Rozmowa z Markiem Lisem, brygadzistą w oddziale mechanicznym, w którym przepracował na kopalni w Jaworznie już 25 lat.

REKLAMA

Franciszek Matysik: Co poradziłby Pan młodym górnikom, którzy chcą pracować na kopalni?

Marek Lis: Praca na kopalni to zadanie zespołowe, które odbywa się w nienaturalnym środowisku dla człowieka. To wymaga współpracy. Świadomość niebezpieczeństwa będzie im towarzyszyć na każdym etapie pracy, zarówno na powierzchni, jak i pod ziemią. Zaś im więcej doświadczenia z upływem lat, tym większe rozluźnienie, ale nie można popadać w rutynę.

Jak oni przyjmują te słowa?

Wiedzą ze szkoły, że matka natura i warunki geologiczne determinują ryzyko. A przez to, że nierzadko słyszeli od ojca, który opowiadał w domu o pracy, dobrze też wiedzą, że współpraca na kopalni budowana jest na zaufaniu. Nikt nie jest niezależną jednostką, bo wszyscy tworzą zespół. To daje pewność, że obok jest kolega, na którego mogę liczyć.

Są tacy którzy rezygnują?

Nieczęsto, ale są. Czasem wystarczy kilka godzin podczas pierwszego dnia, aby zrezygnować. Pod ziemią praca jest dla twardych ludzi.

Tylko dla mężczyzn?

To ciekawe, że od kilku lat zainteresowanie pracą w górnictwie odnotowujemy również wśród kobiet. Większość z nich pracuje na powierzchni. Pod ziemią w Zakładzie Górniczym Janina można spotkać miłą sztygarkę. W technikum górniczym w klasach patronackich uczy się kilka dziewczyn. Jeśli zdadzą egzaminy praktyczne, wykażą się dobrym zdrowiem i będą miały odpowiednią średnią, staną przed szansą podjęcia stabilnej pracy.

Kiedyś z okazji Barbórki pod ziemię zjeżdżały żony gwarków. W większości nie były zadowolone z tego, co zobaczyły. Co na kopalni od tego czasu się zmieniło?

Na ścianie możemy planować na kilka dni do przodu. Na oddziale kilka miesięcy. Aby podejmować strategiczne decyzje, potrzeba dziesiątek lat. Analizując wydobycie węgla do ilości zatrudnionych, to na przestrzeni moich 25 lat pracy widać wyraźny trend wzrostu wydajności pracy. W 1990 roku w kopalni pracowało około 8.300 osób i wydobycie oscylowało w okolicach 15–16 tys. ton urobku na dobę. Dziś załoga to około 2.800 osób, a wydobycie sięga 20 tys. ton.

Aktualnie prace wykonywane są głównie przez urządzenia, których wydajność stale wzrasta. Jedna osoba, dzięki wizualizacji procesów, może sprawować kontrolę nad częścią produkcji. Jednak o pewnych czynnościach nie można zapomnieć. Przy postępie technologicznym myślano, że do lamusa odejdą kilofy, łopaty, onuce, gumiaki, a te są nadal niezastąpione i ciągle potrzeba wysiłku ludzkich mięśni.

Problemy branży górniczej w Polsce wpływają na morale załogi?

W wielu miejscach Zakłady Górnicze Sobieski i Janina są przykładem dla całego kraju. Załoga widzi przekuwanie procesów inwestycyjnych w nowe technologie. Nowoczesne kompleksy ścianowe, rozwój transportu ludzi, budowa nowych szybów. Kiedyś zaufaliśmy wizji połączenia wydobycia z energetyką i to się sprawdza po dziś dzień. Załoga wie, że jedno bez drugiego nie funkcjonuje. Zdaję sobie też sprawę, jakie są cele i jaka jest granica opłacalności wydobycia. To wymaga stałych poprawek i udoskonaleń.

Czego życzą sobie górnicy z okazji Barbórki?

Aby św. Barbara miała nas codziennie w opiece, aby przyniosła szczęście i pozwoliła zdrowo wrócić do domu. Szczęść Boże – to typowe górnicze życzenia. Prywatnie wielu z nas spotyka się w wolnym czasie, wędkuje lub uprawia różne dyscypliny sportu oraz dzieli się pasją hodowli gołębi, dlatego miłe są również życzenia dobrych wyników lotów.

Wszyscy czekają na karczmę piwną?

Na piwo, golonko i wspólne żarty. Na karczmie każdy z siebie żartuje, nikt się nie obraża i wszystko odbywa się ku uciesze załogi. Czasem nawet „ty ciulu” zabrzmi jak „najlepszy kolego”. Wielowiekowa tradycja mówi, że karczma piwna jest tylko dla mężczyzn. Ciekawe, czy następni gwarkowie będą rozważać zmianę kulturową, gdy w górnictwie będzie więcej kobiet?

Wybiera się Pan na emeryturę. Co dalej?

Jeszcze nie wiem, trzeba dojrzeć.

Dziękuję za rozmowę

- REKLAMA - Zewnętrzne linki