc dzielnie, wykorzystując swe szczególne ducha i umysłu przymioty.

Zapewne w tym może zbyt patetycznym opisie sukcesów jest też i inny wątek. Myślę tu o uczniach, których własna niemoc i rozliczne ograniczenia odcięły na zawsze i definitywnie od wzniosłych natchnień kulturą ojczystą czy światową. Zamknęli się biedaczyska i nie skorzystali. Pamiętam heroiczne wręcz wysiłki pana Tadeusza by tych zamkniętych próbować jakoś otworzyć. Wyważyć te głupio zacięte drzwi by wlać choć odrobinę światła w umysły co w ciemności błądzą. Pamiętam taż nutę goryczy w słowach pana profesora gdy owe wysiłki szły na marne, trafiając w gruby mur niezrozumienia. I może nie powinienem pisać o tym co nie jest miłe, ale pomyślałem, że chyba jednak trzeba. W nauczaniu, szczególnie zaś odnosi się to do języka polskiego, potrzebny jest element zrozumienia niuansów, uchwycenia subtelności, wyrobienia uczucia empatii wreszcie. Wszystkich tych cech potrafił pan profesor nauczyć, ale wymaga to dużego zaangażowania ze strony ucznia, koncentracji, czasu poświęconego na czytanie, przeglądanie słowników. Tych cech współczesnemu uczniowi na pewno zbywa. Trudno zatem w tych warunkach być, w pełni tego słowa znaczeniu, nauczycielem języka polskiego. Pan profesor Tadeusz Król takim nauczycielem był. I chwała mu za to! Choć czasami zapewne miał pod górkę.

Z drugiej jednak strony te wspomnienia byłyby nie pełne gdyby nie wspomnieć o jednej jeszcze cesze pana profesora. Jest ona w pełni zrozumiała i spina, niczym agrafka, szczególną osobowość pana Tadeusza w jedną całość. Cechą tą jest oczywiście poczucie humoru. Rzecz nie dziwna, choć niewątpliwie piękna i w życiu bardzo przydatna, boć przecie przymioty umysłu często dość łączą się z humorem tworząc jedność. W panu profesorze ową jedność tworzyły niewątpliwie, i dobrze, bo przecie, jak pisał poeta natchniony, życie jest komedią dla myślących, atoli zawsze lepiej i zdrowiej się pośmiać niż w jakowąś czarną popadać rozpacz. A zatem śmiał się pan profesor często, i nierzadko też ironizował i myślę, że i teraz gdy spojrzy z wysokości najwyższej na te lata w szkole przepędzone, śmieje się szczerze, i śmiech ten słyszeć będę zawsze, boć nie sposób panie Tadeuszu tego śmiechu zapomnieć.

Janusz Papaj

- REKLAMA - Zewnętrzne linki